Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Rodzaj męski

Dentysta albo… zawał?

Dentysta albo… zawał?
Ilustracja: Ola Woldańska-Płocińska | www.slimaq.ovh.org
Statystyczny Polak dentysty się boi i chodzi do niego dopiero wtedy, gdy ból jest nie do wytrzymania. Zwłaszcza gdy jest facetem, bo kobiety zaglądają do niego dwa razy częściej. To błąd, który grozi nie tylko próchnicą, ale też wylewem oraz zawałem serca. Naprawdę.

Ten ostatni – czyli zawał - bardzo lubi się z kamieniem nazębnym. To problem, który jest stosunkowo mało znany, bo większość z nas myśląc o dentyście, skupia się na próchnicy. Jednak równie groźny, a może nawet groźniejszy, jest nazywany kamieniem i tworzący się na zębach zwapniały osad pełny chorobotwórczych bakterii, które wywołują bolesne zapalenia dziąseł i prowadzą do paradontozy. A na zębach sprawa się nie kończy, bo kamień chadza pod rękę z chorobami serca.

Nie należy się dziwić. Dotąd zidentyfikowano 700 różnych rodzajów bakterii, które mogą dostać się do krwioobiegu, kiedy stan zapalny jamy ustnej oraz kamień nazębny łączą się z krwawiącymi dziąsłami. 700! To nie może być neutralne dla zdrowia i nie jest. U osób z chorymi dziąsłami – nawet kiedy poza tym są całkowicie zdrowe – wzrasta więc ryzyko zawału oraz wylewu.

Dwa lata temu Szwedzi z Uppsali opublikowali wyniki dużych badań, które przeprowadzili na próbie 15 tys. osób zmagających się z chorobami układu krążenia. Sprawdzali, czy te da się powiązać z liczbą zębów oraz stanem dziąseł. Ich wniosek jest taki, że da się to zrobić bez trudu. Liczba zębów oraz stan dziąseł bardzo silnie korelują np. z poziomem enzymów odpowiadających za stany zapalne żył i tętnic oraz wywołujących miażdżycę. Przy czym – oczywiście - im mniej zębów i więcej krwawienia z dziąseł, tym gorszy stan arterii i tym większe ryzyko zawału.

Do tego okazało się, że im mniej zębów w jamie ustnej, tym więcej złego cholesterolu, wyższe ciśnienie krwi, większy obwód w pasie i większe ryzyko bycia chorym na cukrzycę. To ostatnie wzrastało o 11 proc. na każde pięć straconych zębów. Dlaczego tak jest?

Teorie są dwie, ale wcale się nie wykluczają. O pierwszej już wspomniałem. Jej zwolennicy twierdzą, że bakterie obecne w kamieniu nazębnym dostają się do krwiobiegu i wywołują stany zapalne całego organizmu, ale też, że organizm reaguje na zapalenie w jamie ustnej i rozpoznając chorobę, cały czas pracuje w trybie jej zwalczania. Do mnie takie tłumaczenie trafia.

Jednak jest też teoria druga, która mówi, że nie ma tu relacji przyczynowo-skutkowej. Ma chodzić o coś zupełnie innego. O to, że zdrowe zęby mają ludzie, którzy generalnie o siebie dbają. Zgodnie z nią kamień na zębach oznacza, że jego posiadacz jest – wybaczcie za określenie – leniwą łajzą, która na dokładkę nie potrafi zająć się swoim zdrowiem oraz osobistą higieną. To też do mnie trafia.

I nie wyklucza teorii pierwszej. Może być bowiem tak, że nieprzyjemny zapach z ust (za niego też odpowiada kamień) jest jednocześnie oznaką braku dbałości o zdrowie, który organizmowi szkodzi, i źródłem bakterii wywołujących choroby serca.

Co robić?

Tyle pouczeń, bo czas odpowiedzieć na pytanie, co zrobić, jeżeli kamień się już u nas pojawił i co robić, żeby do tego nie dopuścić?

W przypadku pierwszym odpowiedź jest – stety albo niestety – prosta. Trzeba iść do dentysty. O ile bowiem z płytką nazębną można poradzić sobie szczoteczką, to kamieniem musi się zająć fachowiec. Jeżeli więc masz na zębach twardy, żółtawy osad, to czas przestać odkładać wizytę.

Jeżeli natomiast chodzi o to, jak do jego powstania nie dopuścić, to sprawa jest trudna. A kiedy jesteś miłośnikiem kawy i tak jak ja nie umiesz bez niej żyć, albo co gorsza palisz, to wręcz beznadziejna. Ale można wydłużać czas pomiędzy wizytami. Da się to zrobić należycie dbając o higienę jamy ustnej. Czyli nie tylko szczotkując zęby, ale też stosując specjalne pasty, które stworzono specjalnie z myślą o ochronie dziąseł, oraz nić dentystyczną. A mycie kończąc dokładnym płukaniem ust płynem antybakteryjnym. I to takim z górnej półki, bo skład tych najtańszych i najbardziej popularnych lepiej wpływa na samopoczucie niż jamę ustną.

Ale nawet wtedy, co najmniej raz na rok, należy się uzbroić w odwagę i wybrać do dentysty.

No, chyba że ktoś uważa, iż zawał boli mniej. Lub jest… leniwą łajzą.

 

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane wpisy

Jak dobrze… myć zęby

Joanna Zdzieborska-Żuber

Najpopularniejsze wpisy