Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Z czym do dzieci

Deska łączy pokolenia

Deska łączy pokolenia
Zdjęcie: archiwum własne
Nie znam faceta 30 +, który jako młody chłopak nie marzył o tym, żeby być Martym z filmu "Powrót do przyszłości".

W miarę dorastania powoli ("oj, powoli" - komentarz kobiet mojego życia) oswajałem się ze świadomością, że nie będę podróżował w czasie. No ale przecież opanowanie jazdy na deskorolce nie wykraczało poza ramy fizyki.
Na filmie jednak nie pokazano, ile godzin trzeba rzetelnie ćwiczyć, żeby osiągnąć poziom Marty'ego.
A ćwiczenie było obciachowe i narażało na drwiny kolegów. Zająłem się innymi rzeczami, najchętniej takimi, które nie wymagają wielkich nakładów czasu i energii. Co jakiś czas jednak, szczególnie przed zaśnięciem bądź w chwilach wyjątkowej nudy, powracał mglisty żal i nieokreślona tęsknota. Zabijałem ja, osiągając mistrzostwo w komputerowej grze jako wirtuoz deski Tony Hawk.

Mój siostrzeniec dorastał w czasach, kiedy wielogodzinne ćwiczenia na desce wykonywane były kolektywnie, bez szyderstwa i w specjalnie wybudowanym przez gminę skateparku. Przez lata z daleka z satysfakcją obserwowałem, jak szlifuje umiejętności, szybko mija poziom Marty'ego i zaczyna zbliżać się do Tony'ego Hawka. Darzyłem go za to dużym szacunkiem, którego nie miałem okazji wyrazić, bo Julek dorastał i nie zadawał się ze starcami. A potem mój syn, Janek, zaczął przepoczwarzać się z malucha, a panie w przedszkolu zaczęły przebąkiwać coś o "świetnej koordynacji ruchowej". Janek faktycznie swoją koordynację prezentował bezustannie. W związku z tym, że był w ciągłym ruchu, moje rozmowy z żoną zdominowało zagadnienie - jak ukierunkować tę jego świetną koordynację?

Zdjęcie: archiwum własne

Poszedłem więc do siostrzeńca, pożyczyłem jego starą deskę i poprosiłem o zestaw rad. Kupiłem Jankowi kask, naoglądałem się na youtubie filmików instruktażowych, nawkuwałem terminów "ollie", kickflip" czy "shoeve it 360", zabrałem młodego do skateparku i zacząłem szkolenie. Janek szybko załapał, dostał kilka pochwał od doświadczonych skate'ów trenujących obok (słowa "młody daje rade" prawie wycisnęły mi łzy z oczu, poczułem się jak ojciec sióstr Williams). Udało mi się też trochę poćwiczyć pod pretekstem pokazywania figur. No i napatrzyłem się na mistrzów w akcji. Ani się obejrzałem, a okazało się, że z Jankiem spędzam cały nasz czas wolny, jak nie na ćwiczeniach, to na rozmowach o ćwiczeniach. Zacieśniliśmy również stosunki z moim siostrzeńcem, młodzieńcem już 18-letnim, z którym z wyżej wymienionych powodów przez ostatnie lata nie miałem prawie kontaktu. Od tej pory we trzech trzymamy sztamę, z Jankiem wymykamy się do skateparku, nic nie mówiąc reszcie rodziny, a Julek czasem "przechodzi obok" i daje nam instrukcje. Na razie jestem najsłabszym ogniwem, ale może się przy chłopakach podciągnę, chyba nie jest za późno?

Andrzej Motyczyński - na co dzień pracownik działu reklamy w wydawnictwie prasowym, po godzinach, zależnie od pory roku, muzyk amator, ogrodnik amator, sportowiec amator. We wszystkich nowych dziedzinach osiąga pierwszy stopień wtajemniczenia i bez żalu przerzuca się na inne. W najbliższym roku planuje rozpocząć i niedługo potem porzucić specjalizację "mechanik samochodowy".

Tagi: treningi, dziecko

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane artykuły

Bez kasku nie jadę

Agnieszka Radziszowska

Najpopularniejsze na blogu

Śniadanie, które szkodzi

Agnieszka Radziszowska

Dziewczynka czy chłopczyk?

Agnieszka Radziszowska