Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Z pamiętnika dietetyka

Dieto cud, gdzie jesteś?!

Dieto cud, gdzie jesteś?!
Ilustracja: Julia Szostak
Zbliżają się wakacje - czas pokazać się w bikini na plaży lub zaprezentować klatę podczas gry w siatkówkę z kolegami. Ale co zrobić, gdy nie czujecie się gotowi na odsłanianie publicznie swoich najmniej lubianych części ciała? Poszukiwania diety cud czas zacząć!

Co sobie myślicie, słysząc słowa DIETA CUD? Ja na przestrzeni swojej praktyki dietetyczki i trenerki fitness słyszałam już niejeden pomysł na szybkie zrzucenie niechcianej wagi. Niektóre rozwiązania wywołują u mnie dreszczyk grozy…

- O nie, już tylko dwa tygodnie do wakacji, muszę do tego czasu zrzucić te nadprogramowe siedem kilogramów. Jestem naprawdę zdesperowana. Codziennie fitness, siłownia, głodówka i forma będzie na czas. Dam radę, dołączysz?

- Moja koleżanka schudła na tej diecie dziesięć kilogramów, wzięłam od niej zalecenia i też spróbuję. Tobie też je dam, po co płacić trzy razy za to samo. Pijesz codziennie ocet jabłkowy i jesz jakąś dziwną zupę. Szybko schudniemy i można jechać na wakacje i korzystać z all inclusive do woli.

- Chcesz kanapkę? Po treningu warto coś zjeść. Nie, dziękuję. Jestem na diecie i wciąż liczę kalorie. Na kolację mogę zjeść dwa liście sałaty, pięć rzodkiewek i ogórka kiszonego. Wykluczyłam też całkowicie pieczywo. Bez pieczywa od razu chudnę! Za miesiąc wakacje, a ja się strasznie zapasłam przez ostatnie pół roku.

Takie oto opowieści słyszę w fitness klubie, w którym pracuję. Zawsze się po cichu uśmiecham, ale nie śmieję, jedynie zastanawiam się, czego to jeszcze nie wymyślicie. Cudowna tabletka czy dieta likwidująca w tempie ekspresowym zalegający tłuszczyk naprawdę nie istnieje. Gdyby dążenie do upragnionej sylwetki było tak łatwe, szybkie i bezbolesne, to wszyscy bylibyśmy szczupli, szczęśliwi i jedli tylko to, co lubimy, w ilości, jakiej chcemy. Ale z tego, co zdążyłam zaobserwować, to jeszcze nie odkryto diety cud. Chyba że ktoś z was wyprowadzi mnie z błędu? Obawiam się tylko, że stracę wtedy pracę… Niestety, drakońskie diety odchudzające mają mało wspólnego z przyjemnością, a tak naprawdę mogą nam tylko nieźle uprzykrzyć życie.

Dlaczego na dietach cud tak szybko chudniemy?

Podstawową zasadą w dietach odchudzających jest zmniejszenie spożycia kalorii przez odpowiednią modyfikację diety i zwiększenie wydatku energetycznego, czyli zaprzyjaźnienie się z aktywnością fizyczną na dłużej. Brzmi prosto i logicznie. Przy restrykcyjnych dietach ich twórcy nastawieni są na szybki efekt, bo za tym idą pieniądze i rozgłos. Niestety, zdrowie użytkowników diet idzie na drugi plan. Proponowany deficyt energetyczny zazwyczaj jest bardzo duży, co już w początkowej fazie redukcji może zaowocować szybkim spadkiem masy ciała. Czyli jemy bardzo mało kalorii. Często modne diety cud ograniczają „wroga” numer jeden, czyli węglowodany. Ale cukier cukrowi nierówny.

Bardzo dobrze, że chcemy wyeliminować ten, który nam nie służy, jednak prawie całkowita eliminacja węglowodanów z diety ma swój ukryty podstępny cel. Już tłumaczę jaki. Zanim na redukcji zaczniemy spalać intensywniej tłuszczyk, to czerpiemy głównie energię z węglowodanów, które są zmagazynowane w naszej wątrobie i mięśniach w postaci glikogenu. Glikogen wiąże się z wodą (1 g glikogenu wiąże ok. 3 g wody). Dlatego zużywając go jako źródło energii, tracimy także sporo wody. Właśnie ten efekt widać najlepiej na waszej wadze łazienkowej w postaci pierwszych ekspresowo zrzuconych kilogramów. Tylko najważniejsze jest to, co mamy w środku. Waga niby chwilowo spada, ale zawartość tkanki tłuszczowej praktycznie nie idzie w dół. Dlatego dorzucamy jeszcze bieżnię, kolejne interwały i godziny spędzone na siłowni. Miesiąc przed wakacjami trzeba trenować codziennie, a najlepiej dwa razy dziennie. Świetnie to widać po frekwencji w fitness klubach. Tłum na zajęciach w czerwcu oznacza nadchodzący bikini time. Tylko czy to ma sens? Przy bardzo małej podaży kalorii, a dodatkowo intensywnym treningu wasz organizm poddany jest ogromnemu stresowi. Hormony szaleją. Może się okazać, że zamiast budować wyśniony, podziwiany na instagramie sześciopak na brzuchach celebrytów, zaczniecie tracić tkankę mięśniową. Z letniej muskulatury nici.  Tracąc mięśnie, spowalniamy dodatkowo metabolizm i błędne koło się zamyka.

Tniemy kalorie, ale co potem?

Długotrwałe obniżenie kaloryczności diety może doprowadzić do obniżenia tempa metabolizmu. Szkoda tylko, że apetyt nie spada, a wręcz rośnie, a głód bywa wtedy ekstremalnym doświadczeniem. Podczas przedłużających się drakońskich diet odchudzających nasz organizm przestawia się na magazynowanie i wcale nie jest chętny do spalania tłuszczyku. Po prostu walczymy o przetrwanie. Nasze ciało boi się, że więcej energii nie dostanie, a także chce się przygotować na dalsze ewentualne sytuacje ograniczeń kalorycznych. Dodatkowo nie pomagają nam uporczywy ból głowy, rozdrażnienie i zmęczenie. Nie mówiąc już o tym, że nasza psychika nie wytrzymuje i o ile dotrwamy do końca zaplanowanej diety, o tyle potem najczęściej chcemy sobie zrekompensować cierpienia i zaczynamy się objadać bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Nasz metabolizm nie zdążył się jeszcze rozkręcić po restrykcjach jedzeniowych, więc w krótkim czasie jesteśmy dwa razy więksi niż wcześniej. Czyli efekt jo-jo murowany. Nie wspominając już o rozchwianiu gospodarki hormonalnej i niedoborach żywieniowych. Pomyślicie może, że bardziej wymagająca dieta odchudzająca poprowadzona przez krótki czas wam nie zaszkodzi i ewentualne negatywne skutki można szybko odwrócić? I jest w tym trochę prawdy. Tylko zastanówcie się, ile razy w roku stosujecie akcję szybkiego odchudzania. Z okazji sylwestra, wesela córki czy nadchodzącej wiosny? A może tkwicie w sidłach permanentnych ograniczeń kalorycznych? Częste eksperymenty dietetyczne mogą się odbić czkawką i długofalowymi negatywnymi konsekwencjami, które nie będą już takie łatwe do naprawienia. Jeżeli czujecie, że rzeczywiście musicie się pozbyć zbędnych kilogramów, odchudzajcie się mądrze, pod kontrolą specjalistów. I pamiętajcie, że jeżeli ktoś gwarantuje wam utratę dziesięciu kilogramów w dwa tygodnie, to naprawdę nie jest wart waszej uwagi. Spalanie tłuszczu wymaga czasu i trzeba to przyjąć za prawdę ostateczną.

Oczywiście moje rozmyślania są dosyć uproszczone i w waszym organizmie podczas restrykcyjnej diety zachodzą o wiele bardziej skomplikowane procesy. Jednak chciałam wam w łatwy i zrozumiały  sposób pokazać, że naprawdę nie warto się katować, odbierając sobie jedną z największych przyjemności w życiu, jaką jest jedzenie. Dieta to nie tylko odchudzanie, to cała filozofia zmiany stylu życia. Nie skupiajcie się jedynie na kaloriach, doceniajcie jakość jedzenia, a przede wszystkim kierujcie się waszym zdrowiem!

 

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane artykuły

Dieta - węglowodany vs. tłuszcze

Kasia Bigos i Andrzej Bogdał

Odchudzanie - dieta vs. trening

Kasia Bigos i Andrzej Bogdał

Odchudzam się, a nie chudnę!

Małgorzata Różańska

Najpopularniejsze na blogu

Domowe wojny jedzeniowe

Natalia Puciłowska