Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Rodzaj męski

Dlaczego afrodyzjaki nie działają?

Dlaczego afrodyzjaki nie działają?
Ilustracja: Ola Woldańska-Płocińska | www.slimaq.ovh.org

Metod na to, by męską moc wzmóc, są dziesiątki. Każda kultura, każdy kraj i każdy okres mają swoje. Nasi przodkowie też je mieli i z innymi łączy je wiele. Przede wszystkim to, że na ogół nie działają, bo są zupełnie bez sensu.

A bez sensu są dlatego, że są nie tyle ludową wiedzą, która zwykle niesie w sobie spory ładunek prawdy, co magią. Dokładnie tzw. magią homeopatyczną, do której należą też np. laleczki vodoo. Podobne ma tutaj działać na podobne, a więc coś, co z seksem się kojarzy, ma seks umożliwiać. Efektem jest to, że nosorożce są na wyginięciu, bo erekcję mają zapewniać np. ich sproszkowane rogi, a w Azji problemy mają też tygrysy, bo szczególnie ceni się tam ich suszony członek lub wódkę, w której ten pływa. Ale są miejsca, gdzie za afrodyzjak uchodzi penis jelenia, bycze jądra, swojskie marchewka oraz pietruszka, a nawet ostrygi, które dziesiątkami pochłaniał Casanova.

W sarmackiej Polsce męską niemoc leczono na przykład... sałatą. Dlaczego? Bo sałatę jedzą króliki, u których jedna para może mieć 40 sztuk potomstwa rocznie. Musi zatem być tak – wnioskowano przez analogię – że to dzięki diecie mają siłę, by je spłodzić. Choć katalog staropolskich magicznych specyfików, które pobudzały „chciwość ku niewieście”, na sałacie się nie kończy. Sięgano po – patrz wyżej – szparagi, szlachta ceniła trufle i pieprz. Ten ostatni sam, ale też zmieszany z nasionami pokrzywy. Zbigniew Kuchowicz przytaczał ludową receptę: „Pokrzywa w winie uwarzona pobudza i wzmacnia uczynek męski ku żonie i zasię żony ku mężowi.” Polską apteczkę miłosną uzupełniały jeszcze jądra kogutów, niedźwiedzi i królików. Oraz seler.

Problem z tym był tylko taki, że – czy to w Polsce czy gdzie indziej – takie afrodyzjaki działały co najwyżej jak placebo. Źródłem ich siły miało być bowiem to, co w przypadku niby leczniczej homeopatii, gdzie substancja wywołująca objawy podobne do choroby ma leczyć chorobę. Tymczasem to, że coś erekcję przypomina, nie znaczy, że ją zapewnia. Bo niby dlaczego miałoby?

Jednocześnie na ogół nie szkodzi, bo tych, które szkodziły – jak bardzo popularna jeszcze w XIX wieku hiszpańska mucha – już raczej w obrocie nie ma. Niektóre trochę pomagają. Choć raczej w długiej perspektywie. Ostrygi Casanovy to bomba z mikroelementów i minerałów. Dieta bogata w warzywa – zwłaszcza seler – rzeczywiście pomaga na potencję. Spowalnia bowiem miażdżycę, a to właśnie obciążenie naczyń krwionośnych jest głównym powodem tego, że panowie starsi mogą mniej niż młodsi. Dlatego zresztą najpopularniejsza niebieska tabletka wspomagająca walkę z impotencją została stworzona z myślą o leczeniu serca, a nie braku „zapału do cielesności”. Jednak nadmiernej wiary nie ma w nich co pokładać i jak już trzeba, to lepiej sięgnąć po te, które działają. Bo są i takie, chociaż akurat nie uchodzą za afrodyzjaki. Jest na przykład korzeń żeńszenia. Trzeba też pamiętać, o tym wiedzieli nasi przodkowie, że „zła miłość o głodzie – nie chce się i wojewodzie”, co bardziej poetycko ujął poeta Daniel Naborowski:

„Kiepska miłość o głodzie,
Nie chce się giąć po wodzie,
Ale po dobrym winie
Dogodzi się dziewczynie,
A korzenne potrawy
Napełnią wewnętrzne stawy.”

 

 

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane wpisy

Najpopularniejsze wpisy