Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowy konkret

Dlaczego nie warto być zbyt higienicznym?

Dlaczego nie warto być zbyt higienicznym?
Ilustracja: shutterstock
Współczesne maluchy nie wiedzą, co znaczy porządnie wymazać się w błocie, a ganianie za kaczką czy kurą to abstrakcja. Z dorosłymi jest nie lepiej. Mamy obsesję czystości. Dezynfekujemy, sterylizujemy i konserwujemy. Na przekór nauce. Bo badania mówią jasno: nadmierna higiena to więcej szkody niż pożytku!

Nie ubrudź się, umyj się, posprzątaj - już od małego słyszymy, jak ważna jest czystość i higiena. Czasem wręcz obsesyjnie o nią dbamy. Używamy specjalnych płynów (niektórzy nie ruszą się z domu bez kieszonkowego żelu antybakteryjnego), zażywamy codziennych kąpieli (komu rachunki za wodę nie przeszkadzają, to nawet rano i wieczorem), myjemy (a raczej sterylizujemy) naczynia w zmywarkach, jedzenie i napoje pasteryzujemy i konserwujemy, ubrania pierzemy w 90 stopniach, a stoły i kuchenne blaty szorujemy żrącymi detergentami, z którymi żaden, najmniejszy nawet zarazek nie ma szans. Tak. Mamy manię. I nie jest ona zdrowa.

Hipoteza higieniczna

Bo pobrudzić się czasem naprawdę warto. Na przykład zmniejszamy w ten sposób skłonność do alergii. Jedno z niedawnych badań w Science wskazało, że zaledwie jedna czwarta dzieci mieszkających na wsi reagowała na popularne alergeny, jak grzyby, pyłki czy alergeny zwierzęce, w porównaniu z 45 proc. dzieci z miejskich blokowisk i osiedli. Były one po prostu narażone na kontakt z większą ilością mikroorganizmów, dzięki czemu wzrosła ich odporność. To nawiązuje do tak zwanej hipotezy higienicznej, która sugeruje, że nadmierne dbanie o czystość współczesnej cywilizacji przyczynia się do zwiększenia zdrowotnych problemów, w tym alergii i astmy.

Ochronnie działa również wczesny kontakt ze zwierzętami. W piśmie Clinical & Experimental Allergy ukazała się pewien czas temu praca z udziałem 566 maluchów, z której wynikło, że jeżeli dziecko przebywa w towarzystwie zwierząt od narodzin, to ma mniejsze ryzyko astmy w wieku 6 lat nawet o 79 procent. Z kolei u nastolatków ryzyko uwrażliwienia na alergeny jest mniejsze o połowę, gdy w okresie niemowlęcym miały kontakt ze zwierzętami na co dzień. Dlaczego? To właśnie mikroby pochodzące ze skóry i sierści zwierząt działają ochronnie i zmniejszają szanse na choroby alergiczne w przyszłości.

Zmyć z siebie co dobre

Ograniczony kontakt z naturą to oczywiście tylko jeden z powodów niedoboru dobrych mikroorganizmów. Państwowy Zakład Higieny obliczył, że połowa Polaków codziennie myje całe ciało. Podobna częstotliwość kąpieli występuje wśród Niemców i Szwedów, z kolei w Australii każdego dnia prysznic bierze ok. 90 proc. mieszkańców, w Chinach zaś jedynie 20-30 proc. osób. I to z tych ostatnich powinniśmy brać przykład. Dr Zeichner i Hirsch w jednym z badań przypominają, że codzienne kąpiele maja źródło kulturowe, a nie pochodzące z potrzeby zdrowotnej. Wiele wskazuje na to, że nie powinniśmy szorować się każdego dnia. Pomijając już fakt, że kąpiele zwyczajnie wysuszają i podrażniają skórę (co sprzyja np. egzemie), zmywamy z niej ochronną barierę z dobrych bakterii. Przez to łatwiej o infekcje, bo nadmierna czystość paradoksalnie sprzyja zaatakowaniu organizmu przez chorobotwórcze drobnoustroje. Przypomina to trochę antybiotykoterapię - ta osłabia naszą odporność, bo niszczy złe, ale i dobre bakterie oraz wyjaławia organizm, który staje się przy okazji łatwym łupem dla grzybów. Nic zatem dziwnego, że odradza się codzienne mycie niemowląt, których skóra jest wyjątkowo wrażliwa. Ciało pozbawione „żywej” ochrony jest podatniejsze nie tylko na uszkodzenia i infekcje, ale też wolniej się goi – uważa prof. Richard Gallo z San Diego, który odkrył również, że nasza skóra wytwarza naturalne antybiotyki walczące z patogenami od dziesiątków tysięcy lat!

Zagłada życia w zmywarce

Sporo ułatwień, które weszły do codziennego użytku, powoduje niestety, że eliminujemy ochronne bakterie. Przykład? Używanie zmywarek. Detergent plus gorąca woda to skuteczna metoda na zaschnięty brud, ale i na wszystko, co żyje na talerzach. Okazuje się, że wcale nie poprawiamy naszej odporności, korzystając z tego wynalazku współczesności. Badania Uniwersytetu w Göteborgu dowiodły, że jeśli w domu zmywa się naczynia ręcznie, dzieci są o 40 proc. mniej narażone na alergie niż w przypadku korzystania ze zmywarki. Czyszcząc garnki i talerze tradycyjnie, zyskujemy większy kontakt z pożytecznymi bakteriami. Autorzy pracy myślą nawet o umieszczeniu zalecenia ręcznego mycia naczyń w rekomendacjach pediatrycznych...

Oczywiście, poprawa higieny od czasów średniowiecznych przyniosła też wiele dobrego. Nadal powinniśmy myć ręce, żywność, unikać kontaktu z chorobotwórczymi drobnoustrojami. Dlatego do tematu podejść należy ostrożnie, acz, jak widać, z większą dozą tolerancji.  

 

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane wpisy

Najpopularniejsze wpisy