Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Z czym do dzieci

Do Lasu!

Do Lasu!
Zdjęcie: archiwum własne
Dzieci uwielbiają odkrywać tajemnice przyrody. Czasem trzeba im tylko o tym przypomnieć. Wycieczka do lasu to doskonała okazja.

– I znowu do lasu? – zamarudził mój syn Kacper.

Jego dziesięcioletnia siostra Ida była już gotowa do wyjazdu. Kacper, który pół roku temu skończył 11 lat, koniecznie chciał się zachowywać jak prawdziwy nastolatek. Musiał więc stawić opór wobec naszej uświęconej tradycją niedzielnej wyprawy. Na szczęście po odegraniu nowej roli mógł już w zgodzie z własnym sumieniem przygotować się do wyjazdu.

Na wycieczkę do lasu zabieramy ze sobą zazwyczaj słoiki, siatki do ryb akwariowych, czasem też lupy, lornetkę i aparat fotograficzny. Konieczne jest ubranie terenowe, a zabronione są wszelkie urządzenia do gier elektronicznych. I tak zresztą pamięć o nich wlecze się za nami przez pierwsze pół godziny wycieczki.

Najczęściej jeździmy do Lasów Chojnowskich pod Warszawą. Tam, między miejscowościami Żabieniec a Zalesie Górne, rozciąga się otoczony drzewami kompleks stawów rybnych. Obok nich płynie rzeczka Zielona. Miejsce jest łatwo dostępne, pół godziny jazdy samochodem z Warszawy. Najważniejsze, że w niedużej odległości od siebie leżą miejsca bardzo odmienne przyrodniczo, a wszędzie są jakieś ciekawostki do odkrycia.

zdjęcie: archiwum własne

Zdjęcie: archiwum własne

Najtrudniejsze jest zawsze pierwsze pół godziny. Dzieci wzdychają, nudzą się, głośno gadają i bujają myślami z dala od tego, co je otacza. Nie zauważają bogatego życia, jakie toczy się dookoła. Ja sam najlepiej odpoczywam wśród dzikiej przyrody, dlatego właśnie tak chętnie zabieram moje dzieci na wycieczki do lasu. Z góry się jednak nastawiam, że początek wędrówki będzie ciężki. Na szczęście po jakiejś półgodzinie zaczyna się robić ciekawie. Dzieci wreszcie rozglądają się dookoła i dostrzegają świat przyrody. Czasem odkrywają powalone drzewo, na które się wdrapują, rywalizując, kto przejdzie dalej po pniu. Potem decydują się na wspinaczkę na inne drzewo, z którego zeskakują na ziemię. Gałąź, z której zlatują, nie jest na dużej wysokości, nie muszę się więc martwić o ich bezpieczeństwo, ale emocje osiągają taki poziom, jakby skakały z samolotu. A wreszcie pochylają się nad rzeczką lub stawem i siatką wyciągają rozmaite wodne owady, małe rybki, ślimaki i pająki. Wkładamy je do słoika, oglądamy i wypuszczamy na wolność. Tak samo postępujemy z lądowymi stworzeniami. Różne drobne owady, pająki i wije lądują na chwilę w słoju, pozwalają się nam obejrzeć i wracają do siebie. Czasem przeradza się to w „zawody”, kto zbierze więcej stworzeń albo znajdzie najdziwniejsze zwierzę. Tak czy owak krzywdy nie czynimy, a mamy mnóstwo frajdy i poznajemy polską przyrodę.

Zdjęcie: archiwum własne

Tego, co zobaczymy podczas wyprawy do lasu, nie da się zaplanować. Przyroda zawsze nas zaskoczy. Dzieci też są nieprzewidywalne. Raz wpadną w zachwyt nad łosiem, który podobno przebiegł nam przez drogę. Ja go nie widziałem, ale Kacper upierał się, że słyszy jego chrapanie, i biegał między drzewami, żeby mu się przyjrzeć. Innym razem Ida wymyśliła piosenkę o słojach drzewnych i śpiewała ją chyba z godzinę, skacząc przy tym po leśnej dróżce. Na naszej drodze spotykaliśmy też zaskrońce, wiewiórki, sikorki i rozmaite inne ptaki. Zbieraliśmy poziomki, orzechy, maliny i skakaliśmy po dojrzałych purchawkach (to pomaga im rozsiewać zarodniki). A co się przy tym nagadaliśmy i naśmieliśmy – to nasze.

Po dwu- lub trzygodzinnej wyprawie jesteśmy już zmęczeni i chętnie wracamy do domu. A jak dzieciom smakuje wówczas obiad – nie do wiary!

Niech więc sobie Kacper marudzi i udaje znudzonego nastolatka. I tak będziemy jeździć w niedziele do lasu.

Wojciech Mikołuszko jest dziennikarzem naukowym i przyrodnikiem, autorem dwóch książek dla dzieci „Tato, a dlaczego?” oraz „Tato, a po co?”. W latach 2008–10 prowadził blog „A dlaczego?”, a od początku 2012 roku – blog „W przyrodę!”.

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane wpisy

Murowaniec dla dwojga

Agnieszka Radziszowska

Deska łączy pokolenia

Agnieszka Radziszowska

Grzybobranie

Agata Michalak

Poszukiwacze skarbów

Agnieszka Radziszowska

Najpopularniejsze wpisy

Zegar - czy to już pora?

Agnieszka Radziszowska

Gdy dziecko nie chce jeść

Agnieszka Radziszowska