Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Dobre rzeczy

Elektryczny skateboard dla leniuchów

Elektryczny skateboard dla leniuchów
Na ZBoard mogą szaleć nawet ludzie bez kondycji fizycznej. Zdjęcie: ZBoard

Nie wiem jak wy, ale ja kiedyś namiętnie jeździłem na deskorolce. Pamiętam rok 1980, kiedy mama kupiła mi takie cudo w tzw. papierniku (nie wiedzieć czemu w tamtych czasach zabawki i sprzęt sportowy sprzedawano w sklepach z zeszytami i długopisami). „Cudo” ozdabiało – nie wiedzieć czemu – przekrzywione filuternie logo firmy... Mercedes-Benz. Deska była toporna, ciężka i oczywiście z autami ze Stuttgartu nie miała nic wspólnego. Jeździła beznadziejnie, kiepsko skręcała, nie mówiąc o tym, że nie dało się na niej wykonywać żadnych trików. Wtedy oczywiście takich problemów nie dostrzegałem, bo „jeździć merolkiem” to był wyczyn na miarę całego osiedla. To był najlepszy szpan!

Taki „skateboard” nie nadaje się wykonywania trików, ale rozpędza się do 30 km/h. Bez odpychania nogą! Zdjęcie: ZBoard

Od 1980 roku minęło, policzmy, 32 lata. Mnóstwo czasu, ale chęć do jazdy wciąż gdzieś tam we mnie tkwi. Od czasu do czasu łapię się za skateboard mojego syna, ale – mówiąc najdelikatniej – deska jest diabelnie szybka, zbyt szybka. W dodatku nogi i kolana już nie te same, no i człowiekowi nie chce się odpychać, żeby deską dokądkolwiek dojechać. Dlatego wpadła mi w oko deska ZBoard, która nie dość, że jest „made in California” (ten amerykański stan jest mekką deskarzy), to jeszcze – dzięki 400-watowemu silnikowi elektrycznemu – nie trzeba się na niej odpychać, żeby jechać.

Ideał do miasta. Deska może zastąpić hulajnogę, trikke'a czy nawet rower. Zdjęcie: ZBoard.

Deska jest bardzo sprytna. Do sterowania wystarczy odpowiednio przenieść ciężar ciała – żeby ruszyć z miejsca, trzeba dociążyć przednie kółka, hamuje się zaś obciążając te tylne. Baterie ukryto pod „blatem” (tak na wierzchnią część deski mówią profesjonaliści), skateboard ma również wzmocnione trucki (koła z osiami). Jak szybko da się pojechać? Nawet 30 km/h! ZBoard podjeżdża również pod niewielkie wzniesienia. Do wyboru są baterie zwyczajne (kwasowe), które można ładować 250 razy lub litowo-jonowe (te wytrzymują 500 cykli ładowania). Ile to kosztuje? Od 550 dolarów wzwyż plus 200 „zielonych” za przesłanie towaru do Polski.

Deska z bateriami waży 17 kilogramów, ale nosi się ją raczej rzadko. Służy przecież do... jeżdżenia. Zdjęcie: ZBoard.

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane wpisy

Najpopularniejsze wpisy

Poduszka outdoorowa

Rafał Jemielita

Rower dwuśladowy

Rafał Jemielita

Kajak z doładowaniem

Rafał Jemielita