Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Pudel na siłowni

Elle MacPherson. 50 lat i wciąż ma "To Ciało"

Elle MacPherson. 50 lat i wciąż ma "To Ciało"
Elle MacPherson i jej boskie kształty (bez wysiłku). Zdjęcie: East News
Elle MacPherson ma 50 lat, a ciałem wciąż zachwyca. Jak ona to robi?

Rozmawiałam ostatnio z jedną panią od fitnessu. Prowadzi zajęcia dla kobiet w ciąży i dla tych, które po urodzeniu dziecka chcą wrócić do formy. To zajęcia spokojne i łagodne. Nie mam po nich zakwasów, nie łapie w czasie ich trwania zadyszka. Żadna to Chodakowska, żadna Jillian Michaels. Czy są skuteczne? To zależy, co ma się na myśli, mówiąc "skuteczne". Mi wydają się troszkę za słabe, chociaż w ciąży trudno stawiać na ciężki trening. Ale nie o to chodzi. Otóż ta trenerka powiedziała mi, że bardzo ostre treningi (np. crossfit czy chociażby popularny Skalpel Chodakowskiej) są dla kobiet okropnie nie zdrowe. "Dalczego?", zapytałam naiwnie, bo sama lubię ostry wycisk i w wycisk wierzę. "Bo zaburzają kobiecą gospodarkę hormonalną, nasze fazy cyklu", powiedziała mi trenerka.

Pitu pitu. "Ale rzeźby się chyba bez dobrego wycisku nie osiągnie", myślę sobie. Ale może nie wszystkie kobiety marzą o rzeźbie? A potem przeglądam internety, przeglądam i w oko mi wpada Elle MacPherson. 50 lat ma skubana, a ciało jak u świetnie utrzymanej 30 latki. Sprawdzam ją więc i czego się dowiaduję?

Elle ma prywatnego trenera, a jakże. Wszystkie gwiazdy mają, nawet polskie. Ten jej nazywa się James Duigan, jest również dietetykiem. I ma taką zasadę "WORK SMARTER NOT HARDER" (Ćwicz mądrzej, nie ciężej). I to mnie zastanawia, bo trenerzy na ogół twierdzą, że trzeba mocniej, więcej, ciężej szybciej, a do tego bardziej się spocić. Ten jest najwyraźniej inny. Elle nie jest jakoś specjalnie przywiązana do siłowni. Bieganie CODZIENNIE nie spędza jej snu z powiek. Czasem pójdzie na basen popływać (bo lubi) czasem na deskę (z tego samego powodu). A trener opracował jej ośmiominutowy zestaw ćwiczeń, który Elle wykonuje REGULARNIE rano i wieczorem. Bo nie ma więcej czasu? Bo dużo pracuje? Bo jej to wystarcza? Elle twierdzi, że po dwóch tygodniach widać różnicę. Trener dorzuca, że ćwiczenia są po to, żeby dzięki nim czuć się lepiej, a nie po to, żeby ciągle czuć się zmęczonym i obolałym (dla mnie to nowość, bo jak po ćwiczeniach nie czuję się zmęczona i obolała, to tak, jak bym wcale nie ćwiczyła). Ale moim zdaniem, żeby zobaczyć tę różnicę, o której mówi Elle, trzeba by dorzucić do tego jeszcze jej dietę. Żadnego alkoholu (winko z koleżanką, browarek z kolegą na koncercie odpadają), żadnego niezdrowego jedzenia. Dużo zielonych warzyw, owoców, chude mięso. Węglowodany - niekoniecznie. Częsty detoks i zielone koktajle. Tylko tyle? A może jednak aż?

I jeszcze dwa, bardzo ważne zdania: "Każda zmiana, której pożądasz dla swojego ciała, musi najpierw zaistnieć w twojej głowie. Musisz postanowić, że chcesz zmienić swoje życie - wtedy zmiana w ciele ma szansę się utrzymać". Ja wiem, że to bardzo ogólne rady, ale jeśli chcecie poczytać o szczegółach, zajrzyjcie na stronę www.bodyism.com. W każdym razie mnie to delikatne podejście do własnego ciała zastanawia. 

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane wpisy

Najpopularniejsze wpisy