Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Pudel na siłowni

Gwen Stefani i jej sześciopak

Gwen Stefani i jej sześciopak
Gwen Stefani chętnie odsłania swoje atuty na koncertach. Zdjęcie: East News

Jestem bezlitosna. Zarówno dla siebie, jak i dla innych. Nie cierpię, kiedy opona wylewa się ze spodni. Nie mogę znieść, kiedy siadam sobie niewinnie na krześle, a brzuch się roluje w kilka całkiem pokaźnych kiełbasek. A już stać bokiem do lustra i patrzeć, jak coś z przodu niebezpiecznie wystaje jest chyba najgorsze. Oczywiście tłumaczę sobie, że wszystkiemu winna lordoza (skrzywienie kręgosłupa w okolicy lędźwiowej, które sprawia, że brzuch jest wystający), ale to pocieszenie działa krótko. Bo z brzuchem to jest tak – nie wystarczy, żeby był płaski. Chudy brzuch jest po prostu płaski i miękki, a taki w ogóle mnie nie kręci. Brzuch musi mieć sześciopak, przez niektórych zwany kaloryferem. Musi być umięśniony i twardy jak skała. I to nie tylko u facetów.

Babski kaloryfer jest jeszcze fajniejszy, bo rzadziej spotykany. Dziewczęta na ogół tłumaczą, że chcą być kobiece i ten umięśniony brzuch im do tego nie pasuje. A ja się pytam: Czy w takim razie zwisające sadełko im pasuje? I ta wciskająca się w nie gumka od rajstop, która dzieli nam brzuch na część dolną i górną? Bo mnie nie. Sześciopak jest oczywiście trudny do osiągnięcia, bo bez ćwiczeń się nie obejdzie. Bez setek brzuszków wyciskanych codziennie w najrozmaitszych konfiguracjach. Żeby kaloryfer wyglądał dobrze, trzeba pracować nad mięśniami prostymi, nad skośnymi, nad talią, ale też nad tymi głębokimi, które czuć np. przy okazji robienia pompek, przy podnoszeniu ciężarków czy jeździe na rowerze. A za ćwiczeniami dziewczęta nie przepadają, o nie. Wolą dietę 1000 kalorii, głodówki i picie wody na okrągło.   Na pocieszenie mogę dodać, że same ćwiczenia to też za mało.

Gwen Stefani, właścicielka jednego z fajniejszych kaloryferków w show-biznesie twierdzi, że sexy brzuch to odpowiednia, zbilansowana dieta, ćwiczenia i torturowanie siebie. Czyli łatwo nie jest. Ona ćwiczenia cardio robi na scenie, resztę – na sali gimnastycznej, z trenerem, Gunnarem Petersonem. Przynajmniej 5 razy w tygodniu, po godzinie. Sprawdziła jogę i pilates, już wie, że to nie dla niej, efekty nie są zadowalające i przychodzą za wolno. Woli porządne, męskie wyciskanie brzuszków i trening siłowy. Żeby jednak jej ciało mnie zamieniło się w cyborgowate coś bez płci, jej trener dużą wagę przywiązuje do ćwiczeń na pośladki. Żeby były piękne, krągłe i podniesione. Gwen śmieje się, że na idealnej sylwetce zależy jej głównie dlatego, że kocha modę i nie jest w stanie wyobrazić sobie, że czegoś nie może nosić, bo to źle na niej leży. Ale czy to ważne, jaką masz motywację? Ważne, żeby działała!

Ja i mój brzuch. Zdjęcie: Marie Claire

Tagi: treningi

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane wpisy

Najpopularniejsze wpisy