Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Z czym do dzieci

(Jak dbać) o mały włos

(Jak dbać) o mały włos
Zdjęcie: shutterstock
Loki, pukle, kędziory. Kolor po mamie, skręt po tacie, albo na odwrót. Jakie by nie były, wymagają odpowiedniej pielęgnacji, a najmłodsi za majstrowaniem przy główkach nie przepadają.

Na początku problem z włosami maluchów sprowadza się do faktu, że ich nie ma. Nieliczni szczęściarze rodzą się z efektownymi, wzbudzającymi powszechny zachwyt otoczenia fryzurami. Ale to tylko pozorne szczęście. Raz – bujne owłosienie w pierwszych dniach życia wcale nie gwarantuje takowego w przyszłości. Delikatny puch wyciera się szybko, zwłaszcza z tyłu główki, a szansa na mocne włosy na potylicy pojawia się dopiero wtedy, gdy maluch przestanie większość czasu spędzać w pozycji leżącej. Dwa - dbać o główkę z niemal niewidocznym puszkiem jest znacznie łatwiej. W miarę jak włosów przybywa, pojawia się konieczność poświęcenia ich pielęgnacji większej uwagi, a współpraca z dziećmi nie zawsze idzie gładko.

Już od pierwszych kąpieli warto przyzwyczajać malucha do polewania główki strumieniem wody. Często jest to zabieg pro forma, bo włosków nie widać, trening przyda się jednak na przyszłość. Gdy z włosami jeszcze krucho, nie ma co składować w łazience wielu butelek z przeróżnymi preparatami. Do umycia całego ciała wystarczy jeden łagodny kosmetyk, na specyfiki do zadań specjalnych przyjdzie czas. Szampony dla dzieci powinny mieć w miarę krótki skład (żeby zminimalizować ryzyko reakcji alergicznych) i nie szczypać w oczy. Zanim dziecko zacznie się komunikować na tyle czytelnie, żeby jednoznacznie stwierdzić: szczypie czy nie, zostaje metoda prób i błędów, bo płacz może powodować nie tylko podrażnienie oczu preparatem, ale i za ciepła lub za zimna woda, zły humor lub niechęć do kąpieli w ogóle. Bywa, że maluch w wannie pławi się chętnie i w zasadzie mógłby z niej nie wychodzić, ale za nic nie pozwoli sobie umyć głowy i gdy tylko poczuje spływające po twarzy strużki, w łazience zaczynają rozgrywać się sceny dantejskie. Co wtedy?  Negocjacje z kilkunastomiesięcznym osobnikiem są z góry skazane na niepowodzenie, zostaje więc wziąć się na sposób. A sposobów jest całe mnóstwo: mycie ekspresowe (im krócej woda leci, tym krócej myty krzyczy), mycie z zaskoczenia, mycie w duecie (jeden rodzic odwraca uwagę, drugi w tym czasie zajmuje się zabiegami pielęgnacyjnymi). Czasem pomagają kąpielowe zabawki, zwłaszcza takie, w których obsługę dziecko angażuje się całym sobą, świetnie sprawdzają się np. kredki do pisania po łazienkowej ceramice. Jeśli nadal jest źle, można założyć maluchowi okularki pływackie. Ta metoda zdaje egzamin, gdy problemem było zalewanie wodą oczu. Dla maluchów bojących się wody spływającej po całej twarzy wymyślono kąpielowe rondo. Sprawdźcie w sieci, w sklepach internetowych jest całkiem duży wybór. Co prawda w takim nakryciu głowy kąpany wygląda dość kosmicznie, ale najważniejsze, żeby włosy udało się umyć bez zbędnego stresu. Umytą główkę wystarczy porządnie wytrzeć ręcznikiem, suszenie zostawmy dla naprawdę bujnych loków (szum suszarki to kolejny powód do paniki w łazience).

Wraz z zagęszczaniem się fryzury jej pielęgnacja będzie pochłaniać coraz więcej czasu i wymagać kolejnych akcesoriów. Do czesania niemowlęcego puszku wystarczy szczotka z miękkim włosiem, dłuższe i gęste włosy trzeba już rozczesywać grzebieniem o szeroko rozstawionych zębach. Poplątane kosmyki i tworzące się kołtuny to zmora kilkulatków. Niepotrzebnego szarpania włosów można uniknąć, używając już po umyciu preparatów ułatwiających rozczesywanie (są takie, przeznaczone specjalnie dla dzieci). Tempo, w jakim rosną włosy, jest sprawą indywidualną. Mamy dziewczynek kibicują każdemu centymetrowi, żeby w końcu móc wpiąć pierwszą spinkę czy zebrać pierwszy, kilkumilimetrowy kucyk. Prędzej czy później warto jednak sięgnąć po nożyczki. Nawet włosom hodowanym do pasa wyrównanie końcówek dobrze zrobi. Kiedy do fryzjera? Niektórzy doskonale radzą sobie sami i jeśli zależy wam jedynie na podcięciu końcówek, domowy salon w łazience w zupełności wystarczy. Jeśli jednak chodzi o skomplikowane cięcie lub włosy malucha są bardziej wymagające, dobrze zaprzyjaźnić się z profesjonalistą. Choć dorosłemu trudno to sobie wyobrazić, maluchy często myślą, że obcinanie włosów boli. Stąd paniczny lęk przed cięciem i płacz na widok nożyczek. Rynek na potrzeby odpowiada błyskawicznie, w większych miastach prawdopodobnie bez problemu znajdziecie więc salony fryzjerskie (albo wydzielone w nich stanowiska) stworzone z myślą o dzieciach. Pamiętajcie, że stos zabawek i kolorowe krzesełko to nie wszystko. Dobry fryzjer – zanim zdobędzie zaufanie małego klienta - musi wykazać się refleksem, cierpliwością i stalowymi nerwami. Nic z tego? Wtedy warto odpuścić i wrócić do tematu za jakiś czas. Forsowanie cięcia na siłę wydłuża drogę do zapanowania nad strachem, a przecież maluchowi do twarzy z każdą fryzurą.
 

 

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane wpisy

Rączki umyte?

Agnieszka Radziszowska

Ups, lokator na głowie…

Agnieszka Radziszowska

U dentysty fajnie jest!

Agnieszka Radziszowska

Najpopularniejsze wpisy

Gdy dziecko nie chce jeść

Agnieszka Radziszowska

Zegar - czy to już pora?

Agnieszka Radziszowska