Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Rodzaj męski

Jedzenie na noc – fatalny nawyk

Jedzenie na noc – fatalny nawyk
Ilustracja: Ola Woldańska-Płocińska | www.slimaq.ovh.org

Mądrzy dietetycy kierują się nakazami tradycyjnej medycyny i radzą, by śniadanie jeść samemu, obiadem podzielić się z przyjacielem, a kolację oddać wrogowi. Niestety, tryb życia przeciętnego zjadacza korporacyjnego chleba powoduje, że tradycję starą i mądrą zastępuje nową i głupią. A obżerając się na noc można zrobić sobie krzywdę – powoli, ale skutecznie.

Nowa świecka tradycja to marne śniadanie, jaki taki „lunch” w firmowej stołówce lub gdzieś obok i jedyny solidny posiłek dnia po powrocie z pracy do domu. Dzieje się tak, bo PRL-owskie od 7 do 15, o którym niekiedy da się jeszcze usłyszeć od rodziców lub dziadków, zmieniło się w „od 9 do 18”. Do 18, bo wiadomo, że godzinna lub półgodzinna przerwa na lunch musi być – inaczej jadłoby się w czasie oddanym korporacji, a ta sobie nie życzy. Do tego dwie godziny na przemieszczanie się - po jednej na dojazd i powrót z pracy – mały postój na zakupy i gros z nas wraca do własnej kuchni o 19, 20, 21. I wtedy je. Tymczasem wieczorne obiady to jeden z najgorszych nawyków dietetycznych, które można sobie wyrobić.

Jedzenie na noc jest złe dla ciała i bynajmniej nie chodzi tylko o to, że tuczy. Kalorii rano i wieczorem jest w daniach tyle samo. Różnica jest tylko taka, że w nocy nasz metabolizm zwalnia i nie radzi sobie najlepiej, kiedy przesadzimy. Gorsze od kilku dodatkowych kilogramów jest to, że nasz układ pokarmowy nie jest przystosowany do pracy na leżąco i trawienie na kanapie lub w łóżku powoduje, że „kwaśna treść żołądkowa” cofa się do jego górnych części. To tak zwany refluks, który powoli staje się jedną z najczęstszych chorób cywilizacyjnych i na przykład szacunki z USA mówią, że cierpi na niego około 40 proc. ludzi. My wciąż nie jemy tak źle i nie żyjemy tak niezdrowo jak Amerykanie, ale i u nas choroba pojawia się coraz częściej.

Efektem najczęstszym jest zgaga. Jeżeli więc cierpisz z jej powodu, to pierwsze pytanie, które powinieneś sobie zadać, brzmi: czy jem przed snem/w łóżku/na kanapie przed telewizorem? Tym bardziej, że efekt najczęstszy jest jednocześnie najmniej dolegliwy. Refluks bowiem może objawiać się też bólami w klatce piersiowej, zapaleniem przełyku, kaszlem, zapaleniem gardła, wzmacniać objawy astmy, a także wpływać na stan zębów. W najgorszym wypadku prowadzi do powstania gruczolakoraka. Wystraszeni? Dobrze, bo jest to jednocześnie przypadłość, której łatwo uniknąć.

Jak tego uniknąć? Bardzo łatwo.

Po pierwsze ostatni duży posiłek w ciągu dnia warto zjeść najpóźniej trzy godziny przed położeniem się do łóżka lub rozłożeniem na kanapie. To czas, którego żołądek i jelita potrzebują na pozbycie się tego, co zjedliśmy. Po drugie nie chodzi o to, żeby nic nie jeść przed snem. Badania pokazują, że niewielkie przekąski mogą nam nawet dobrze zrobić. Trzeba jednak unikać cukrów prostych oraz tłuszczu. Można sięgnąć po pełnoziarniste pieczywo czy twaróg. Dobrze robi ciepłe mleko. Rewelacyjne są winogrona będące naturalnym źródłem melatoniny. Jeżeli dużo ćwiczymy, można sięgnąć po białka – te pomogą w budowie mięśni przez noc. Byle nie przesadzać.

Jedzenie na noc jest złe nie tylko dla ciała, ale też dla ducha. Nasz organizm ma bowiem własny wewnętrzny zegar, według którego funkcjonuje. To cykl dobowy, który reaguje na wiele bodźców, a jednym z nich jest jedzenie. Solidny posiłek oznacza dla niego... pobudkę i okres aktywności. Kiedy ten przypada na noc, to po pierwsze źle śpimy, a po drugie godziny spoczynku zostają przypisane już na czas po zebraniu się z łóżka. To oznacza, że znacznie gorzej myślimy, a nasz iloraz inteligencji zbliża się do poziomu Forresta Gumpa. 

Ciekawie pokazał to prof. Christopher Colwell, spec od dobrego snu z UCLA, który do eksperymentu zaangażował myszy. Jedną grupę karmił normalnie, a więc przez cały dzień. Drugą tylko wtedy, kiedy przypadała pora na sen. Z pierwszą było wszystko w porządku. U drugiej po kilku tygodniach zaczęto dostrzegać drastyczne pogorszenie wyników różnych testów, a kiedy przeprowadzono sekcję biednych myszy laboratoryjnych, to zauważono zmiany w gruczołach wątrobowych i nadnerczy, a także w mózgu. U ludzi najpewniej jest tak samo.


 

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane wpisy

Najpopularniejsze wpisy