Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Pudel na siłowni

Jennifer Lawrence. Niby nie ćwiczy, a umięśniona

Jennifer Lawrence. Niby nie ćwiczy, a umięśniona
Jennifer Lawrence kłamie, czy prawdę mówi? Zdjęcie: mat. prasowe
Za granicą zachwycają się Jennifer Lawrence. Jedni - że ścięła włosy i wygląda ekstra, inni, że po raz kolejny pięknie nie schudła do roli. A tak naprawdę dlatego, że właśnie wchodzi z nią film i jakoś trzeba go wypromować.

Jak się czyta zagraniczne gazety i portale, ogląda dużo wyfotoszopowanych zdjęć znanych celebrytek, to naprawdę można uwierzyć, że te aktorki i modelki, o których piszą, że “nie poddały się trendowi na anoreksję” są w rozmiarze plus size. A z czym kojarzy się plus size? Z czymś miękkim, miłym, pulchnym i niedoskonałym. W każdym razie mi się tak kojarzy, nie wiem jak wam. Ale dziwnym trafem te celebrytki “niby plus size” wcale tak nie wyglądają. Nie są ani miękkie, ani pulchne, nie mają nawet cellulitu. Przypuszczam, że daleko im do rozmiaru czterdzieści. Przypuszczam, że bliżej do trzydzieści sześć. Uwierzcie mi, nawet pupa J.Lo w realnym świecie nie jest wielka. Wiem co mówię, widziałam na żywo. Po prostu dziewczyny, które na ekranie wyglądają szczupło, w realu przypominają anorektyczki, a te, które na ekranie wyglądają normalnie, zazwyczaj po prostu są szczupłe. Kamera pogrubia? Serio? Nie wierzycie, zapytajcie Dorotę Wellman.

Najnowsza bohaterka zagranicznej prasy kolorowej? Jennifer Lawrence. Młoda, niezależna, z niewyparzonym językiem. Twierdzi, że nie zgodziła się schudnąć do żadnej ze swoich filmowych ról, chociaż nie raz usłyszała, że jest za gruba i przydałoby się coś z tym zrobić. Ale ona nie chce, bo jej się jej figura / ciało podoba. Co za brawura! Co za odwaga! W InStyle’u opowiada, że sama była sobą załamana, bo na planie “The Hunger Games” ratowała się a to batonem, a to hot dogiem i nie mogła się zmusić do żadnej diety. Ani do ćwiczeń. Ale już w innej gazecie piszą o niej, że nie boi się spocić. Że “strong is the new skinny” i ona lubi sobie nad ramionami z hantlami popracować. Że dorastała wśród braci i żadne “jest pani brzydka i gruba” na nią nie działa, bo słyszała to całe dzieciństwo. Ja wam jednak powiem - Jennifer jest raczej szczupła, a na pewno normalna (w filmie i na zdjęciach), co znaczy, że w realu raczej jej widać kości niż nie widać. Ja nie wiem, jakimi one tam za oceanem operują normami, ale to na pewno nie są nasze polskie normy. I niech mi 23-letnie laski nie mówią, że nie ćwiczą, bo pewnie najzwyczajniej w świecie jeszcze nie muszą. Młode ciało, jędrne, sprężyste. Zobaczymy, jak będzie śpiewać za lat 15.

Tagi: dieta, treningi

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane wpisy

Najpopularniejsze wpisy