Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

No to ładnie!

Jesień = nalewki

Jesień = nalewki
Nalewki to jeden z najmilszych elementów jesieni – tutaj kawowo-pomarańczowa autorstwa cioci Justyny w obiektywie Tomasza Jakuba Sysło, Flickr.com
Domowa produkcja nalewek to jeden z przyjemniejszych sposób celebrowania jesieni. W tym zadaniu godnym perfekcyjnej pani domu sporo jest zdrowych odruchów i ekologicznej zapobiegliwości.

Cóż może być ekologicznego w zabieganiu o to, by owoce zalane spirytusem albo cukrowym syropem oddały nam cały swój aromat? Otóż jeśli zabierzemy się do tego zgodnie z punkowym duchem DIY, czynimy sporo oszczędności i recyklujemy wiele kuchennych surowców.

Zaczynając od samych owoców, które kupiliśmy, dostaliśmy lub wyhodowaliśmy sami – nie możemy pozwolić im się zmarnować! Zakładając, że kompoty, dżemy i mrożonki już za nami, możemy zrobić rzecz najprostszą, czyli wykorzystać owoce – często w całości, bez konieczności ich obierania czy nawet pestkowania (pestki dodają smaku) – do stworzenia trunku, którym nasze otoczenie będzie się raczyć z wdzięcznością, gdy za oknem zawiśnie biała czapa śniegu. Więcej – owoce, które wykorzystaliśmy do nalewu, czyli macerowane w wódce lub spirytusie, świetnie nadadzą się do ponownego wykorzystania w formie lekko pijanych konfitur. Wystarczy podsypać je cukrem (jeśli nie dodaliśmy go uprzednio do nalewki) i przesmażyć solidnie na patelni. Będą bardziej aromatyczne niż te z owoców surowych, a my – zadowoleni, że nie uroniliśmy ani grama smaku.

nalewki

Przyjemności jesieni: teatr, sztuka i nalewki, czyli renklodówka własnej roboty.

Kolejną kwestią jest to, w czym nalewki nastawiać. Tutaj przyda się właściwy czułym na urodę gadżetów zbieraczom zmysł przechowywania rozmaitych „przydasiów”. Ja sama, chociaż nie kocham gromadzić, mam solidną kolekcję słojów, słoiczków, butelek, pudełek i prostych kartonowych toreb, które spełniają funkcję lunchboksów, poręcznych szejkerów do sosów, magazynów dla ukochanych przeze mnie kasz i nasion, a także: idealnych pojemników na „dochodzące” nalewki. Im większy słój, tym naturalnie lepiej, choć moje doświadczenia początkującego nalewkarza pokazują, że rozmiar potrafi zwodzić. Zapełniając półtoralitrowy słój renklodówką nie przewidziałam, że wszystkie posiadane przeze mnie butelczyny na gotową już nalewkę mają objętość 300 ml!

Ozdobne butelki na nalewki to trzecia kwestia, wymagająca gospodarskiej zapobiegliwości i pro-ekologicznego zmysłu. Dostaliśmy dekoracyjną nalewkę, która poszła w jedno wieczorne posiedzenie? Nie wyrzucajmy butelki, będzie jak znalazł, gdy za rok obudzi się w nas przetwórcza żądza. Zanim sama zabrałam się do nastawiania i macerowania, zbierałam co ładniejsze szkło dla przyjaciela-zapaleńca. Gdy w ramach testów przepisów do mojego macierzystego magazynu KUKBUK zabrałam się do produkcji morelówki z tymiankiem, zachomikowane butelki były jak znalazł. A jeśli jeszcze macie gdzieś etykietki na przetwory z archiwalnego „Poradnika domowego” albo kolorową taśmę, po której można bazgrać pisakiem, teraz będą jak znalazł – byśmy nie pomylili malinówki 2012 z tegoroczną truskawkówką, ani renklodówki od cioci Tosi z własną pigwówką.

Oczywiście trzeba gdzieś trzymać całą tę zbieraninę – ale od czego są głębokie kredensy, pawlacze (ktoś je jeszcze dziś konstruuje?), spiżarnie (ktoś je jeszcze ma?) i szafki wnękowe. Dojrzewające nalewki najlepiej czują się w ciemności i suchej, nie nazbyt chłodnej atmosferze, więc im też będzie dobrze z naszą kolekcją słoików i butelek.  

Nalewki wyzwalają w nas odruch rozsądnego gospodarowania jedzeniem, ponownego wykorzystywania surowców takich jak szkło i medytacyjnego podejścia do codziennych czynności (to całe czekanie, dojrzewanie i starzenie uczy cierpliwości) – toż to slow life w najszczerszym wydaniu! A że do tego dostarczają prawdziwych pyszności, trudno więc rozsądnie odpowiedzieć sobie na pytanie: „Dlaczego nie miałbym dziś nastawić jeszcze jednej nalewki?”

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane wpisy

Dizajn na jesień

Agata Michalak

Najpopularniejsze wpisy