Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Pudel na siłowni

Justyna Kowalczyk i depresja w sporcie

Justyna Kowalczyk i depresja w sporcie
Zdjęcie: East News
Sport i depresja? To nie idzie w parze. A jednak. Justyna Kowalczyk ma dość kłamstw i ukrywania smutku pod płaszczykiem złośliwego uśmiechu. Nie ona pierwsza i, pewnie, niestety, nie ostatnia.

Jestem w szoku. Depresja mi do Justyny wybitnie nie pasuje. Dlaczego? Przecież wiem, że to choroba i może dotknąć każdego. Panią przedszkolankę, panią prezes, pana hydraulika i programistę. Sportowca teoretycznie też, ale tu pojawia się jakiś zgrzyt. Jaki? Sportowcy są silni. Nie tylko fizycznie, ale również, a może przede wszystkim, psychicznie. Bez "silnej głowy" niczego się w sporcie nie osiągnie. Bo nasze ciało może więcej, niż nasz umysł. A jeśli tak, to ten umysł ciągle trzeba trenować. Żeby mógł więcej, żeby był w stanie dorównać ciału. Żeby pokonywał ból i lenia. Żeby pokonywał słabości. Żeby człowiekowi chciało się trenować ponad siły. Być może ciągle trenowany i wystawiany na sportową rywalizację umysł czasem się poddaje. Być może. Nie wiadomo przecież do końca skąd bierze się depresja. 

Super, że Justyna odważyła się powiedzieć o tym głośno. Przecież nie jest ani jedyną, ani ostatnią, którą to spotkało. Lindsey Vonn - najszybsza narciarka alpejska świata też przyznała się do depresji i tego, że jest na lekach. "Ludziom wydaje się, że wszystko w moim życiu jest doskonałe. Tak nie jest. Mam problemy jak każdy człowiek", mówiła. "W pewnym momencie w 2008 roku nie mogłam nawet wstać z łóżka. Czułam się beznadziejnie, pusta jak zombie". Lindsey przebudowała swoje życie. Rozwiodła się z mężem, który jednocześnie był jej trenerem. "Dotarłam do miejsca, w którym musiałam powiedzieć sobie: nie obchodzi mnie czy wygram kiedyś jeszcze jakiś wyścig, nie mogę już tak żyć", mówiła.  

Robert Enke - bardzo zdolny, niemiecki bramkarz. Niestety, każda puszczona bramka oznaczała dla niego kolejny rozstrój nerwowy. Albo pogłębienie poprzedniego. Kiedy do problemów na boisku doszły te prywatne (na chorobę serca zmarła jego dwuletnia córka), przeżył totalne załamanie. Enke właściwie stale był pod opieką lekarza, bo, jak twierdzi jego żona, był przepełniony lękiem. Kiedy popełnił samobójstwo (rzucił się po pociąg), jeszcze tego samego dnia kilka godzin wcześniej zapewniał lekarzy, że właściwie czuje się lepiej i na pewno nie jest mu potrzebna hospitalizacja. 

Sven Hannavald - błyskawiczny triumf, sława. A potem? "Wypadały mi włosy. Nie odczuwałem ani głodu, ani apetytu. Nie mogłem poskładać myśli. Czułem się potwornie, apatycznie, totalnie beznadziejnie", wspomina w autobiografii "Sven Hannawald. Triumf, upadek, powrót do życia".  "Tak naprawdę byłem wykończony. Totalnie pusty. Przez wiele ostatnich nocy kręciłem się po hotelowych pokojach jak jakiś freak. To wszystko mnie przerosło. Było mi już wszystko jedno", mówił. "Kiedy sportowcy postanowią zakończyć karierę, pojawia się poczucie pustki. Wtedy bardzo ważna jest rodzina. Co robić? Kiedy pojawiają się pierwsze sygnały, że coś nie gra, należy skontaktować się lekarzem. I słuchać go, nawet jeśli to rzutuje na naszej karierze czy sławie",  - tłumaczył Hannawald.

Justyna postanowiła wrócić do sportu. Ma nadzieję, że będzie jej terapią. Trzymamy kciuki, że tak właśnie się stanie. 

 

 

 

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane wpisy

Siłownia - co na początek?

Kasia Bigos i Andrzej Bogdał

Najpopularniejsze wpisy