Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Pudel na siłowni

MadMenki lepiej żeby nie ćwiczyły

MadMenki lepiej żeby nie ćwiczyły
Trzy Gracje, czyli (od lewej) Betty Draper (January Jones), Joan Harris (Christina Hendricks), Peggy Olson (Elisabeth Moss). Zdjęcie: mat. prasowe
To już dziś! Pierwszy odcinek najnowszej serii "MadMen". Znowu zauroczą nas te stroje, fryzury, meble, papierosy w biurze i whisky na biurku. I te piękne, kobiece kobiety.

Praca marzeń? Zagrać w serialu, gdzie scenografia z lat 60. zapiera dech, sukienki, fryzury, makijaże nie pozwalają spać po nocach i jeszcze na dodatek w każdym odcinku można się przytulić do jakiegoś przystojniaka. Ale to nie wszystko. Aktorkom, które wygrały casting do serialu "MadMen" zaproponowano, żeby na czas jakiś porzuciły dietę "liść sałaty plus kawałek wysuszonego kurczaka z grilla" i przestały trenować. Dlaczego? Bo kobietom w tamtym czasie (wczesne lata 60.) żyło się lepiej. Zanim jeszcze pojawiła się Twiggy i jej styl na chłopczycę bez biustu i bioder, kobiety "z ciałkiem" uważane były za piękne. Nikt nie uważał, że umięśnione ramiona są super i kobietom do czegokolwiek potrzebne, podobnie jak zabędny był kaloryfer na brzuchu czy twarde jak stal pośladki, uda, łydki. Maratony? Jakie maratony? Kobiety wówczas biegały głównie za dziećmi. Gotowały obiady, jadły je i hodowały biodra, biust i oponkę. Tak! Co za ulga! Chodziło więc o to, żeby współczesne aktorki w serialu wyglądały wiarygodnie. O ile kształtów boskiej Christiny Hendricks (serialowa Joan) nie trzeba było jakoś specjalnie poprawiać, o tyle Elisabeth Moss i January Jones (serialowe Peggy i Betty) musiały trochę się wspomóc - żeby ich biodra wyglądały na krąglejsze, do obcisłych, ołówkowych spódnic zakładały specjalne, sztuczne tyłki (jak to wygląda, nie wiem, ale podobny nosiła w "Volver" Penelope Cruz, żeby lepiej wczuć się w prawdziwą, hiszpańską "mamasitę"). Oczywiście, najlepiej by było, żeby naprawdę przytyły, ale w Hollywood tego typu wymagania kosztują konkretne pieniądze. Renee Zellweger za każdy dodatkowy kilogram, który udało jej się przytyć do roli Bridget Jones dostała milion dolarów (przytyła 15)! 

Ale żeby nie było, że w latach 60. to sama tylko słodycz i przyjemność z jedzenia i nieruszania się. Pomijając upupienie kobiet w rolach matek i żon, warto przypomnieć, że:

- ok. 1960 roku powstało Weight Watchers, organizacja, która miała pomagać kobietom odzyskać "dawną siebie" sprzed ciąży, sprzed małżeństwa. Cel szczytny, choć dzisiaj pomaga uzyskać głównie rozmiar zero. 

- kobietom polecano do odchudzania "jiggle machine", czyli coś, co przy pomocy szerokiego pasa miało potrząsać rozmaitymi częściami naszego ciała - pośladkami, brzuchem, udem. Dzięki temu miałyśmy być piękne i szczupłe bez wysiłku. Mit "bez wysiłku" pokutuje do dziś - reklamy wszelakich sprzętów i środków odchudzających opierają się właśnie na tym haśle. Bo, jak wiadomo, my kobiety nie mamy mózgu i wierzymy w takie rzeczy.

Odchudzanie bez wysiłku. Zdjęcie: www.fitsugar.com


- również w latach 60. wymyślono sztuczne słodziki i dietetyczną kolę, dzięki którym znów "bez wysiłku" (czytaj - pakując w siebie słodkie, tylko to sztuczne) mogłyśmy zachować dobrą figurę. Potem się co prawda okazało, że słodziki mogą powodować raka, ale co tam. Niektórzy do dziś wierzą w słodkie artykuły "bez cukru".

Słodkie bez kalorii. A że z rakiem? Zdjęcie: www.fitsugar.com


- furorę robiła "Dieta pijącego mężczyzny", czyli idziemy na lunch, zamawiamy stek, którego popijamy kilkoma kieliszkami martini i... chudniemy. Rezygnujemy z węglowodanów, warzyw, owoców, jemy mięso, mięso i mięso, a wtedy nawet alkohol nie przeszkodzi nam w utracie wagi. Dziś już nie ma takich diet? Doprawdy? A ta kokainowa Kate Moss?

W ciągu dwóch lat sprzedano 2,5 miliona egzemplarzy tej książki. Zdjęcie: www.fitsugar.com

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane wpisy

Najpopularniejsze wpisy