Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowy konkret

Martwisz się? To dobrze!

Martwisz się? To dobrze!
Ilustracja: shutterstock
Poradniki psychologiczne sprzedają nam setki sposobów na to, by przestać się martwić. Wizualizowanie w głowie czarnych scenariuszy jest uważane za prostą drogę do załamania nerwowego. Okazuje się, że jest zupełnie inaczej!

„Zamartwianie motywuje i stanowi dla nas emocjonalny bufor” – uważa prof. Kate Sweeny, psycholog z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Riverside, autorka wielu badań, zajmująca się m.in. radzeniem sobie człowieka z niepewnym czasem oczekiwania. „Pomimo złej reputacji, zamartwianie nie zawsze jest destrukcyjne czy daremne” – dodaje w swojej najnowszej pracy The Surprising Upsides of Worry (tłum. Zaskakujące pozytywne aspekty zamartwiania). Ta teoria odstaje nieco od tego, co obecnie wtłaczają nam do umysłów wszelkie poradniki. Pozytywne myślenie jest na topie. Okazuje się jednak, że fatalne myśli mają sens - przekuwamy je w pozytywne działanie. Według Sweeny osoby, którym nie są obce ponure wyobrażenia, radzą sobie często nawet lepiej w szkole czy pracy, ponieważ skuteczniej odpowiadają na stres i z powodzeniem znajdują wyjścia z problemów.

Zamartwianie jako motywator

Zależność jest prosta. Wizja złych przeżyć skłania nas do zachowań chroniących nasze zdrowie i życie. W eksperymencie badani, którzy bali się wypadku, zakładali częściej pasy w samochodzie. Ci, którzy obawiali się raka skóry, smarowali się kremem z filtrem. Zaś kobiety, które wyobrażały sobie, że zachorują na raka piersi, częściej wykonywały samobadanie i inne badania profilaktyczne.  W swojej pracy prof. Sweeny wymienia trzy wyjaśnienia motywującego działania „czarnowidztwa”:

1. Zamartwianie to sygnał, że sytuacja jest poważna i wymaga działania. Emocje są źródłem informacji przy wydawaniu opinii i decyzji. To pomaga nam w skutecznym reagowaniu.

2. Obawa przed czymś, co wywołuje w nas stres, również pomaga mu przeciwdziałać.

3. Co ciekawe - nieprzyjemne emocje towarzyszące zmartwieniu motywują nas do znalezienia sposobów, by to zmartwienie redukować.

Zamartwianie jako bufor

Stan umysłu, kiedy się martwimy, jest dla nas pewnym punktem odniesienia. Dzięki temu inne, przyjemne odczucia stają się dla nas bardziej satysfakcjonujące. Poza tym oczekiwanie w pewnym niepokoju powoduje, że złe informacje przyjmiemy z większą dozą opanowania. Prawdopodobnie łatwiej podźwigniemy się po trudnym przeżyciu, jeśli w naszym umyśle pojawiały się czarne scenariusze. Jednocześnie wzrasta podekscytowanie na myśl o dobrej wiadomości, co sprawia, że, gdy się ona pojawi, nasza radość staje się większa.

Ale…

„Skrajne poziomy zamartwiania są szkodliwe dla zdrowia” – uważa prof. Sweeny – „Nie zamierzam opowiadać się za nadmiernym udręczaniem, ale w umiarkowanych ilościach jest ono lepsze niż nie martwienie się w ogóle” – dodaje psycholog. I to jest najlepsza puenta.

 

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane artykuły

Najpopularniejsze na blogu