Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Pudel na siłowni

Melissa McCarthy. Aktorka na plus.

Melissa McCarthy. Aktorka na plus.
Melissa w wydaniu eleganckim. Zdjęcie: Facebook
Może nie kojarzycie nazwiska, ale jeśli lubicie komedie, to tę twarz na pewno znacie. Tę twarz i tę figurę, bo Melissa ciała ma sporo. I wcale się tym nie martwi. Chyba, że idzie na zakupy.

“Zakupy to koszmar. Zawsze jestem rozczarowana. Dla takich jak ja nie szyją.” Nie szyją nawet wtedy, kiedy pójdzie się do znanego projektanta z górą kasy. Melissa skarżyła się niedawno, że ze dwa lata temu nie miał jej kto uszyć sukienki na Oscary, chociaż zwróciła się do kilku znanych projektantów. Ale przecież nie chodzi o to, że szkoda im było materiału?

Melissa jest kobietą przy kości. Puszystą. Plus size, ale taki prawdziwy plus, a nie udawany, jak w przypadku modelek, gdzie rozmiar 38 to już plus. Ale Melissę kocha Hollywood. I widzowie. Jest aktorką komediową. Na brak pracy nie może narzekać. Na przyszły rok ma już zapowiedziane trzy filmy. Za drugoplanową rolę w “Druhnach” (to właśnie ona robiła tam kupę do umywalki, o co do tej pory pytają ją podli dziennikarze) była nominowana do Oscara. I to właśnie wtedy dotkliwie poczuła, że nie ma co na siebie włożyć. Ale też wtedy postanowiła, że zaczyna szyć ubrania dla takich jak ona.

Twierdzi, że zrzucanie kilogramów jej nie idzie, chociaż biega za dwiema córkami, zdrowo się odżywia, regularnie chodzi na Pilates i gra w tenisa. “Naprawdę nie wiem, dlaczego nie jestem szczuplejsza. Nie piję słodkich, gazowanych napojów, uważam na to, co jem, w domu też odżywiamy się zdrowo”, śmieje się Melissa. “Ale wiesz co? Przestałam się tym zajmować i zamartwiać. W swoim życiu miałam już chyba wszystkie możliwe rozmiary. W wieku 20 lat, kiedy byłam w naprawdę świetnej formie, rozmiar 6 czy 8, i tak nie byłam z siebie zadowolona. Chciałam mieć rozmiar 2 albo 4, jak każda dziewczyna. Ale dzisiaj dałam sobie spokój. Mam ważniejsze sprawy na głowie niż zajmowanie się swoją wagą. Poza tym nie chciałabym tego wiecznego niezadowolenia ze swojego ciała przekazać swoim córkom. Przecież jestem zdrowa. I o to chodzi?” A na koniec dodaje, w swoim stylu. “Pewnie mogłabym odżywiać się zdrowiej, pić mniej. Mogłabym uczyć się kolejnego języka i więcej ćwiczyć, ale kiedy zaczynam tak myśleć, mówię sobie: Jutro mógłby mnie też przejechać autobus i co?”.

ps. Nie chciałabym was zniechęcać do ćwiczeń, jednak odrobina akceptacji dla siebie jest w cenie. Każdy ma swoje 5 kg do oddania, prawda? A do mnie, matki, bardzo trafia tekst "Nie chciałabym przekazać tego córkom". Bo nawet w dziecięcych piosenkach, których słucha moja trzylatka, pojawia się tekst "Dlaczego mama nie je, je je je, a mimo to ładnieje, je je je", i że mama jest zawsze na diecie. Straszne!

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane wpisy

Amarantus – zbożowy hit

Małgorzata Różańska

Rzucić palenie i nie przytyć

Małgorzata Różańska

Fit dodatek do diety - Chia

Kasia Bigos i Andrzej Bogdał

Najpopularniejsze wpisy