Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Slow Motion

Mniej znaczy więcej

Mniej znaczy więcej
Ilustracja: Luiza Kwiatkowska | www.behance.net/luilula

Każdy, kto kiedykolwiek pozbył się z domu zbędnych rzeczy, dobrze wie, jaka to ulga. Usunięcie nadmiaru stwarza przestrzeń, odblokowuje energię, wprowadza do życia lekkość i światło. Mniej znaczy więcej, bo rezygnując z rzeczy, odzyskujemy wolność, czas oraz siebie.

Gdy oglądałam film o wybitnej artystce Marinie Abramović „Artystka obecna”, utkwił mi w pamięci fragment, w którym opowiada o czasach, gdy z wyjątkiem miłości, przyczepy i psa nie miała nic. „To był najszczęśliwszy czas w moim życiu.” – mówi wiele lat później, siedząc na dizajnerskim fotelu w swoim luksusowym apartamencie w Nowym Jorku.

W tym samym roku, kiedy powstawał film o Marinie, młody Amerykanin Graham Hill, siedząc na tekturowym pudle w studio organizacji TED, z błyskiem w oku przekonywał, że mniej rzeczy, to więcej szczęścia. Graham mieszka w małym mieszkaniu na Manhattanie, które jest dla niego zarówno przestrzenią prywatną, jak i biurem. Nie trzyma tam zbędnych rzeczy – to, co posiada, mieści się w kartonie. Jednak na niewielkim metrażu ma wszystko, co mu potrzebne, łącznie ze sprytnie ukrytymi w ścianie łóżkami dla gości, ogromnym kinem domowym oraz schowkiem na sprzęt do kite’a, który jest jego pasją. Graham zdecydowanie wygląda na człowieka, któremu niczego do szczęścia nie brakuje. Warto posłuchać tego, co ma do powiedzenia.

Ja nie zmieściłabym wszystkich swoich rzeczy do tekturowego pudła, prawdopodobnie nie wystarczyłby mi nawet spory kontener, ale konsekwentnie pozbywam się przedmiotów i wyrzucam z życia to, co zbędne (spróbujcie i wy, podejmując wyzwanie). Bez rzeczy żyje mi się łatwiej, lżej. Nigdy nie zdarzyło mi się zatęsknić za tym, czego się pozbyłam, a odchudziłam już naprawdę wiele szaf i szafek. Wyniosłam z domu sterty niepotrzebnych czasopism, wrzuciłam do kontenerów PCK stosy dawno już nieużywanych ubrań, pozbyłam się setek „przydasiów”. Nie chcę przez to powiedzieć, że odchudzanie przestrzeni jest łatwe. Wcale nie. Powodowani sentymentem lub źle pojmowanym zmysłem praktycznym toniemy w stertach pokrytych kurzem fotografii albo przechowujemy na wszelki wypadek plastikowe pojemniki po lodach i tysiące równie absurdalnych i niepotrzebnych rzeczy. Precz z tym! To, co warte zapamiętania, jest w sercu, a miejsce na zużyte pudełka to śmietnik. Pozbywając się, musimy być stanowczy, bo jak nie my je, to one nas... Rzeczy są jak ptaki filmu Hitchcocka - gdy jest ich za dużo, obezwładniają i przerażają.

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij
Pytania zadane przez innych użytkowników
SWIECA zapytał(a) 6 sierpnia 2014
Pytanie dotyczy artykułu Mniej znaczy więcej
Racja tak to jest magazynowanie rzecy przez lata tak kiedys bylo bo to sie przyda a jak nastana ciezkie czasy to skad wezme na sweterek czy na nowy plaszcz?
Ewula odpowiedział(a) 23 sierpnia 2014
Kiedyś uświadomiłam sobie, że stale coś się kupuje i wprowadza do domu, ale bardzo rzadko wynosi, są granice pojemności, teraz kiedy zrobiłam "porządek" mam zasadę "coś za coś" kupię 2 rzeczy - 2 rzeczy wynoszę (pojemnik PCK, kubeł itp) od razu lżej , nie tylko mnie :)
Dremager odpowiedział(a) 8 sierpnia 2014
Dokładnie, chyba każdy z nas tak ma, bo w końcu czasami trudno rozstać się z rzeczami, do których się przyzwyczailiśmy bo zalegały niepotrzebne w szafie . Tu nie chodzi tylko o ubrania, ale też np. jakieś pudełka, czy kolekcja słoników, która podobno przynosi szczęście, a tak na prawdę zbiera kurz.

Polecane wpisy

Puść to

Kasia Bem

Najpopularniejsze wpisy