Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Pudel na siłowni

Moja idolka, Linda Hamilton

Moja idolka, Linda Hamilton
Ramiona Lindy Hamilton - obiekt westchnień. Zdjęcie: East News
Nigdy nie interesowały mnie modelki.

Byłam za niska i zbyt przysadzista, żeby wzorować się na którejkolwiek. Nie interesowały mnie też ultrakobiece aktorki w stylu Catherine Deneuve czy Marilyn Monroe, które grały seksowne femme fatale. Bozia poskąpiła mi biustu i talentu do charakterystycznego przymykania oczu i wydymania ust. A skoro nie mogłam wyglądać ani jak modelka, ani jak seksowna pin-up girl, postanowiłam wyglądać jak laska, której nikt nie podskoczy. Ale zrozumiałam to dopiero, kiedy obejrzałam Terminatora II i megaumięśnioną i żylastą Lindę Hamilton. Została moją idolką na długie lata.

Wówczas chciałam wiedzieć o niej wszystko. Okazało się, że Linda nie zawsze wyglądała tak dobrze. Dopiero rola Sary Connor zmusiła ją do ostrego treningu. Żeby móc pochwalić się takim ciałem w filmie, zaczęła ćwiczyć 3 miesiące przed rozpoczęciem zdjęć i kontynuowała treningi przez 6 miesięcy ich trwania. Przy okazji beztłuszczowej i pozbawionej węglowodanów diety (zaordynowanej głównie dlatego, żeby mięśnie prezentowały się lepiej) schudła 6 kilo. Trenowała 6 dni w tygodniu po 3-6 godzin. Biegała, jeździła na rowerze, pływała, wspinała się po schodach. Ostro machała hantlami, trenowała na minitrampolinie. Spacerki z wypadami nóg stały się dla niej czymś najzwyklejszym na świecie. Do tego oczywiście setki brzuszków i podciągnięć dziennie. Ale to jeszcze nie wszystko.

Żeby lepiej wypaść we wszystkich scenach walki i tych, gdzie Sara posiłkuje się karabinem czy nożem, producenci filmu zatrudnili do pomocy Lindzie byłego wojskowego. Trenowali razem judo, on organizował jej normalne wojskowe ćwiczenia z pełnym ekwipunkiem. Oczywiście musiała się też nauczyć obsługiwać karabin. Z zamkniętymi oczami. I najlepiej jedną ręką. Opłaciło się.

Po Lindzie przyszła kolej na Demi Moore w "G.I. Jane" i jej pompki robione na jednym ręku. Demi też trenowała z żołnierzem, byłym dowódcą jednostki sił specjalnych, US Navy Seals, który zaplanował jej trening z dala od siłowni. Bieganie, pływanie, oczywiście w pełnym wojskowym rynsztunku bojowym. Do tego setki brzuszków, pompek i przysiadów. Prawdziwy żołnierz nie potrzebuje do treningu żadnych gadżetów – wystarczy kawałek podłogi. Do tego wysokoproteinowa dieta (wspomaga budowę mięśni) z mnóstwem zielonych warzyw i Demi w kilka miesięcy wyglądała lepiej niż jej ówczesny mąż, Bruce Willis.

20 takich pompeczek rano i wieczorem i będzie git. Demi aka G.J. Jane. Źródło: mat. prasowe

Moje zauroczenie pięknie umięśnionymi aktorkami nie mija. Ostatnio zachwycała mnie Noomi Rapace. Tak, Lisbeth Salander ze szwedzkiej wersji filmu "Millenium". Mała, żylasta, same mięśnie. Przed rozpoczęciem zdjęć trenowała sporty walki (tajski boks), żeby wzbudzić w sobie odpowiedni poziom agresji. Szkoda, że w amerykańskiej wersji "Millenium" kostium głównej bohaterki ograniczono do czarnej skóry, utlenionych brwi i ozdobionych kolczykami kilku miejsc. Jak to chude dziewczątko pozbawione odpowiedniej rzeźby (Rooney Mara) miało sobie poradzić z bandą atakujących ją oprychów? Trochę realizmu i prawdziwych mięśni poproszę.

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane wpisy

Najpopularniejsze wpisy