Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Dobre rzeczy

Najpierw samochód, a potem na dwa koła – zdrowy patent Mini

Najpierw samochód, a potem na dwa koła – zdrowy patent Mini
Zdjęcie: Mini
Nareszcie ktoś się odważył! Mini przymierza się do produkcji hulajnóg, które zmieszczą się w bagażnikach ich aut. Po co? Bo wygodniej się jeździ niż chodzi. Bo parking z daleka od centrum jest za darmo. Bo ruszać się jest zdrowo!

Lubię jeździć samochodem do pracy, ale to jednak pewnego rodzaju ekstrawagancja. Niby jedzie się wygodnie, człowiek nie musi się bać mrozu i czekania na przystanku na autobus. Z drugiej strony to całkiem sporo kosztuje. Trzeba zapłacić za paliwo, opłacić ubezpieczenie i codziennie wydać 25-30 złotych na parking. No i jeszcze czas – korki są prawie zawsze i w mieście nie da się ich uniknąć. I fakt, że za kierownicą człowiek się nie rusza, co nie sprzyja ani kondycji, ani zdrowiu. Przyjemność jazdy samochodem jest iluzoryczna. Przyznam szczerze – fajnie jest jeździć środkami komunikacji miejskiej. Zdecydowanie najfajniejsze jest – w Warszawie, gdzie mieszkam – metro. Tyle tylko, że do metra mam z domu 4 kilometry. Biorąc pod uwagę warunki w mieście odległość jest kompletnie bez sensu. Na piechotę iść za daleko, a na autobus trzeba poczekać i trafić na moment, kiedy przyjedzie (bo inaczej trzeba stać w upale, deszczu lub na mrozie). Dlatego jeżdżę do najbliższej stacji metra samochodem. Po 20 minutach jestem po drugiej stronie stolicy. Później grzecznie, jak cała reszta świata, krok za krokiem zmierzam do redakcji. Niby nie jest daleko, ale 10 czy 15 minut trzeba poświęcić na marsz. Zdrowo? Owszem, ale zdecydowanie fajniej pokonuje się ten dystans rowerem z wypożyczalni. I tu dochodzimy do sedna problemu. Rowerów do wynajęcia jest bowiem zbyt mało i w sezonie ciężko je pod metrem znaleźć. Dlatego postanowiłem sobie kupić hulajnogę. I właśnie w tym momencie, gdy już prawie zapadła decyzja i miałem iść do sklepu, wpadł mi w ręce projekt hulajnogi elektrycznej konstrukcji inżynierów z Mini. City Surfer jest – jak na maszynę z akumulatorami – lekki (18 kg), składany i ma zasięg około 20-25 km. Da się na nim jechać 25 km/h, czyli z prędkością średnio rozpędzonego roweru – maszyna może więć śmiało zastąpić autobus. Pociąga delikatność konstrukcji (w zasadzie lepiej było napisać "finezja", bo całość jest raczej solidna, na pneumatycznych oponach które dadzą sobie śmiało radę z przeszkodami) i fakt, że środek ciężkości jest umieszczony – podobnie jak trap pojazdu – bardzo nisko. Czyli gdy rozładuje się akumulator (litowo-jonowy), da się jechać jak każdą inną hulajnogą. Do tego trzy różne hamulce, czyli urządzenie eko, ale też szybkie i zarazem bezpieczne. Szkoda, że na razie to tylko koncept. Ciekawe czy i kiedy trafi do produkcji? Bo jednak hulajnogę to bym sobie kupił... 

PS. Hulajnoga jest Mini i do Mini, ale nie tylko! Na pewno spodoba sie również innym samochodziarzom. Także tym z Mercedesa, BMW czy Forda.

Zdjęcie: Mini

Zdjęcie: Mini

Zdjęcie: Mini

Tagi: technologia, ruch

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane wpisy

Najpopularniejsze wpisy

Poduszka outdoorowa

Rafał Jemielita

Rower dwuśladowy

Rafał Jemielita

Kajak z doładowaniem

Rafał Jemielita