Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Dobre rzeczy

Namiot bezmasztowiec

Namiot bezmasztowiec
Szczególna konstrukcja namiotu The Cave sprawia, że ten wytrzymuje napór całkiem silnego wiatru. Zdjęcie: Heimplanet.

Uwielbiałem kiedyś wypady z namiotem. I dlatego doskonale pamiętam, ile się człowiek naszukał i nachodził, żeby w licho wyposażonych sklepach sportowych zdobyć odpowiednią „budkę do spania”. Tamte namioty były wielkie i ciężkie, bo wszystkie komponenty produkowano w stylu „gniotsa nie łamiotsa”. Co z tego, że maszty i śledzie produkowano z (teoretycznie) lekkiego aluminium, gdy podłogę szyto z pancernie grubej tkaniny z jakiegoś piekielnie sztywnego włókna sztucznego? Byliśmy jednak twardzi, więc człowiek się nie przejmował, że mu paski namiotowego worka boleśnie wrzynają się w dłonie, że pot leci strugą po plecach, a do przejścia z całym tym majdanem jest jeszcze 20 km. Najbardziej w tamtych namiotach wkurzało mnie ich rozkładanie. Kiedyś z radzieckim zegarkiem w ręku (musiał nam zastąpić stoper) postanowiliśmy namiot rozłożyć na czas.

Namiot "The Cave" wygląda bardzo efektownie. A nocą - szaleństwo, co? Zdjęcie: Heimplanet.

Kumple byli zaprawieni w bojach, zespół (3-osobowy) idealnie zgrany i... No, właśnie. Wiecie, ile czasu zajęło nam rozstawienie trójki z przedsionkiem? Dokładnie 13 minut! Czepiam się? Na wakacjach nikt i niczego nie robi ze stoperem w ręku? No to wyobraźcie sobie, że leje i że chcecie się jak najszybciej gdzieś schować! Szlag człowieka trafiał, a już najbardziej przy rozkładaniu wewnętrznej ramy z rurek, do której podwieszano sypialnię i na której (jednocześnie) rozkładało się brezentowy tropik. Już, już się wydawało, że rurki stoją i da się naciągnąć usztywniające całość sznurki, gdy – nagle chlup - całość konstrukcji lądowała na trawie.

The Cave to namiot z tropikiem! Tu widać, że jest nawet całkiem spory przedsionek. Zdjęcie: Heimplanet.

Namiot The Cave z Heimplanet takiej wady nie ma, bo... nie ma żadnych dodatkowych masztów. Zamiast nich zastosowano pięć rur, które połączono w coś, co przypomina wiązania struktury diamentu. Do rur z łatwością można wtłoczyć powietrze (za pomocą dołączonej do kompletu pompki) – w ciągu minuty 3-osobowe „igloo” o średnicy aż 3 metrów stoi gotowe do użycia. Potem pół minuty na przyszpilenie „domku” do ziemi i już można się schować. Heimplanet The Cave nie jest specjalnie lekki (ponad 5 kg), zajmuje dość dużą torbę, ale jest i tak kilka razy lżejszy i zajmuje mniej miejsca niż te kempingowe rupiecie, którymi posługiwałem się w „nastolęctwie”. Cena też całkiem nowożytna – hamburska Heimplanet wycenia „zestaw sypialny” na 500 euro.

To jeden z kilku zaworów, poprzez które pompuje się powietrze. Gdy otworzymy wszystkie, namiot sflaczeje i opadnie na ziemię po kilkunastu sekundach. Zdjęcie: Heimplanet.

Tagi: turystyka

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane wpisy

Najpopularniejsze wpisy

Poduszka outdoorowa

Rafał Jemielita

Rower dwuśladowy

Rafał Jemielita

Kajak z doładowaniem

Rafał Jemielita