Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Niezłe klimaty

Narodziny Wenus – tylko nie to!

Narodziny Wenus – tylko nie to!
Burza na Wenus – wizja artystyczna na podstawie danych zebranych przez sondy kosmiczne. Źródło: ESA
Po angielsku nazywa się to "runaway greenhouse". Polski odpowiednik - „katastrofa cieplarniana”. To sytuacja, gdy na globie robi się tak gorąco, że z jego powierzchni znika woda. Takie właśnie były narodziny Wenus. Czy nam też to grozi?

O Ziemi mówi się, że ma klimat akuratny do życia, ponieważ nie jest na niej ani zbyt zimno, ani za gorąco. W pierwszym przypadku woda zostałaby zmrożona na lód, w drugim – wyparowałaby. Tymczasem na Ziemi jest jej po dostatkiem w płynnej postaci – takiej właśnie, jakiej potrzebują żywe organizmy. Uważa się, że ten nasz błękitny glob stał się idealnym matecznikiem dla życia dzięki zachowaniu odpowiedniego dystansu od Słońca. Gwiazda ogrzewa go, lecz nie rozgrzewa.

Niebieska kropka po prawej stronie to Ziemia sfotografowana przez sondę Cassini krążącą w pobliżu Saturna. Źródło: NASA

Wszystko to prawda, ale nie cała.  Gdyby bowiem tylko od Słońca zależały temperatury na Ziemi, mielibyśmy tu wieczną zimę. Tak nie jest dzięki atmosferze, w której znajdują się gazy takie jak dwutlenek węgla, czy metan, zatrzymujące część ciepła słonecznego. Zjawisko to nazywa się efektem cieplarnianym. Kanadyjski naukowiec Colin Goldblatt z University of Victoria zadał sobie pytanie: jeśliby tych gazów cieplarnianych było o wiele, wiele więcej, to czy mogłyby one tak rozgrzać nasz glob, że mielibyśmy w Układzie Słonecznym nie jedną, ale dwie planety Wenus? Odpowiedzi szukał, posługując się modelami matematycznymi. Udzielił jej parę dni temu na łamach jednego z czasopism naukowych.

Odpowiedź Goldblatta brzmi: tak, scenariusz „runaway greenhouse” jest bardziej realny niż wcześniej sądzono. Nasza planeta mogłaby utracić wszystkie oceany i całą resztę hydrosfery w wyniku nagłego nasilenia się efektu cieplarnianego, przy czym aktywność Słońca wcale nie musiałaby być większa od obecnej. Wystarczyłyby zmiany zachodzące w ziemskiej atmosferze - przede wszystkim wzrost koncentracji gazów cieplarnianych, ale także zniknięcie chmur. - To one w dużym stopniu chronią glob przed przegrzaniem, szczególnie te niskie, które odbijają spore dawki promieniowania słonecznego zanim dotrze ono do Ziemi - mówi naukowiec. Nie narzekajmy więc zbytnio na zachmurzone niebo – jest naszym dobrodziejstwem, a nie zmorą.

  

Powierzchnia Wenus – komputerowa rekonstrukcja na podstawie zdjęć radarowych. Na Wenus jest tak gorąco, że żadna sonda nie przetrwa tam dłużej niż parę minut. Źródło: JPL NASA

No dobrze, a co z tym gazami cieplarnianymi? Jak bardzo musiałby się podnieść ich poziom w atmosferze, aby uruchomiony został „runaway greenhouse”, który zmieniłby nasz ziemski raj w piekło siostrzanej Wenus, podobnej pod względem rozmiarów i budowy geologicznej? Goldblatt ma dobrą wieść: tych gazów musiałoby się nagromadzić 100 razy więcej niż obecnie. W dziejach Ziemi to się jeszcze nie zdarzyło i prawdopodobieństwo czegoś takiego jest bliskie zera. Z pewnością do wyparowania oceanów nie doprowadzi ten dwutlenek węgla, który jest obecnie pompowany przez nas do atmosfery. Nie rozgrzejemy Ziemi do 460°C (tyle jest na powierzchni Wenus.

Mniej optymistyczna wieść jest taka, że nie trzeba wcale aż tyle, aby spowodować zagładę Homo sapiens. Wystarczy, że średnia temperatura na globie zostanie podniesiona z obecnych 14°C do około 35°C, a wilgotność względna powietrza wzrośnie do blisko 100 proc. Nasze organizmy nie są przystosowane do funkcjonowania w takiej łaźni parowej. Wyginęlibyśmy z przegrzania. By tak się stało, wystarczy podwyższenie poziomu dwutlenku węgla o mniej niż 10 razy.

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane wpisy

Najpopularniejsze wpisy