Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

No to ładnie!

Oszczędzać w święta

Oszczędzać w święta
Świątecznych pyszności powinno się nagotować akurat tyle, by samemu zdołać je skonsumować, Vegware.com
Nie martwcie się, nie będę strofować was za wydane na prezenty pieniądze – sama nie znam tu specjalnie umiaru. Będę za to namawiać, by nie marnować jedzenia. Nawet jeśli ugotowało się go za dużo.

Stało się – lodówka pęka w szwach, a na balkonie piętrzą się zabezpieczone przed kotami sąsiadów półmiski, dla których zabrakło już miejsca w kuchni. My co najwyżej wciśniemy w siebie małą porcyjkę śledzia. Cóż więc poczniemy z tym nadmiarem, który święta generują w domu?

Jeśli nie jesteśmy w stanie sprosić z odsieczą dodatkowych gości – choć ci i tak pewnie przyjechaliby najedzeni – możemy zastosować kilka prostych zabiegów, dzięki którym jedzenia nie trzeba będzie wyrzucać. W krajach tzw. pierwszego świata marnujemy go tak wiele – w kampanii Banków Żywności w 2012 roku szacowano, że tylko w Polsce wyrzuca się blisko 9 milionów ton jedzenia rocznie! – że ze zgrozą myślę o takich momentach wzmożonej konsumpcji jak święta. Raport Federacji Polskich Banków Żywności z tego samego roku autorstwa Grupy roboczej ds. badań Rady ds. Racjonalnego Wykorzystywania Żywności dowodził, że gospodarstwa domowe są odpowiedzialne w aż 42% za marnowanie produktów spożywczych. W Polsce, która zajmowała wówczas niechlubne piąte miejsce wśród 27 europejskich państw w tej statystyce, najczęściej wyrzuca się chleb, warzywa i wędliny, a następnie owoce i przetwory mleczne.

No właśnie, wiele z suchych, zapakowanych czy surowych produktów możemy przechować, gotowe pierogi zamrozić, ale co z tymi wszystkimi ugotowanymi już świątecznymi mięsami, rybami czy pokrojonym do wigilijnej wieczerzy pieczywem? Odpowiedź jest dwojaka: uprawiamy twórczy kulinarny recykling lub przekazujemy dalej. Smażonego karpia, na którego nie wszyscy się skusili, przerabiamy na rybę po grecku. Może wręcz zostały nam też warzywa z gotowania barszczu: marchewka, pietruszka, seler, cebula, które da się jeszcze zetrzeć na tarce i przygotować z nich aromatyczną, bo przesiąkniętą barszczową nutą, pierzynkę do ryby? Nic to, że będzie miała bardziej buraczany kolor niż zwykle. Jeśli nie możecie już patrzeć na rybę i inne mięsiwa, warzywa z bulionu niech powędrują do nieśmiertelnej sałatki jarzynowej, a jeśli już ktoś inny ją przygotował – można je zetrzeć w blenderze i po zagęszczeniu (np. ciecierzycą, jajkiem i odrobiną mąki) – usmażyć z nich wegetariańskie kotleciki. Zapanierujcie je w bułce tartej powstałej z nadmiarów pieczywa. Chleb czy bagietka nie wyschła jeszcze na wiór i trudno je będzie zetrzeć? Wtedy kromki pieczywa drugiej świeżości przerabiamy na południową modłę – pakujemy je do gęstej, aromatycznej zupy jako grzanki przykryte jajkiem w koszulce lub kawałkiem sera mozzarella (najlepiej łagodnej odmiany di bufala z mleka bawolego) czy burrata. Ważne, by z jednej strony chleb nasiąkał zupą, z drugiej zaś przykryty był czymś miękkim i rozpływającym się, kremowym w środku. Idealne rozwiązanie na folgujące w świąteczny sposób przyjemnościom śniadanie to bread pudding, czyli czerstwy chleb zalany mieszanką mleka (nie zużyliśmy go tyle do kawy dla gości, ile myśleliśmy?) i jajek (mieliśmy zrobić jeszcze te śledzie pod pierzynką, ale nie zdążyliśmy?), doprawiony odrobiną cukru i wanilii, a następnie zapieczony. Wątroba nam za to może nie podziękuje, ale rachunek sumienia i ekonomiczny będzie się bardziej zgadzał!

święta

Producent ekologicznych opakowań Vegware tak zachwala ich biodegradowalność. Dla mnie to zdjęcie to sugestywne ostrzeżenie przed marnowaniem jedzenia! Źródło: Down2Earthmaterials.ie

A co począć z gotowymi daniami, jeśli nie damy rady sami ich skonsumować? Możemy nienapoczęte i oczywiście nadal świeże potrawy zanieść w dobrosąsiedzkim geście maleńkiej staruszce z pierwszego piętra, która, być może, nie ma dość sił i zasobów, by regularnie robić zakupy. Jeżeli zalegają nam ugotowane, mało doprawione warzywa czy kasze, np. ugotowane ziemniaki lub ryż, możemy podrzucić go trochę lokalnym miejskim kotom. Ważne, by jedzenie nie zawierało kostek, którymi zwierzę może się udławić i nadmiaru przypraw, a także, by wykładać je w miejscu, gdzie faktycznie błąkają się koty-dachowce. Nie zachęcam tym samym oczywiście do wyrzucania jedzenia przez okno z balkonu, na co, jako właścicielka wszystkożernego psa, sama często pomstuję. Można w końcu, jeśli naprawdę nie znajdziemy dla resztek jedzenia innego przeznaczenia, zasilić naszymi odpadkami własny lub cudzy kompost – przynajmniej materia organiczna wróci do obiegu.

Najlepiej jednak byłoby, oczywiście, kupować mniej i planować zakupy z głową, by ten problem w ogóle się nie pojawiał. A potrzebującym, których również w Polsce nie brakuje, podarowywać nie tylko od święta dokładnie to, czego potrzebują. Do tego namawiamy w święta!

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane wpisy

Święteczne zasady na mniejsze zło

Kasia Bigos i Andrzej Bogdał

Najpopularniejsze wpisy