Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Z pamiętnika dietetyka

Otyłe dzieci to odpowiedzialność dorosłych!

Otyłe dzieci to odpowiedzialność dorosłych!
Ilustracja: Julia Szostak
Jak już Wam się przyznałam wcześniej, lubię podglądać ludzi. I dziś też będzie o tym moim małym zawodowym spaczeniu. Trochę obserwacji i przemyśleń. Coraz częściej widzę... grube dzieci. Otyłe. Czy to ich wina? W żadnym wypadku.

Sobota, około południa, znany fast food w centrum Warszawy. Zastanawiacie się pewnie, co ja tam robię. Już się tłumaczę. Postanowiłam usiąść na chwilę i na spokojnie zagłębić się przy kawie w upatrzony wcześniej artykuł w gazecie. Jednak nie zdążyłam przeczytać zdania, kiedy samowolnie mój wzrok skierował się w stronę wciąż przybywających nowych klientów baru. I co ja widzę? Tłumy! Dorosłych i dzieci. Nastolatków i brzdąców ledwie poruszających się o własnych siłach. Całe kilkupokoleniowe rodziny z wielkim uśmiechem na twarzy zajadające się hamburgerami, frytkami, kurczakami w panierce. Kubki w rozmiarze XXL z gazowanymi napojami na każdym stoliku, lody z kolorową posypką i kleistą polewą także cieszyły się wielką popularnością. Zamarłam na chwilę z przerażenia.

Pomyślicie pewnie, że pani dietetyczka przesadza. Przecież każdy czasami ma ochotę na fast food i nie jest to od razu zamach na zdrowie całej rodziny. A ja uważam, że nie przesadzam! Jasne, co mieliby robić ludzie w miejscu, gdzie sprzedaje się hamburgery? Nie będą się objadać sałatkami. Martwi mnie jednak to, że bywanie w takich miejscach stało się formą spędzania wolnego czasu z najbliższymi, nagrodą za dobre oceny w szkole, tradycją polegającą na celebrowaniu niedzielnego posiłku przy bułce z pseudokotletem. Widok mam wtykających dzieciom na siłę kolejną frytkę wzbudza we mnie prawdziwą złość.

Były czasy, kiedy przez prawie cały rok w piątek po południu miałam wykłady w domu kultury i chodziłam przy okazji do pobliskiego baru szybkiej obsługi na kawę, ale też ciągnęło mnie w to miejsce nieznośne uzależnienie od obserwowania ludzi. Sytuacja była identyczna do tej opisywanej wyżej. Rozpoznawałam w pewnym momencie twarze rodziców i wiedziałam, jaki zestaw zamówi kolejne dziecko w kolejce. Byłam zrozpaczona. Gdy studiowałam, wyjeżdżałam z dzieciakami na obozy sportowe jako wychowawca i trener. Zawsze śmieszyły mnie te ponad normę zapakowane wielkie torby. Nadprogramowe kilogramy bagażu najczęściej nie wynikały jednak ze zbyt dużej ilości ubrań, kosmetyków czy innych bibelotów. Bywały sytuacje, że dzieciaki miały oddzielną torbę z jedzeniem od rodziców! Oczywiście nie były to orzechy, suszone owoce czy domowe ciasteczka owsiane. Najczęściej to słoiki z ukochanym kremem czekoladowym, batony z ciągnącym się karmelem, żelki, lizaki czy różnorodne przesłodzone ciasteczka. Rozmowy z podopiecznymi mające na celu zniechęcenie do zjadania wszystkiego w czasie wyjazdu nie skutkowały. Trudno było dyskutować z argumentem: „Ale mama mi to dała i pozwoliła jeść”. Ciężko podważać autorytet rodziców w takiej sytuacji. Byłam zła i czułam się bezsilna.

Edukacja żywieniowa dzieci i dorosłych jest BARDZO potrzebna. Zawsze byłam przekonana, że przedmiot, który będzie uczył zasad zdrowego stylu życia, to jeden z lepszych sposobów prewencji chorób cywilizacyjnych, do których należy między innymi OTYŁOŚĆ. Pamiętajmy, że za to, jak dzieciaki jedzą w domu, najczęściej odpowiedzialni są ich opiekunowie. Prowadząc warsztaty, często miałam do czynienia z sytuacją, w której rodzic zapisywał swoje dziecko na zajęcia, a gdy zaproponowałam podobne zajęcia dla dorosłych, stwierdzał, że nie jest mu to do niczego potrzebne. Nic bardziej mylnego. A kto przygotowuje domowe zdrowe jedzenie albo w zamian kupuje swoim pociechom szybkie przekąski do szkoły? Kto decyduje, co będzie jedzone w kinie, w domu przed telewizorem czy w weekend na wycieczce? No właśnie, rodzice! Poobserwujcie siebie dokładnie. Zastanówcie się, jak wygląda drugie śniadanie waszych dzieci w szkole, i pomyślcie, czy na kolację przypadkiem kolejny raz nie zrobiliście na szybko kanapek z kajzerką, żółtym serem i keczupem, a warzywa odeszły w zapomnienie. Pamiętajcie, że otyłe dziecko to prawdopodobnie otyły rodzic powielający błędy żywieniowe z przeszłości. Z badań wynika, że 70 proc. dzieci, których oboje rodzice są otyli, również jest otyłe. Jeżeli oboje rodzice są szczupli, ryzyko otyłości u dziecka wynosi jedynie 10 proc.* Otyłość dziecięca to groźne konsekwencje zdrowotne już od najmłodszych lat. Nadciśnienie tętnicze, obciążone stawy, zaburzona gospodarka lipidowa (przeczytajcie mój poprzedni wpis na temat cholesterolu http://www.hellozdrowie.pl/blog-okielznac-cholesterol), cukrzyca, obciążone stawy czy większa predyspozycja do chorób nowotworowych w wieku dorosłym!1 A to jeszcze nie koniec możliwych reperkusji otyłości. Zbyt wysoka masa ciała to nie tylko problemy z ciałem, to również często problemy emocjonalne i narażenie dziecka na wykluczenie społeczne.

Statystyki są przerażające. Ja się nie czepiam. Liczby mówią same za siebie. Polska uplasowała się na niechlubnym piątym miejscu najbardziej otyłych krajów w Europie (procent populacji powyżej 20. roku życia, która jest otyła)2. Czyli podstawy do powstania nowego otyłego pokolenia są dosyć solidne. Województwo mazowieckie jest najgrubsze (49,48 proc. osób ma nadwagę i otyłość)3. Dzieci w Polsce tyją najszybciej w Europie, a w ciągu ostatnich 10 lat odsetek dzieci z nadwagą w naszym kraju się podwoił!4 Każdego roku będzie u nas przybywać 400 000 dzieci z nadwagą, a w tym 80 000 z otyłością5.

Te liczby pokazują w klarowny sposób skalę problemu. Mam nadzieję, że nie pozostaniecie obojętni na te statystyki i świadomi konsekwencji zadbacie jeszcze bardziej o to, co jedzą wasze pociechy. Na koniec muszę podziękować mojemu tacie, który jeszcze kiedy byłam na studiach, przygotowując sobie kanapki do pracy, robił drugie śniadanie wszystkim domownikom. Pamiętam, że gdy byłam w liceum, większość moich znajomych zajadała się zapiekankami i chipsami ze sklepiku, a ja codziennie miałam wypasioną kanapkę przyniesioną z domu. Nie zawsze byłam wtedy szczęśliwa z tego powodu, ale teraz bardzo to doceniam i uważam, że miało to ogromny wpływ na moje aktualne nawyki żywieniowe. Bądźcie jak mój TATA.
 

1. Dr n. med. Alicja Karney, dr hab. n. med. Anna Oblacińska i inni, Otyłość u dzieci i młodzieży. Poradnik dla rodziców dzieci w wieku od 4 do 18 lat; Instytut Matki i Dziecka.
2. Światowy Indeks Bezpieczeństwa Żywnościowego opracowany przez Economist Intelligence Unit (EIU) na zlecenie firmy DuPont; 2016.
3. Mapa otyłości: https://potrafiszschudnac.pl/mapaotylosci/lipiec2015-grudzien2015#mapa. Dane na podstawie TGI/MillwardBrown, lipiec–grudzień 2015 r.
4. UNICEF Office of Research. Child well-being in rich countries: a comparative overview; Innocenti Report Card 11. Florence: UNICEF Office of Research; 2013.
5. Dr n. med. Alicja Karney, Czy to prawda, że coraz więcej jest otyłych dzieci w Polsce? Czy otyłość u dzieci jest niebezpieczna? Epidemiologia i powikłania otyłości. II Konferencja Instytutu Matki i Dziecka, październik 2015.

 

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij
Pytania zadane przez innych użytkowników
Barbara Firlej zapytał(a) 13 lipca 2017
Mam problem. Wydaje mi się, że jestem uzależniona od jedzenia. Nie znalazłam na internecie informacji - jak można z tym walczyć. Na dietetyka mnie niestety nie stać. Czy jest możliwość podania chociaż kilku wskazówek, jak wyjść z tego problemu? Dziękuję, Basia
Małgorzata Lisowska odpowiedział(a) 14 lipca 2017
Pani Basiu, polecam poczytać/ posłuchać Beaty Pawlikowskiej. Na youtubie widziałam jeden filmik o uzależnieniach, również od jedzenia. Mówiła m. in. o tym, że być może za mało śpimy, jemy "śmieciowe" jedzenie i organizm niby najedzony, ale upomina się ciągle o składniki odżywcze i ciągle chce nam się przez to jeść, a także o powiązaniach emocjonalnych (jemy, żeby poprawić sobie humor, nawet nieświadomie). Do mnie bardzo przemawia, może i pani pomoże ;)

Polecane artykuły

Problem wielkiej wagi

Agnieszka Radziszowska

Najpopularniejsze na blogu

Domowe wojny jedzeniowe

Natalia Puciłowska

Zaplanuj swój lunch!

Natalia Puciłowska