Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Pudel na siłowni

Paddleboarding. Sport dla gwiazd

Paddleboarding. Sport dla gwiazd
Alessandra Ambrosio lubi utrudnienia. Pływa na desce z córką. Zdjęcie: East News
Najpopularniejszy letni sport wśród amerykańskich celebrytów? Paddleboarding! Co to takiego? Połączenie deski (prawie jak do surfingu, tylko większej) i wiosła (zupełnie nie jak do kajaka).

Jennifer Aniston pływa w ten sposób na desce. I Alessandra Ambrosio. Helen Hunt, Julia Roberts, Naomi Watts, Pierce Brosnan, Cameron Diaz, Rihanna, i wiele, wiele innych. Każdego roku jest ich więcej i więcej. Co takiego ma w sobie ten sport, że wszyscy tak do niego ciągną?

Po pierwsze – amerykańskie gwiazdy bardzo lubią Hawaje. Bo blisko, cieplutko, piasek na plaży biały, no i prezydent się tam urodził. A paddleboarding właśnie stamtąd pochodzi – podobno wymyślili go miejscowi, kiedy uczyli przyjezdnych surfingu. Przyjezdni mieli łapać fale, a nauczyciele mieli na falach stać. Przydawało się do tego wiosło i trochę większa, bardziej stabilna deska.

Po drugie – trochę łatwiej stać na desce i odpychać się wiosłem na spokojnych wodach, niż stać na desce i łapać fale jak na surfingu (moim zdaniem nauczyć się tego drugiego to rzecz niemożliwa). Oczywiście paddleboarding też może mieć swoją łatwiejszą i trudniejszą wersję – łatwiejsza to ta, kiedy woda jest jak lustro, trudniejsza to ta, kiedy morze lub ocean trochę się marszczy. Im bardziej się marszczy, tym trudniej utrzymać równowagę. Im trudniej utrzymać równowagę, tym więcej mięśni zostaje zaangażowanych do łapania balansu i tym mocniej je ciśniemy. Czyli w rezultacie – cięższy, bardziej wydajny trening.

Po trzecie – paddleboarding tylko tak niewinnie wygląda. W rzeczywistości angażuje całe ciało, wszystkie mięśnie są potrzebne do utrzymania równowagi. Świetnie działa na kręgosłup, mięśnie brzucha, uda. Modeluje ramiona, łydki i pośladki. Cudownie spala kalorie. To by tłumaczyło, dlaczego na desce tak dużo zgrabnych kobiet. Podobno pół godziny na desce, to jak godzina na siłowni!

Po czwarte – właściwie nie jest to sport urazowy i mogą sobie na jego uprawianie pozwolić nawet ci, którzy przy okazji uprawiania innych sportów nabawili się kontuzji. Szczególnie polecany jest obolałym biegaczom.

Po piąte – ponoć paddleboarding cudownie radzi sobie ze stresem. Tylko woda, wiosło, deska i ty. Musisz się skupić na wykonywaniu jednej tylko czynności, żeby dać radę wykonać ją dobrze i nie spaść z deski. W takiej sytuacji stres odpływa, bo myśli dryfują gdzieś indziej.

Po szóste – paddleboarding się rozwija i robi coraz trudniejszy. Najnowsza modyfikacja? Joga na desce! Serio, wcale nie żartuję. Ale Jennifer Aniston w psie z głową w dół na desce jeszcze nie widziałam.

Pies na desce. Zdjęcie: www.rockymtnpaddleboard.com

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane wpisy

Najpopularniejsze wpisy