Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Niezłe klimaty

Płonie ognisko – płynie dym

Płonie ognisko – płynie dym
To nie wulkan, to pirocumulonimbus nad południową Nevadą w USA. Źródło: Wildfire Today
Europa znalazła się w dymie z olbrzymich pożarów tajgi i tundry w kanadyjskiej. To konsekwencja wyjątkowo wysokich czerwcowych temperatur w Arktyce.

Parę dni temu naukowcy z NASA Goddard Institute for Space Studies w Nowym Jorku poinformowali, że tegoroczny czerwiec był drugim najcieplejszym na globie od 1880 roku. Wyższe temperatury na planecie zanotowano tylko w 1998 r. Ocieplenie nie rozłożyło się równomiernie na globie, co pokazuje poniższa mapa:

Anomalie temperatury na globie w czerwcu 2013 r. Źródło: GISS NASA

Największe anomalie in plus wystąpiły w Arktyce. na Alasce, w północnej Kanadzie, we wschodniej części Skandynawii, na znacznych fragmentach Syberii i w północnej części Rosji europejskiej – wszędzie tam przez długi czas utrzymywały się nadzwyczaj wysokie temperatury. Tradycyjnie już od ponad dekady goręcej niż zwykle było w Meksyku i zachodniej części USA. Konsekwencje znamy: gigantyczne i tragiczne w skutkach pożary lasów, które tym razem objęły przede wszystkim Amerykę Północną, a oszczędziły (na razie) Europę. Zerknijcie na mapę (wybaczcie słabą jakość) pokazującą rozprzestrzenienie pożarów na tym pierwszym kontynencie jednego tylko dnia – 9 lipca:

Pożary w Ameryce Północnej w dniu 9 lipca 2013 r. Żółte i czerwone plamy pokazują szczególnie duże ogniska żywiołu. Źródło: Forschungszentrum Jülich

O ile pożary w Kalifornii, Arizonie, Colorado, czy Nowym Meksyku nikogo już specjalnie nie dziwią, to ich tegoroczny zasięg w północnych prowincjach Kanady i na Alasce wywołuje zdumienie. Z powodu wysokich temperatur sucha jak pieprz ściółka w wilgotnej zwykle tajdze łatwo zajmuje się ogniem. Kanadyjczycy szacują, że żywioł strawił już ponad milion hektarów dziewiczych lasów. Podczas pożarów w górę unoszą się gigantyczne ilości dymów, które przekształcają się w niezwykle groźne ogniowe chmury burzowe zwane też pirocumulonimbusami, takie jak te na zdjęciu:

Pirocumulonibus nad Kanadą. Źródło: Wildfire Today

Pirocumulonimbusy powstające ponad Kanadą, mające średnicę nawet 10 km, zachowywały się jak olbrzymie pompy ssąco-tłoczące. Wynosiły cząstki sadzy i smoły na wysokość ponad 10 km. Tam drobiny te były porywane przez strumienie powietrza pędzące na wschód – ku Oceanowi Atlantyckiemu i Europie. Ich wędrówkę odtworzyli niemieccy badacze z Forschungszentrum Jülich. Na ich stronie znajduje się ładna animacja pokazująca, jak te dymy z  kanadyjskich pożarów przetaczały się nad północną Europą, w tym nad Polską.

Te cząsteczki szybują na wysokości 2-6 km i dlatego nie są niebezpieczne dla naszego zdrowia. Wiatry rozniosą je po całej planecie. Co innego, gdybyśmy się znajdowali się w odległości kilkuset kilometrów od zgrupowania takich ogniowych chmur. Wtedy smog z płonących lasów mógłby utrudniać nam oddychanie, tak jak to przydarzyło się w czerwcu  mieszkańcom Singapuru okopconych przez pożary dżungli na Sumatrze. Miejmy więc nadzieję, że susze, fale gorąca i  pirokumulonimbusy będą nas omijały z daleka.

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane wpisy

Najpopularniejsze wpisy