Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Bezpruderyjnie

Poliamoria – tu nie chodzi o seks!

Poliamoria – tu nie chodzi o seks!
Ilustracja: Magdalena Pankiewicz | www.magdalenapankiewicz.com

Pamiętacie panteon greckich bogów? Zeusa, który mając żonę, sypiał z każdą bardziej atrakcyjną śmiertelniczką, płodząc przy okazji zastępy dzieci, które mogłyby swobodnie sypiać ze sobą, bo nie wiedziały, kto jest tatą? To NIE jest poliamoria.

Poliamoria to NIE jest sypianie ze wszystkimi, dlatego, że chuć rozsadza nam lędźwia. Obrońcy moralności narobili jej złej sławy, częściowo dlatego, że nie rozumieją istoty zjawiska, częściowo dlatego, że poliamoria "sama się prosi". Co może być "zdrowego" i "normalnego" w ludziach, którzy występują poza monogamiczny porządek? Ano, całkiem sporo. I my, deklarowani lub faktyczni heteroseksualni monogamicy, możemy się od poliamoryków dużo nauczyć. Bo poliamoria to zaangażowanie w związek miłosny z więcej niż jedną osobą, w tym samym czasie. Pod jednym wszakże warunkiem - wszystkie strony układu wiedzą i zgadzają się na niego.

Jeżeli poli, to tylko za zgodą wszystkich

I tu leży moc relacji poliamorycznych, choć także jej słabość. Ponieważ poli wymusza konsensualność (wszyscy wiedzą i wszyscy się zgadzają), to musi być oparta na daleko idącej otwartości zaangażowanych osób. To nie tolerancja, to znacznie więcej - zgoda na to, że osoba, którą kocham i z którą sypiam, nie jest moja na wyłączność, może odwzajemniać uczucia innej osoby (płci dowolnej) i z nią także realizować swój miłosny i seksualny potencjał. Brzmi wywrotowo, prawda?

Jest to jedna z najważniejszych nauk, jakie możemy wziąć od poliamoryków. Relacje monogamiczne zdecydowanie zbyt często są oparte na żądzy posiadania drugiego człowieka i uzurpacji praw do decydowania o jego życiu. To jeden z powodów, dla których bardzo źle znosimy zdrady, czujemy się głęboko ranieni przez drugiego człowieka, przeżywamy dramaty. Chcemy mieć pewność, że ona czy on będą tylko nasi i to na całe życie. Niestety, takie oczekiwania są iluzoryczne. Mąż czy żona nie muszą uprawiać seksu na boku, żebyśmy przestali być dla niego/niej jedynym obiektem emocjonalnym. Ich centrum świata może stać się praca, której będą oddawać się z niemal seksualną namiętnością. Poliamorią nie jest też relacja, w której jedna strona oczekuje od drugiej zgody na stosunki seksualne poza związkiem głównym, a akceptacja wynika ze lęku o utratę miłości, wsparcia, rodziny, kontaktu z dziećmi.

Poliamoria - negocjacje poza schematem

Osoba decydująca się na relacje poliamoryczne potrzebuje mieć wysoki stopień niezależności - zarówno społecznej, jak i emocjonalnej. Dlatego, że będzie jej trudno realizować bardziej typowe schematy związkowe:  "znaleźć sobie faceta, żeby zarobił na rodzinę" albo "znaleźć sobie babkę, która załatwi całą tę rodzinę i gotowanie" i dzięki publicznie złożonej przysiędze zostać z nim/z nią po kres moich dni. Poliamorycy i poliamoryczki wchodzą w związek na podstawie kontraktu, którego zawartość, założenia i realizacja są nieustannie negocjowane i dostosowywane. Jak to wygląda w praktyce?

Jeżeli ja, żyjąc w heteroseksualnym, monogamicznym związku, zakochuję się w kobiecie i chciałabym, aby mój związek pomieścił nową osobę, muszę wprowadzić w to partnera. Nie tylko potrzebuję jego świadomej i wyrażonej akceptacji, ale konkretnego określenia warunków, na których będziemy teraz żyć ze sobą. Czy mój partner też chce szukać dla siebie kogoś? Czy w pełni akceptuje nową kobietę w układzie? Czy mój stary partner i moja nowa partnerka będą się kochać - emocjonalnie i fizycznie? Czy ich połączenie jest dla mnie do zaakceptowania? Co zrobimy, kiedy się pokłócimy? Co zrobimy, kiedy ktoś zacznie czuć się naprawdę zazdrosny? Jakie są moje i mojego partnera intymne granice, poza którymi czujemy, że nasza relacja przestaje istnieć? Czy akceptujemy homoseksualność lub biseksualność drugiej strony? Czy relacje są względem siebie równe, czy też nasza ma pozostać prymarna? Jak widać pytań jest bardzo wiele i dotykają one nie tylko faktu okazjonalnego seksu, ale samej istoty "ja" - mojej samooceny, tożsamości, zdolności do miłości bezwarunkowej, poczucia bezpieczeństwa, lęków i oczekiwań, jakie wnoszę do moich relacji.

Poliamoria - świadomość i seks

Dlatego ludzie chcący żyć poliamorycznie muszą świadomie rozmawiać o swoich potrzebach, określać granice, wytyczać kierunki dla związku. Wspólnie, nieustannie zwracając uwagę na siebie i otoczenie. Uważność i zdolność do komunikacji to kolejne rzeczy, których powinnyśmy się uczyć, bo one najbardziej szwankują w heteronormatywnych relacjach.

Najbardziej podniecającym aspektem poliamorii jest, dla większości, nie zawieranie kontraktów, zawiłości psychologiczne, ale możliwość "legalnego" uprawiania seksu z więcej niż jedną osobą pozornie bez konsekwencji. Jednak konsekwencje są i to zawsze. Z powodów kulturowych i psychologicznych dysponujemy ogromnym potencjałem zaborczości i chęci posiadania drugiego człowieka. Prawdziwa konsensualność, czasem polegająca na przekroczeniu tego, co jest naszą wewnętrzną normą, jest delikatnym punktem w poliamorii. To znaczy, że wielu osobom się wydaje, że mogłyby to robić, a gdy przychodzi do zaakceptowania, że ona/on kocha także kogoś innego i kocha się z kimś innym, pęka iluzja i cała nasza bezradność wypełza na powierzchnię.

Drapieżny wizerunek poliamorii może ucierpieć, ale trudno, trzeba powiedzieć to głośno. Istotą relacji poliamorycznej może być miłość, nie zaś seks. To szokujące, ale poliamorycy nie muszą uprawiać seksu. Deborah Anapol pięknie napisała, że poliamorią jest "cały wachlarz stylów kochania (lovestyles), jakie wyrastają ze zrozumienia, że przepływu miłości nie można wymusić, ani nakazać jej, by nie płynęła, dokąd chce. Jeśli pozwolimy jej rozkwitać, miłość często obejmuje więcej niż jedną osobę. Jednak moim zdaniem poliamoria ma więcej wspólnego z wewnętrzną zgodą na to, by uczucie rozwijało się bez oczekiwań czy żądań, niż z liczbą osób w nie zaangażowanych.” Poliamoria, Deborah Anapol.

Osoby, którym taki opis poliamorii zaostrzył apetyt na wiedzę, odsyłam do dwóch książek wydanych w języku polskim. Pierwsza to "Puszczalscy z zasadami", D. Easton, J. Hardy, druga to "Poliamoria", D. Anapol. Te podejścia są mi najbliższe, ponieważ zostały oparte o praktykę ludzi realizujących związki poliamoryczne. 


Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane wpisy

Najpopularniejsze wpisy

Łóżkowy savoir-vivre

Marta Niedźwiecka