Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Bezpruderyjnie

Porządnickie

Porządnickie
Ilustracja: Magdalena Pankiewicz | www.magdalenapankiewicz.com

Nie znoszę pomysłu na Perfekcyjną Panią Domu. Budzi we mnie czysty sprzeciw. Nie mam nic do odtwórczyni głównej roli. Moje „nie” jest kierowane do pomysłu, który utwierdza w głowach Polek toksyczne i bzdurne stereotypy.

Naprawdę wolałabym, pracując z kobietami, zajmować się rozwojem ich zasobów, zamiast mozolnym odgruzowywaniem ich światopoglądu. Lepionego między innymi przez takie farmazony jak PPD. Jaki widzę związek między seksem i sprzątaniem?

Idealnie czysty dom - dowód zmarnowanego życia

Polki są (uwaga, generalizacja!) raczej zasadnicze. Liberalizacja się odbywa, powoli i z czkawką, ale statystycznie zmierzamy do tych samych pomysłów na życie, jakie napędzały nasze matki i babki. Często też podchodzimy do życia w taki sam sposób, jak one to robiły, bez poprawki na wiatr zmian. Tak jak imię, często dziedziczymy po nich poglądy, nie sprawdzając, jak się mają do rzeczywistości, do naszych możliwości i potrzeb. Czy czasem nie są już poglądami muzealnymi.

Do takich artefaktów należy koncepcja idealnej pani domu. Tym, co nie pamiętają, przypominam, że najlepiej się miała w latach powojennych, głównie w USA, choć nie tylko. Była metodą dostarczenia kobietom "czegoś do zrobienia", aby nie świrowały w domach, siedząc bezczynnie. Był to też czas nienotowanego dotychczas spożycia alkoholu, środków uspokajających i amfetaminy wśród "porządnych kobiet". Jako ścieżkę dźwiękową do tej refleksji polecam "Mother's Little Helper" Rolling Stonesów i obejrzenie "Godzin", gdzie Juliane Moore gra właśnie taką kurę domową. Pomysł jest stary i zużyty, bo współczesne kobiety rzadko się nudzą, a dociskanie ich nierealistycznym modelem "idealności" tylko zwiększa presję, jaką odczuwają.

Gdzie jest Kur Domowy?

Sprzeciw wobec lansowania modelu kobiety jako maszyny do utrzymywania idealnej czystości, porządku i organizacji domowego ogniska wynika również z tego, że do kompletu z PPD nie występuje drugi byt kosmiczny - Perfekcyjny Pan Domu. Jakby dom należał tylko do Pani. Jakby sprzątanie, układanie poduszek na kanapie i wyrównywanie fałdek na zasłonach było tylko w interesie pani. Nie mówiąc o oporządzaniu dzieciaków i zwierząt. W tym modelu nie dość, że udajemy, iż pan nie ma zobowiązań wobec rodziny, sankcjonujemy to, nagradzając panią za dokonania, to podkreślamy, że nic poniżej poziomu "idealności" nie przejdzie. Że pani nieidealna jest panią przegraną, kiepską, taką, co nie dała rady. Tymczasem pani sięga czynów heroicznych, próbując pogodzić pracę zawodową, wychowanie dzieci, ogarnianie domu i bycie piękną, zadbaną oraz spełnioną.

Często widzę, jak niegdysiejsze cudowne latawice po ustatkowaniu się przechodzą metamorfozę z motyla w gąsienicę. Gąsienica ma ścierkę w jednym odnóżu, rurę od odkurzacza w drugim, trzecim stuka na laptopie, czwartym odnóżem odcedza ziemniaki. Jestem świadoma uogólnienia, ale statystyczna Polka niebezpiecznie wierzy, że idealny dom, czystość, zasady, porządek, niemieckie produkty gospodarstwa domowego i regularne posiłki ocalą szczęśliwy byt jej rodziny. Ta praca pożera kobietom tyle energii, że często nie wystarcza jej na normalną rozmowę w rodzinie, nie mówiąc o celebracji seksu. I nie wzruszajcie ramionami, tylko przypatrzcie się, ile czasu spędzacie na realizacji norm, które nie są wasze. Albo na walce z nimi, co z grubsza na jedno wychodzi.

Gdzie tu seks, a gdzie problem?

Problem jest w kontroli. Obsesja czystości, która wyziera z odcinków PPD, jej sceniczna persona (nieskazitelnie piękna i zadbana) wobec realiów naszego świata obnaża wielką i dramatyczną potrzebę walki z naturalnym rytmem życia. Uzyskania pewności i bezpieczeństwa przy pomocy powtarzalnych czynności, kontroli nad brudem i przedmiotami walającymi się po domu, stalowego uścisku uniemożliwiającego bakteriom dostęp do kibla. Kontrola nad swoim ciałem, żeby piękne było. Kontrola nad rodziną, żeby nie brudziła i żeby (dzięki moim nadludzkim wysiłkom!) była szczęśliwa. Kontrola. Kontrola. Kontrola.

Radość, przyjemność, seks i szczęście mają tyle wspólnego z kontrolą, co ja z inkwizycją. Jeżeli możecie przypomnieć sobie cudowne chwile intymności, do których scenografią był świeżo wysprzątany pokój, to ja się zamykam. Jednak założę się, że najlepiej czułyście się na spontanie. Gdy przez chwilę nie trzeba było robić nic i można się było cieszyć życiem. Ponieważ dopiero odpuszczenie kontroli daje możliwość kontaktu ze sobą, z drugim człowiekiem, z tym, co się dookoła dzieje.

Model PPD utrwala w nas ciśnienie na idealność, na wstyd, że nie jesteśmy dość dobre, na kontrolę świata wokół nas. Model PPD jest przeciwskuteczny do szczęścia. I dlatego tak cholernie go nie lubię. 


Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane wpisy

Masturbacja to rewelacja

Marta Niedźwiecka

Pochwała wstydu

Marta Niedźwiecka

Seks was nie odchudzi

Marta Niedźwiecka

Ciało, moje ciało

Marta Niedźwiecka

Najpopularniejsze wpisy

Łóżkowy savoir-vivre

Marta Niedźwiecka