Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Dobre rzeczy

Prysznic samochodowy: Road shower

Prysznic samochodowy: Road shower
zdjęcie: www.roadshower.com
Dziś coś banalnego, ale niezwykle przydatnego w podróży. Oto prysznic samochodowy, czyli pomysł na ciepłą wodę na kempingu, w trasie, podczas off-roadu, rowerowych wypraw. Niepotrzebne sobie skreślcie.

W pierwszym momencie pomyślałem sobie, że prysznic samochodowy to rzecz fajna, ale niepotrzebna. W końcu pryszniców ogólnodostępnych dziś nie brakuje. Wystarczy lepiej wyposażona stacja benzynowa i po sprawie. Całkiem inaczej było kiedyś. Pamiętam zakłopotanie, gdy mój kanadyjski przyjaciel Michel zadał pytanie: -Słuchaj stary, fajnie tak sobie podróżujemy po tej waszej komunistycznej Polsce, ale ja już się cztery dni nie myłem. Rafciu, prysznic by się przydał! To był rok 1988, a więc czasy jest przed Okrągłym Stołem. Polska była wtedy Afganistanem Europy (nie mam nic do Afganistanu – od razu uprzedzam) więc znalezienie prysznica poza hotelem (na który nie było nas zresztą stać) było wielce problematyczne. Udało się jednak i to przypadkiem. Weszliśmy przypadkiem do bursy w Świebodzinie, gdzie jakiś miły dozorca – na wieść, że mam pod ręką cudzoziemca z odległego Quebeku – wpuścił nas do umywalni. Teraz jest zdecydowanie łatwiej, ale czasem zapuszczamy się w takie miejsca, gdzie wody bieżącej po prostu brak. Jedziemy na przykład terenówkami gdzieś w las i tam spędzamy noc. Fajnie, prawda? No, ale wieczorem i rano człowiek chciałby się umyć. Czasem trzeba też umyć zabłocony ekwipunek, czyli np. rower, kalosze, piłki. Czasem trzeba opłukać złapane ryby lub pozmywać – wygodnie mieć dostęp do bieżącej wody.

zdjęcie: www.roadshower.com

W takiej sytuacji sprawdza się amerykański Road Shower – prysznic samochodowy. Urządzenie jest proste. Ot, czarny i podłużny zbiornik z aluminium, który mocuje się do relingów lub tzw. dachowej bazy. Nalewamy do środka wodę, zakręcamy ciśnieniowy korek i w trasę. Wystarczy jakiś czas na słońcu, żeby ta woda się podgrzała. Na postoju podłączamy wąż z odpowiednią prysznicową "słuchawką", podpinamy do relingu kabinę z tkaniny (dla większej intymności), i... można się myć. Road Shower działa grawitacyjnie, czyli przed użyciem należy odkręcić odpowietrznik, żeby woda mogła swobodnie spływać. Można też do zbiornika "nadmuchać" powietrza (np. za pomocą elektrycznego kompresora lub rowerowej pompki), a wtedy myć da się prawie jak w domu.
Cena? W sieci 300 dolarów. Na razie turystyczno-wyprawowy gadżet kupicie przez stronę w internecie, ale wkrótce – kto wie – Road Shower zawita i na tę stronę oceanu. Miły Joel Cotton, który jest twórcą samochodowego prysznica, szuka dystrybutorów. Może ktoś z was się skusi? Prysznic na wyprawie to rzecz przydatna i pewnie wiele osób takie coś chciałoby mieć.

zdjęcie: www.roadshower.com

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane wpisy

Najpopularniejsze wpisy

Poduszka outdoorowa

Rafał Jemielita

Rower dwuśladowy

Rafał Jemielita

Kajak z doładowaniem

Rafał Jemielita