Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Kultura niefizyczna

Spacerkiem między dziełami

Spacerkiem między dziełami
Łódź, mural chilijskiego artysty INTI. Źródło: www.facebook.com/urbanforms

Zalety codziennego spaceru dla zdrowia można mnożyć w nieskończoność: już 15-minutowy spacer po jedzeniu pozwala zmniejszyć ryzyko cukrzycy typu 2. Spacerując, dotleniamy organizm, usprawniamy pracę serca i układu oddechowego, poprawiamy ogólną wydolność, a nawet regulujemy poziom cholesterolu. Mało? Chodzenie pobudza naszą kreatywność nawet o 60%! Nie lubicie chodzić bez celu? Zaplanujcie wyprawę w miasto szlakiem street artu.

Podczas tegorocznych festiwali na ulicach pojawią się kolejne dzieła. Warto zaplanować sobie spacer z muralem w tle. Graffiti, murale, vlepki i plakaty. Czasami dzieła znanych artystów, czasami zaskakujące produkcje anonimowych twórców. W dużych europejskich miastach nie brakuje sztuki, którą można oglądać na miejskich murach. Trzeba tylko dobrze się rozglądać. Poszukując ciekawych prac i podążając szlakiem street artu, trafić można w miejsca, do których nigdy by się nie dotarło, chadzając utartymi turystycznymi szlakami. Opuszczone budynki, odwiedzane tylko przez lokalesów zaułki, dzielnice rzadko wymieniane w przewodnikach. Ja sama tak właśnie zwiedzałam Berlin (tu można nawet zapisać się na organizowaną wycieczkę z przewodnikiem śladami najciekawszych street artowych prac), Barcelonę, Lizbonę czy Paryż – szukając najpierw w internecie interesujących prac, potem lokalizując je na mapach i w końcu odnajdując w realu.

Takie tripy śladami street artu można też z powodzeniem zorganizować sobie w Polsce. W naszym kraju moda na malowanie murali przybrała rozmiary niespotykane chyba w żadnym innym. Jak jeden mąż wszelkie instytucje i organizacje odkryły murale – i na hura, zaczęły zamawiać i sponsorować wielkoformatowe dzieła – najlepiej "ku czci". Niestety przy tej okazji bardzo rzadko powstają rzeczy warte zobaczenia. Jeśli ktoś ma ochotę ruszyć szlakiem najgorszych – też może – radzę zacząć od największego muralowego kuriozum – potworka na cześć Marii Skłodowskiej Curie na kamienicy na ul. Freta na warszawskiej starówce. Gorzej już nie będzie...

Na szczęście bywa też dobrze. Fundacja Urban Forms z Łodzi stara się zapraszać najciekawszych światowych twórców, którzy zostawiają swoje prace na łódzkich murach. Dzięki nim można tu znaleźć murale jednych z najsłynniejszych twórców streetartowych – m.in. pochodzących z Brazylii bliźniaków Os Gemeos, Belga Roa czy Hiszpana Kenora. W tym roku na przełomie września i października przybędą kolejne –  planowane są cztery prace artystów z Brazylii, Chin oraz Polski, w tym jeden wykonany na dwóch położonych obok siebie ścianach 10-piętrowych wieżowców! Mapkę starych i nowych murali można znaleźć tu.

Bardzo dobrymi muralami może pochwalić się też Wrocław – tu można odnaleźć na murach cieszącej się złą sława dzielnicy Zaodrze, prace słynnego Włocha Blu, Escifa (Walencja) czy Erica Il Cane'a (Bolonia), a także znanego polskiego twórcy – pochodzącego z Wrocławia Sławka Zbioka Czajkowskiego.

Solidną galerię murali (choć dyskusyjną pod względem jakości wielu prac) można zwiedzać na gdańskiej Zaspie. Na wielkim peerelowskim blokowisku, na które gdyby nie murale nie zapuszczałby się nikt poza mieszkańcami, powstało już kilkadziesiąt obrazów zdobiących „ślepe” ściany wieżowców. Jest portret Wałęsy, jest podobizna papieża, kilka prac twórców z zagranicy. Co roku powstają kolejne – w tym przybyły aż cztery przygotowane przez pięciu artystów: Zosena Bandido (Hiszpania) i Miny Hamady (Japonia), Macieja Salamona (Polska), Pablo Harymbata "Gualicho" (Argentyna) i Opiemme'a (Włochy). Najciekawszym w kolekcji pozostaje jednak wciąż jeden z niewielu w kraju, solidny mural najsłynniejszego rodzimego twórczy urban artu – M-City. Wycieczkę wśród zaspowych murali można zorganizować sobie na własną rękę albo wybrać się z przewodnikiem.

Teraz „wybieram się na spacer” brzmi jeszcze lepiej. No i sensownych wymówek brak. Jeśli lubicie iść wytyczoną trasą, za tydzień pierwsza z nich!


Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane wpisy

Najpopularniejsze wpisy

Lena Dunham radzi

Sylwia Kawalerowicz