Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Z czym do dzieci

Szczęśliwie na Szczęśliwicach!

Szczęśliwie na Szczęśliwicach!
Zdjęcie: archiwum własne

Mój syn w maju skończył 3 lata, jak na razie nie ma rodzeństwa, więc planowanie wspólnych wypadów to bułka z masłem, którą swoją drogą ten młodzieniec uwielbia. Bolesław jest bardzo żywiołowym mężczyzną, więc lubi aktywnie spędzać czas. Jako że mieszkamy na Powiślu, wszystkie okoliczne parki mamy obcykane. Znudziło nam się już trochę karmienie wiewiórek i karpi w pobliskich Łazienkach, no i chcieliśmy spróbować czegoś nowego z założeniem, że mamy ten dzień spędzić aktywnie. Upalny dzień zawiódł nas do Parku Szczęśliwickiego, bo mają tam nowy basen, jest też kolejka grawitacyjna (Alpine Coaster) na Górce Szczęśliwickiej, na której funkcjonuje też całoroczny stok narciarski, no i jest niewątpliwej urody jeziorko - drugi co do wielkości akwen w Warszawie.

Zdjęcie: archiwum własne

Przygotowanie do wyprawy nie zajęło nam dużo czasu. Najpierw zadzwoniliśmy do przystani, żeby zarezerwować kajak na określoną godzinę (w weekendy wypożyczenie kajaka czy canoe bez uprzedniej rezerwacji może okazać się ciężkie). Spakowaliśmy do plecaka krem wodoodporny z filtrem uv50, kąpielówki, ręczniki, kółka, rękawki, rekina, krokodyla, hipopotama, wiaderko, czapki włożyliśmy na głowy, japonki na nogi, do lodówki turystycznej wrzuciliśmy kilka bułek z masłem, parę jajek na twardo, trochę owoców, kilka butelek wody… Ufff. No to w drogę!

Zdjęcie: archiwum własne

Pierwsze kroki skierowaliśmy na basen. 17 złotych za wejście jest tego warte, bo to bez wątpienia najładniejszy odkryty basen w Warszawie, po generalnym remoncie, co widać na pierwszy rzut oka. Czyste, nowe sanitariaty, prysznice, komfortowe przebieralnie. W szafkach możemy zostawić rzeczy, których nie będziemy potrzebować podczas naszego pobytu na basenie, i o które tym samym nie będziemy się martwić podczas radosnych plusków. Wreszcie dajemy nura do krystalicznie czystej wody. Do dyspozycji mamy 2 baseny, ale pluskamy się przeważanie w tym płytszym, ze zjeżdżalnią. Po spędzeniu kilku grubych godzin na basenie, skonsumowaniu jajek na twardo i bułek z masłem udajemy się do przystani. Po założeniu obowiązkowych kamizelek asekuracyjnych ( mają je tu w każdym rozmiarze, również xs) ładujemy się na pokład. Kajak jest nowy, wzbudzający zaufanie i bardzo wygodny. Na wiosłowaniu, obserwacji miejscowych kaczek, ptaków i szuwarów spędzamy równą godzinę.

Zdjęcie: archiwum własne

Kolej na Górkę Szczęśliwicką, gdzie chcieliśmy sprawdzić tutejszy Alpine Coaster. Widząc miny dzieci, które właśnie zjechały na dół, Pan Bolesław też chce wjechać. Nie musi mnie namawiać. Już po chwili wchodzimy do małego dwuosobowego wózka, przypinamy się pasami bezpieczeństwa, dostajemy krótkie przeszkolenie od pana z obsługi i wjeżdżamy na szczyt, z którego rozpościera się piękny widok na całą panoramę Warszawy. Zwalniam hamulec i mkniemy krętym torem (500 m) z zawrotną prędkością (średnia 35 km/h), zapewniając sobie porządną dawkę adrenaliny i emocji. Zgodnie decydujemy się jeszcze na jeden wjazd.

Po takich emocjach musimy coś przekąsić. Decydujemy się na wypad do pobliskiej amerykańskiej knajpki na małe co nieco, mają tu domowe hamburgery, hot dogi, pyszne lemoniady i mały plac zabaw, gdzie testujemy wielką ciężarówkę w oczekiwaniu na posiłek. Okazuje się, że jest tu też przyjęcie dla jakiegoś innego malucha i dzieciaki właśnie rozwalają Piñata, co stanowiło dodatkową nieplanowaną tego dnia atrakcję. Po napełnieniu naszych brzuchów jest już mocno po godzinie 20 (okazuje się, że w parku spędziliśmy jakieś 9 godzin). Lekko zmęczeni, ale w błogich nastrojach pakujemy się do auta i wracamy do domu. To był piękny dzień.

 

Jakub Andrychowicz - z wykształcenia prawnik, na co dzień pracownik służby cywilnej, członek zarządu Fundacji Vlepvnet zajmującej się działaniami artystycznymi w przestrzeni publicznej, prowadzi ze znajomymi niezależny dom kultury i galerię V9 na ulicy Hożej w Warszawie. Mieszka z żoną i synem na Warszawskim Powiślu.

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane wpisy

Z dziećmi na ptaki

Agnieszka Radziszowska

Biuro ojcowskich podróży

Agnieszka Radziszowska

Spacer z dodatkami

Agnieszka Radziszowska

Lato w mieście

Agnieszka Radziszowska

Najpopularniejsze wpisy

Gdy dziecko nie chce jeść

Agnieszka Radziszowska

Zegar - czy to już pora?

Agnieszka Radziszowska