Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Z czym do dzieci

U dentysty fajnie jest!

U dentysty fajnie jest!
Zdjęcie: shutterstock

Czy u dentysty może być miło? Pewnie, że może. Zwłaszcza gdy wizyta kojarzy się z szaloną jazdą na fotelu, w górę i w dół. O dobre skojarzenia trzeba jednak odpowiednio wcześnie zadbać. Jak? Podpowiadamy.

Stomatolodzy zalecają, żeby zabrać dziecko do dentysty, jak tylko w buzi pojawi się pierwszy mleczny ząb. U dzieci rozwijających się książkowo będzie to czas między 6 a 12 miesiącem życia, więc margines jest dość szeroki. Pierwszą wizytę trudno nazwać adaptacyjną. Na taką przyjdzie pora, gdy maluch będzie bardziej świadomy i komunikatywny. Chodzi o to, żeby specjalista doradził, jak dbać o dziąsła i pojawiające się zęby malucha, na co zwracać uwagę, co powinno rodziców zaalarmować, a co jest zupełnie normalne. Właściwa pielęgnacja to pierwszy krok do sukcesu. Jeśli wizyty w gabinecie będą ograniczać się do przeglądu, nie będzie powodu do paniki.

Jeśli nie widzicie nic niepokojącego - bo oczywiście wiecie, co dzieje się z zębami potomka, pomagacie w ich myciu i od czasu do czasu do dziecięcej buzi zaglądacie - najrozsądniej jest zapoznać malucha z gabinetem, gdy będzie się już dało z nim dogadać. Zazwyczaj taki stan porozumienia jest osiągalny po ukończeniu 2 lat (pełen garnitur mleczaków powinien pojawić się mniej więcej do 3. roku życia). Żeby dobrze zacząć, pozytywne nastawienie muszą mieć obie strony, i rodzic, i dentysta. Dobrze jest znaleźć gabinet specjalizujący się w stomatologii dziecięcej i wcale nie chodzi o kolorowe ściany, dyplomy i telewizor z bajkami w poczekalni, ale o doświadczenie i podejście do mocno nieletnich pacjentów. Dobry specjalista wie, że wizyta kilkulatka w gabinecie może potrwać dwie minuty albo pół godziny, że jeden będzie chciał siedzieć wyłącznie na kolanach mamy, a drugi wybebeszy całą szufladę lusterek, wacików i innych stomatologicznych akcesoriów. Bywa, że na pierwszej wizycie nie uda się zachęcić malucha do otwarcia ust. Trudno, nic na siłę. Być może pozwoli podmuchać na siebie powietrzem ze ssaka, pośmieje się wniebogłosy, jadąc do góry na fotelu i tyle. Ale wróci bez strachu i o to w wizycie adaptacyjnej chodzi. Pamiętajcie, że pierwsze wyjście do dentysty to dla kilkulatka przygoda jak każda inna. Zapewnienia, że „nie ma się czego bać” nie są dobrą taktyką. Taki komunikat od razu zapala czerwoną lampkę, że coś z tym strachem (i bólem!) jest na rzeczy.

Gdy opcja „na przygodę” odniesie sukces, pozostaje pilnować terminów kolejnych wizyt i pamiętać, że o zęby mleczne dbamy tak samo jak o stałe. A kiedy mleczaki zaczną wypadać, rozpocznie się ekscytujący dla dzieciaków czas. Nie dość, że ich gubienie zazwyczaj przebiega zupełnie bezboleśnie i bezkrwawo, to przydarza się przecież DUŻYM dzieciom i gwarantuje wizyty Zębowej Wróżki. Wymiana schowanego pod poduszką mleczaka na monetę lub drobną zabawkę to czary, dzięki którym hasło „zęby” budzi bardzo pozytywne emocje.

 

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane wpisy

Jak dobrze… myć zęby

Joanna Zdzieborska-Żuber

Paskudny triclosan

Dominika Chirek

Zębom na ratunek

Agnieszka Radziszowska

Najpopularniejsze wpisy

Zegar - czy to już pora?

Agnieszka Radziszowska

Gdy dziecko nie chce jeść

Agnieszka Radziszowska