Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Niezłe klimaty

W pogodni za tornado

W pogodni za tornado
Łowca tornad Reed Timmer pozuje na tle wiru. Źródło: tornadovideos.net
Oto oferta turystyczna najwyższego ryzyka: dziesięć dni w pogodni za tornado. Oczywiście pod kierunkiem doświadczonego weterana, który niejedną konfrontację z żywiołem już przeżył. Więc jest szansa, że przeżyje kolejną.

Z naturą się nie igra. Na pewno? Oj igra się, igra. I to na całego. Jeśli się zastanowić, człowiek robi to od niepamiętnych czasów. Więcej – gdyby nie takie igranie, pewnie nie skolonizowalibyśmy globu i nie dotarlibyśmy do Księżyca. Kolumb igrał z oceanem, Amundsen i Scott igrali z Antarktydą, Hillary i Tenzing - z Mt. Everestem, Gagarin – z przestrzenią kosmiczną, Piccard z Rowem Mariańskim, a Felix Baumgartner – przywołując najnowszy przykład „igrania” – ze stratosferą.

Ryzykowne igraszki z naturą podejmują też amerykańscy łowcy tornad. Czasami płacą za to najwyższą cenę – jak w ostatni piątek 55-letni Tim Samaras, jego 24- letni syn Paul i ich 45-letni towarzysz Carl Young. Całą trójkę zabiło jedno z największych tornad w historii - o szerokości 4 km i sile wiatru przekraczającej 400 km na godzinę, które przeszło w pobliżu miejscowości El Reno w  Oklahomie. Ten sam wir zabił też łowcę-amatora, który wykonywał zdjęcia telefonem komórkowym. Zginął w pogodni za tornado, a raczej za dobrą fotką żywiołu.

Śmierć zajrzała w oczy również czterem innym łowcom tornad pracującym dla stacji Weather Channel. Wir porwał ich samochód i przeniósł 150 m. Mieli mnóstwo szczęścia - wyszli niemal bez szwanku. Jak to wyglądało od środka, możecie obejrzeć na filmie, który cały czas kręcili: http://www.weather.com/news/tornado-central/tornado-hunt-team-takes-direct-hit-tornado-20130531. Po wszystkim pojazd ekipy Weather Channel wyglądał fatalnie, co widać na zdjęciu, które wykonał inny łowca tornad Sean Schofer pracujący dla konkurencyjnej stacji TVN Weather:

Pojazd łowców tornad z Weather Channel rozbity w piątek przez wir pod Oklahomą. Źródło: Sean Schofer

Igrać z żywiołami można z różnych powodów i motywów. Naukowcy z amerykańskiego Narodowego Laboratorium Ekstremalnych Zjawisk Pogodowych obserwują tornada, aby poznać ich naturę i opracować dokładniejsze metody ostrzegawcze. Lotnicy i meteorolodzy ze specjalnej jednostki lotniczej Hurricane Hunters stacjonującej w Tampa na Florydzie wlatują do środka huraganów, aby je obserwować z bliska. Do dyspozycji mają takie oto samoloty:

Samoloty Gulfstream (bliżej) i Orion lecą na spotkanie z huraganem. Źródło: NOAA

Jednak wśród łowców tornad (i w mniejszym stopniu - huraganów) przeważają nie naukowcy zatrudnieni w instytucjach badawczych, ale mniej lub bardziej doświadczeni amatorzy, czasami z wykształceniem meteorologicznym. Ci najbardziej znani pracują dla mediów – głównie dla stacji telewizyjnych i popularnych serwisów pogodowych. Poruszają się takimi opancerzonymi wozami:

 

Reed Timmer, jeden z najbardziej znanych łowców tornad, i jego pojazd Dominator. Źródło: University of Nebraska w Lincoln/National Geographic

Weteranem był też Tim Samaras, który pracował dla Discovery Channel i National Geographic, a także prowadził obserwacje zlecone przez placówki naukowe. W swoim ostatnim wywiadzie sprzed kilku tygodni uskarżał się jednak, że Oklahoma stała się ostatnio mekką dla niekoniecznie doświadczonych poszukiwaczy mocnych wrażeń. Na wieść o tym, że nad jakiś rejon nadciąga wielki front burzowy, zjeżdżają się z różnych stron setki ludzi polujących z kamerą, a ostatnio coraz częściej z iPodem, na tornado. Im bardziej spektakularne ujęcie, tym większa szansa, że ktoś za nie zapłaci, albo przynajmniej wyemituje, podając nazwisko autora.

Najnowszym zjawiskiem są wycieczki pod hasłem „w pogodni za tornado”. Od marca do czerwca w Oklahomie można natknąć się na wiele takich ofert. Jeśli myślicie, że nie ma na nie chętnych, to jesteście w błędzie. Jednym z najbardziej znanych przewodników jest Lanny Dean z miasta Tulsa. Podczas piątkowego uderzenia megatornada pod El Reno ten doświadczony łowca wiódł ze sobą siedmiu turystów. Nikomu, na szczęście, nie stała się krzywda. Jeśli więc podczas kolejnego pobytu w USA zechcecie poczuć dreszcze na plecach, zgłoście się do niego na 10-dniowy „storm chasing tour”. Przeżycia – gwarantowane. Przeżycie? Niekoniecznie.

 

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane wpisy

Najpopularniejsze wpisy