Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Pudel na siłowni

Zbigniew Boniek. Ze sportem trzeba uważać

Zbigniew Boniek. Ze sportem trzeba uważać
Zbigniew Boniek - im mniej je, tym lepiej się czuje.
Najsłynniejszy polski piłkarz, dziś prezes PZPN przyznaje (w magazynie PANI), że lata gry w piłkę zrujnowały mu kręgosłup. Ale wie też, że teraz musi ćwiczyć, żeby go wzmocnić.

Pan Zbigniew po latach treningów nie wyobraża sobie życia bez sportu. Trzy razy w tygodniu biega, ale żadne tam maratony. Maksymalnie 40 minut. Jeśli biega się więcej, organizm zaczyna się uzależniać od produkowanych endorfin, a pana Zbigniewa uzależnienia nie interesują. Nawet od sportu. Na siłownię też lubi sobie pójść, bo nic tak dobrze nie rzeźbi sylwetki jak regularne podnoszenie 30-40 kilogramowych ciężarów. Czy gra w piłkę? Rzadko, ale się zdarza. Jeśli już, to tylko w małych 5-osobowych drużynach, na małym boisku - taki styl gry jest bardzo popularny we Włoszech, gdzie pan Zbigniew spędza bardzo dużo czasu. Od czasu do czasu lubi sobie też zagrać w tenisa albo w golfa. No i w brydża, ale to mało sportowy sport. 

Zbigniew Boniek to przystojny mężczyzna. Żadnego drugiego podbródka, żadnego brzuszka. Ale, jak sam twierdzi, im mniej je, tym lepiej się czuje. Może chciałby się uniezależnić od jedzenia? Twierdzi, że stara się jeść dwa posiłki dziennie - śniadanie (szklanka zimnego mleka plus rogalik, kiedy jest we Włoszech, jajko sadzone i żółty ser, kiedy jest w Polsce, bo tu zimno) i kolację około 20 - 21. Ale raczej nie jest to golonka ani smażona kaszanka czy kiełbasa, tylko sałata, kawałek ryby lub chudego mięsa. Prawie nie je pieczywa i masła. Normalnie jak Jennifer Aniston (i zupełnie inaczej niż ja, która za pajdę świeżego chlebka z masełkiem dałabym sie pokroić)! Aż się wierzyć nie chce... Do tego pan Zbigniew wypija 2-3 litry wody dziennie (pewnie wtedy, kiedy nie może już wytrzymać z głodu), pije bardzo mało alkoholu (co nijak nie pasuje do polskiego działacza sportowego) i przepada za włoską kuchnią. Najbardziej lubi restaurację San Padre w Rzymie, która należy do jego córki i jej włoskiego męża. Być może tam coś czasem pysznego i bardziej treściwego zjada, bo zachwyca się tamtejszymi flakami, spaghetti z karczochami i karczochami po rzymsku. 

Jakby tego było mało, pan Zbigniew raz w roku kładzie się do szpitala i poddaje kompleksowemu przeglądowi. Robi wszelkie możliwe badania i prześwietlenia. Ale w sumie jak człowiekowi na życiu zależy, to raczej taka zapobiegliwość nie powinna go dziwić, prawda? Tylko dlaczego nikt z moich znajomych tego nie robi?

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane wpisy

Najpopularniejsze wpisy