Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Rodzaj męski

Żonaci kochają się najczęściej

Żonaci kochają się najczęściej
Ilustracja: Ola Woldańska-Płocińska | www.slimaq.ovh.org

Jeżeli myślicie, że w małżeńskich sypialniach życie jest na ogół nudne, a naprawdę dobrze mają tylko single, to... przeczytajcie to koniecznie!

Obraz tyle standardowy, co komediowy, jest taki: z jednej strony skali jest gorący i wolny singiel, który co tydzień zmienia seksualnych partnerów i jest ich tylu, że seksu ma już zwyczajnie dość. Na drugim, tym smutnym, jej końcu jest zaś zmęczony życiem i błagający żonę o zbliżenie „pantofel”. Prawda? Nieprawda. Więcej nawet - bzdura.

Pytanie o to, kto częściej uprawia seks – czy związani, czy wolni – trapi seksuologów od dawna, bo jest to sprawa nie tylko ważna, ale też ciekawa. W USA postanowili na nie odpowiedzieć autorzy zakrojonego na ogromną skalę Narodowego Sondażu Zdrowia i Zachowań Seksualnych. Naukowcy z Uniwersytetu Indiana – wzorując się na legendarnym Alfredzie Kinseyu – gruntownie odpytali prawie 6 tys. Amerykanów z najintymniejszych szczegółów ich życia seksualnego. W tym i tego, co, jak często i z kim robią. Wśród licznych zestawień pojawiło się i takie, które pokazywało, kto ma lepiej (czyt. częściej) - single, żonaci czy po prostu mający stałego partnera.

I wyszło tak: najlepiej (czy. najczęściej) mają żonaci, trochę gorzej mają tacy, którzy mają stałą partnerkę, a najgorzej... single. Z jednym tylko wyjątkiem. Grupy 60+. Tam posiadający partnerkę, ale nie żonę, wypadają lepiej od tych żyjących z żoną. Jednak wyjątek tylko potwierdza regułę. Kiedy weźmiemy na tapetę na przykład grupę mężczyzn w wieku 30-39 lat, to 40 proc. singli do niej należących na pytanie, czy w ciągu roku doszło choć do jednego stosunku seksualnego z ich udziałem, odpowiada: nie. (U kobiet to podobno aż 70 proc.) Dla porównania podobnie mówi 15 proc. tych, którzy mają stałe partnerki lub partnerów oraz zaledwie 4,5 proc. żonatych. Jeszcze większe różnice są u nieco młodszych. Kategoria 18-24 to odpowiednio: 57, 26 i... 4 proc. A 25 do 29 lat: 47, 21 i... 1,6 proc. W sumie 60 proc. singli żyło w „celibacie”, a to samo można było powiedzieć jedynie o 16 proc. ludzi żyjących ze stałym partnerem.

Jednak jeden stosunek na rok wiosny nie czyni. Sprawdzono więc też, w których kategoriach mężczyźni mogą pochwalić się przynajmniej jednym w tygodniu. Wśród trzydziestolatków posiadających stałe partnerki lub żony było ich ok. 80 proc. U singli ledwie 30. W sumie w kategorii 25-59 porównanie wyglądało tak, że seks częściej niż raz w tygodniu uprawia 25 proc. ludzi żyjących w związkach, nawet tych, a może zwłaszcza w tych, które facebook opisuje jako „to skomplikowane”, a zaledwie 5 proc. pozostających „w stanie wolnym”. Tyle gdy chodzi o Stany. A jak jest w Polsce? Badania prof. Zbigniewa Izdebskiego pokazują, że podobnie, tylko generalnie trochę lepiej. Choć może trzeba napisać, że po odjęciu koloryzowania to dokładnie tak samo.

I choć to tylko statystyka (a z tą jest jak wiadomo tak, że jak facet idzie na spacer z psem, to obaj statystycznie mają po trzy nogi), to widać wyraźną różnicę. A biorąc rzecz na zdrowy rozsądek – chyba coś w tym musi być. Jak bardzo ponętne nie byłoby wyobrażenie wolnych singli, którzy każdego wieczora odwiedzają kolejne kluby i poznają tam kolejnych ludzi, z którymi jeszcze tego samego wieczora lądują w łóżku i odkrywają rzeczy, o których nie wypada nie tylko mówić, ale pewnie nawet myśleć, to tak może i bywa, ale na pewno nie jest. Bo – warto zapytać - kto ma na to czas? Wszak cały ten rytuał, nazwijmy go godowym, wymaga czasu i umiejętności. Jedno i drugie mają tylko nieliczni. Innym się zwyczajnie nie chce, nie chcą lub nie potrafią. W stałym związku się go albo pomija, bo odbyto go już wiele razy, albo raczej ogranicza, od razu przechodząc do sedna sprawy.

Tylko że ilość seksu to jedna sprawa. Inna, choć powiązana, sprawa to jego jakość. Z jednej strony z czasem ludzie uczą się siebie nawzajem. Z drugiej pęd za nowością siedzi gdzieś w naszej naturze i ona ma swój urok. Świadczy o tym choćby tzw. Efekt Coolidge'a, który polega na tym, że nowa partnerka podnosi – w czysto biologicznym sensie - męskie libido. Można nowość przedkładać nad regularność. Zależnie od chęci, wyboru i preferencji. Ale że można, nie znaczy - trzeba. Bo da się też zadbać o to, by regularność miała jakość. O tym, jak to zrobić, więcej na blogu Bezpruderyjnie. Te same badania pokazują zresztą, że w łóżku stale odwiedzanym przez te same osoby, eksperymentów jest więcej i dzieją się ciekawsze rzeczy. To zapewne kwestia zaufania. No i osób.


Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane wpisy

Najpopularniejsze wpisy