Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Z pamiętnika dietetyka

Zostań profesjonalnym etykietoznawcą

Zostań profesjonalnym etykietoznawcą
Ilustracja: Julia Szostak

Podobno Polacy nie czytają etykiet! Świadome zakupy to podstawa zdrowej diety. Podpowiem wam więc, na co warto zwrócić uwagę, żeby móc pewnie, z dumnie podniesioną głową wkroczyć między sklepowe półki.  

Podczas spotkań z moimi podopiecznymi staram się nauczyć ich wnikliwego studiowania etykiet. Jest to jedna z elementarnych umiejętności, którą powinien przyswoić każdy świadomy konsument. Nie dajcie się nabić w butelkę i wybierajcie z głową zawartość swojego koszyka. 

Termin przydatności i data trwałości

Zastanawialiście się kiedyś nad tym, co oznaczają te terminy? Widzieliście, że kryją się za nimi zupełnie inne informacje? Data minimalnej trwałości informuje, do jakiego momentu wybrany produkt zachowuje swoje właściwości, jeżeli jest prawidłowo przechowywany. Takie oznakowanie mają produkty, które nie psują się zbyt szybko, czyli np. makarony, kasze, mąka, słodycze. Najlepiej spożyć przed / najlepiej spożyć przed końcem to sformułowania, które właśnie określają datę minimalnej trwałości. Po przekroczeniu tej daty produkt nie jest trujący, po prostu producent nie gwarantuje już jakości, jaką powinien zachować produkt świeży. Jeżeli jednak na opakowaniu spotkacie się ze sformułowaniem należy spożyć do, to już trzeba bardziej zwracać uwagę na wyszczególnioną datę. To zdanie wskazuje na termin przydatności do spożycia i dotyczy produktów łatwo psujących się, jak np. nabiał czy mięso. Produkt po tym okresie nie nadaje się do jedzenia! Po prostu może wam poważnie zaszkodzić i stanowić zagrożenie dla waszego zdrowia.

Jesteście alergikami? Możecie spać spokojnie. Producent ma obowiązek wyróżnić alergeny występujące w danym produkcie za pomocą rodzaju, stylu i barwy czcionki lub koloru tła. Występują od tej zasady wyjątki. Jeżeli nazwa produktu wprost wskazuje na zawartość alergenu, jak np. mąka pszenna, to wtedy nie ma potrzeby, aby producent wskazywał na opakowaniu, że zawiera ona gluten. A jeżeli chcielibyście kupić coś na wagę lub bez opakowania, jak np. pieczywo? Sprzedawca musi udzielić wam informacji na temat alergenów lub taka wiedza musi być łatwo dostępna. Macie pełne prawo do domagania się szczegółów na temat substancji alergizujących występujących w interesującym was produkcie! (Beata Majchrzak; Nowe wymagania dotyczące znakowania ważne od 13 grudnia 2014 r. PRZEMYSŁ SPOŻYWCZY; sierpień 2014 l tom 68). Nie bójcie się więc pytać. Co kryje się pod czarodziejskim słowem „alergen”? Już piszę: zboża zawierające gluten (pszenica, żyto, jęczmień, owies orkisz, komut lub ich odmiany), jaja, mleko (łącznie z laktozą), soja, ryby, skorupiaki, mięczaki, orzeszki ziemne (arachidowe) oraz pozostałe rodzaje orzechów (m.in. migdały, orzechy laskowe, orzechy włoskie, orzechy nerkowców, orzeszki pekan, orzechy brazylijskie, orzechy pistacjowe), a także seler, gorczyca, nasiona sezamu, łubin czy substancje dodatkowe: dwutlenek siarki i siarczyny (rozporządzenie nr 1169/2011, załącznik II). Dużo tego, ale pomyślałam, że taka lista przyda się wam na przyszłość. 

Wielkość czcionki

Zadbano również o wasz wzrok. Czy wiecie, że producenci mają określoną wielkość czcionki, jaką mogą się posługiwać na etykietach?! To rozwiązanie ma być pomocne w zwiększeniu czytelności etykiet dla każdego z was. Lupy możecie zostawić w domu – drobne druczki odeszły niepamięć. Czasy, kiedy łatwo można było ukryć niewygodne dla producenta informacje, możemy uznać za przeszłość.

Wartość odżywcza

Od 2016 roku na opakowaniu musi się znajdować wartość odżywcza. Co to oznacza w praktyce? Etykieta powinna zawierać informację o wartość energetycznej, czyli liczbę tak niechcianych i wiecznie wzbudzających negatywne emocje (nie zawsze uzasadnienie) potworów zwanych kaloriami. Dodatkowo na etykiecie znajdziecie zaznaczoną ilość tłuszczu (w tym nasyconych kwasów tłuszczowych), węglowodanów (a także cukrów prostych), białka i soli. Powyższe dane będą mogły być uzupełnione informacją o ilości kwasów tłuszczowych jednonienasyconych i wielonienasyconych, alkoholi wielowodorotlenowych, czyli np. słodzików, skrobi, błonnika, witamin i składników mineralnych. Po co to wszystko? Te informacje pomogą wam porównywać różne produkty pod względem ich walorów odżywczych. Jeżeli macie problem z nadciśnieniem, to wybierzecie np. chleb z niższą zawartością soli, jeżeli dbacie o serce, to będziecie się wystrzegać nasyconych kwasów tłuszczowych. 

Podsumowując, czyli producent pod lupą:

1. Zawsze sprawdzajcie datę ważności.

2. Alergeny na cenzurowanym – pytajcie, weryfikujcie informacje.

3. Wartość odżywcza to nie tylko kalorie – dokonujcie głębszej analizy, porównujcie produkty, wybierajcie z głową.

Etykieta prawdę ci powie. Dlatego nie ignorujcie jej i nie podążajcie za teorią spiskową, że wszyscy producenci kłamią, ukrywają wszelakie informacje na temat produktu i potajemnie nas trują. Najczęściej wszystko jest napisane czarno na białym, wystarczy umieć czytać. I ja was tego nauczę. To jeszcze nie koniec tematu ETYKIET. Ciąg dalszy nastąpi…

 

 

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Polecane artykuły

Najpopularniejsze na blogu

Domowe wojny jedzeniowe

Natalia Puciłowska