Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Z pamiętnika dietetyka

Zrozumieć roślinożercę

Zrozumieć roślinożercę
Ilustracja: Julia Szostak
Zastawiacie się czasami, dlaczego niektórzy rezygnują z mięsa i zamieniają niedzielnego schabowego i świąteczny bigos na tofu i ciecierzycę? Chcę Wam pokazać, jak różne są motywacje wegan i wegetarian do przejścia na roślinną stronę mocy.

Dlaczego nie jesz mięsa? To pytanie będzie mi towarzyszyło jeszcze przez długi czas. Jednak chętnie na nie odpowiadam, bo chcę, żeby mój wybór nie był postrzegany jako chwilowa zachcianka czy fanaberia, ale jako świadoma decyzja. Gorzej jest, kiedy ktoś nie rozumie moich argumentów i na siłę chce mnie przekonać w trakcie obiadu – „a może jednak zjesz kotlecika?”. Dlatego chcę Wam pokazać, że większość osób, które decydują się na niejedzenie mięsa, ma ku temu ważne powody. Tym razem opieram się na przykładach z życia, a nie teorii, które, mam nadzieję, przekonają Was do pełnego zaakceptowania wegan i wegetarian z najbliższego otoczenia, a być może – skierują w podobną stronę.

Po pierwsze – zwierzęta

Dobro zwierząt jest dla niektórych priorytetem. Dzięki ograniczeniu popytu na produkty odzwierzęce być może zmniejszy się też podaż, a tym samym skala cierpienia zwierząt w przemyśle spożywczym. Liczba wegan i wegetarian wciąż rośnie, więc i efekt zmniejszonego zapotrzebowania na mięso będzie coraz bardziej widoczny.

Emil Stanisławski z Veganworkout.org.pl nie je mięsa od wielu lat, a jego forma sportowa wciąż rośnie. Pokazuje, że nawet sportowcy dźwigający ciężary są w stanie z sukcesem rozwijać się na białku roślinnym. Argument, że to nie możliwe, już dawno odszedł do lamusa.

– Wybrałem dietę roślinną ze względów etycznych. Jeżeli mogę żyć, rozwijać się i budować progres treningowy bez przykładania ręki do cierpienia zwierząt, dlaczego miałbym tego nie robić?

Moja podopieczna i dobra koleżanka Magdalena Maślak, z którą na co dzień trenuję, jest wegetarianką. – Niejedzenie mięsa to połączenie trzech najważniejszych dla mnie rzeczy: ekologii, zdrowia i niekrzywdzenia innych. Produkcja mięsa bardzo poważnie szkodzi środowisku, a to współcześnie produkowane zawiera w sobie mnóstwo chemii. Ale mój argument kluczowy to niezjadanie tego, co żyje i czuje – może gdybym potrafiła bez problemu patrzeć na to, co się dzieje w masowych rzeźniach, lub sama zabić kurczaka, zjadłabym go. Po prostu nie chcę do tego wszystkiego przykładać ręki.

Po drugie – zdrowie

A jak to jest ze mną? U mnie w rodzinie choroby serca, zawały, miażdżyca i wysoki cholesterol to norma. Mimo zbilansowanej diety (w końcu jestem dietetykiem) i uprawiania sportu od najmłodszych lat też nie mogłam się pochwalić najlepszymi wynikami (o cholesterolu przeczytacie tutaj). To właśnie zmotywowało mnie do radykalnych zmian i rezygnacji z mięsa. Dodatkowo raport WHO z 2015 r. informujący, że przetwory mięsne (tj. wędliny, kiełbasy) zwiększają ryzyko wystąpienia nowotworu, a mięso prawdopodobnie ma działanie rakotwórcze, utwierdził mnie w moim przekonaniu. Wyniki teraz mam książkowe, ale to niejedyna zmiana. To lawina zmian, która wpłynęła na moje postrzeganie świata. Ta decyzja to już nie tylko kwestia zdrowia, ale także ochrony zwierząt i środowiska oraz osobista walka z problemem głodu na świecie. Dzięki diecie roślinnej poznałam wspaniałych ludzi, którzy pokazali mi, jak decyzje żywieniowe wpływają na otaczający nas świat. Dodatkowo walczę ze stereotypami, bo jestem chodzącym wzorem zdrowego, pełnego energii, trenującego (a na dodatek niewychudzonego i całkiem nieźle umięśnionego) weganina.

Po trzecie – środowisko

Najbardziej się cieszę, że najbliższe mi osoby także powoli dostrzegają korzyści z ograniczenia mięsa. Moment, gdy moja starsza siostra oświadczyła, że i ona podziękuje za kurczaka, bo woli zjeść gulasz z soczewicą, był dla mnie niezwykle miły. No i trzeba zaznaczyć, że nie skończyło się na jednorazowej podmianie. Nie je mięsa, czuje się świetnie, a badania krwi potwierdzają, że żelazo, z którym zawsze miała problemy, trzyma się teraz na idealnym poziomie. Dlaczego Marta Puciłowska zdecydowała się na pierwszy krok w stronę diety roślinnej?

– Nie jem, bo szkoda mi środowiska i zniszczeń, jakie powoduje przemysł mięsny, nie jem, bo przemysłowa hodowla zwierząt to horror, a dziś jedzenie mięsa nie jest już koniecznością i można je łatwo zastąpić.

Niejedzenie mięsa, a ochrona środowiska? Ale jak to? Zmniejszenie produkcji mięsa to między innymi ograniczenie produkcji gazów cieplarnianych, wycinki lasów pod wielohektarowe pastwiska, zużycia wody, degradacji gleb...

Na koniec zostawiam was z mocnym cytatem z książki Głód Martína Caparrósa, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie:

Problem polega na tym, że potrzeba czterech kalorii pochodzących z roślin, aby wyprodukować jedną kalorię, jaką daje kurczak, sześć do wyprodukowania jednej wieprzowej i dziesięć w przypadku kalorii z wołowiny czy jagnięciny. To samo dzieje się z wodą; potrzebne jest 1500 litrów wody, aby wyprodukować kilogram kukurydzy, ale 15 tysięcy idzie na kilogram wołowiny. Hektar dobrej ziemi może dać 35 kilogramów białka roślinnego; jeśli produkcja będzie przeznaczona na wykarmienie zwierząt – 7 kilogramów. Czyli jeden człowiek jedzący mięso zagarnia dla siebie środki, które, rozdzielone, wystarczyłyby dla pięciu albo dziesięciu ludzi. Jedzenie mięsa wprowadza bezwzględną niesprawiedliwość: pozwalam sobie na jedzenie produktu pięć, dziesięć razy droższego niż ten, który jesz ty. Jeść mięso znaczy mówić: mam gdzieś pozostałych dziewięciu”.

 

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij
Pytania zadane przez innych użytkowników
Agnieszka R. zapytał(a) 7 września 2017
Pytanie dotyczy artykułu Zrozumieć roślinożercę
Dla mnie: 1. Zdrowie 2. Zwierzęta 3. Środowisko. Uważam, że od mięsa gorsza jest kazeina- białko mleka. W ogóle jest to rakotwórcze i chorobotwórcze białko (polecam książki Campbella i filmy dokumentalne na ten temat- najprostsze i najbardziej dostępne materiały, oraz oczywiście badania dla kogoś, kto bdb zna angielski). Nie należę do wegan, którzy nienawidzą ludzi, optują za aborcją, nie szanują starszych i chorych a jedynie "kochają" zwierzęta, bo to chorzy ludzie. Najpierw trzeba kochać swój gatunek, dbać o niego a z tego rodzi się i wynika miłość do naszych "braci mniejszych". Wielu wegan to zbuntowane nastolatki, single, antynataliści, którzy kompletnie nie rozumieją tego pojęcia. Nienawidzą wegetarian, mięsożerców. Męczą mięsożerne zwierzęta trzymając je w domu i karmiąc na siłę roślinami. W ogóle miłość do zwierząt nie jest równoznaczna z trzymaniem ich w mieszkaniu w bloku i zostawianiem całymi dniami w samotności, bo musimy iść do pracy. Te zwierzaki męczą się, wyją całymi dniami, o czym przekonałam się będąc na urlopie macierzyńskim. Niestety, wolę powiedzieć, że jestem na diecie roślinnej, niż powiedzieć- jestem weganką (a jestem!). Też nie jestem wychudzoną ani otyłą babą. Jestem atletycznie zbudowaną kobietą, matką 2 dzieci i nadal mam energię i chęci, żeby trenować. Opanowałam choroby z autoagresji, problemy z insuliną i mam nadzieję- problemy hormonalne. Uważam, że weganizm to najlepsze, co może spotkać człowieka i te biedne zwierzęta.

Polecane artykuły

Domowe wojny jedzeniowe

Natalia Puciłowska

Najpopularniejsze na blogu

Zaplanuj swój lunch!

Natalia Puciłowska