Przejdź do treści

Angelina Jolie najpierw szokowała, teraz ratuje życie

Zdjęcie: Getty Images
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
mężczyzna trzymający się za dolne okolice brzucha
Rak gruczołu krokowego. Szansa w leczeniu dla chorych
Dzieci bawią się w przedszkolu
Nauczyciele chorzy, dzieci bez opieki. Co na to Ministerstwo Edukacji Narodowej?
kobieta myje twarz
Seks dobry na wszystko, nawet na trądzik? HZ kontra mity #10 Trądzik
Kobieta dekoruje pierniki
8 sposobów na spędzenie świąt bez wyrzutów sumienia
Dobra wiadomość dla chorych na rdzeniowy zanik mięśni – lek na SMA będzie refundowany w Polsce

Kiedy w 2013 roku Angelina Jolie poddała się podwójnej mastektomii z obawy przed rakiem media zawrzały. Zdjęcia aktorki przed i po, opisy operacji, wywiady, dywagacje nad sensem przeprowadzenia takiej operacji ciągnęły się tygodniami. Jakie są efekty jej kroku po latach?

Angelina Jolie nagłaśniając problem nowotworu piersi i jajników (na który zmarła jej matka), przyznając się przed światem do swojej słabości (w sensie dosłownym – genetycznej i psychologicznym – strachu), otworzyła puszkę Pandory. Na gwiazdę wylała się fala krytyki, że to kolejne jej dziwactwo, że ona może sobie pozwolić na taką zapobiegliwość, bo mogła od razu odbudować piersi, a większość kobiet na taki luksus nie stać, w końcu zarzucano jej, że podjęła zbyt radykalne środki. Kiedy w 2015 roku Jolie ujawniła, że usunęła jajniki i jajowody, sytuacja się powtórzyła. Jolie musiała się tłumaczyć ze swoich decyzji, wykazując, że zrobiła to po prostu, aby żyć. Dodatkowo operacje zapewniły jej komfort życia bez strachu o przyszłość.

Sytuacje te pokazują, jak ciężko w XXI wieku otwarcie mówić o tym, że ktoś dba o swoje życie i zdrowie i że jest w stanie użyć do tego wszelkich dostępnych metod. Walczymy o prawa kobiet, apelujemy o badania, pomagamy zwalczać głód w odległych zakątkach świata i piętnujemy niszczenie środowiska, ale powiedzieć głośno, że ktoś zadbał o swoje zdrowie i komfort życia oznacza egoizm, głupotę i kolejne wariactwo.

Angelina Jolie i jej list

Jolie tłumacząc swoją decyzję, napisała list do redakcji „New York Times”, w którym wyjaśniła, że po pierwsze zminimalizowała prawdopodobieństwo zachorowania na nowotwór z 87 proc. do 2-3 proc. Po drugie oszczędziła swoim dzieciom przeżyć związanych z obserwowaniem długoletniej choroby – to Jolie przeżyła sama, bo jej matka walczyła z chorobą kilka lat. I chociaż lekarze zachęcają do profilaktyki, badań, zabiegów, które mogą poprawić stan zdrowia, to jeśli ktoś faktycznie myśli o swoim zdrowiu i stara się o nie zadbać, najlepiej żeby o tym nie mówił.

Angelina Jolie z mamą w 2001 r. Po prawej Jacqueline Bisse

Zdjęcie: Getty Images

Przeczytaj fragmenty listu Angeliny Jolie:

Moja matka walczyła z rakiem przez prawie dekadę i zmarła w wieku 56 lat. Trzymała się wystarczająco długo, aby spotkać pierwszego z jej wnuków i trzymać je w ramionach. Ale moje pozostałe dzieci nigdy nie będą miały okazji poznać jej i doświadczyć, jak pełna miłości i łaskawości była.
Z dziećmi często rozmawiam o „Mamusi Mamusi” i próbuję wyjaśnić im chorobę, która odciągnęła ją od nas. Pytali, czy to samo może przydarzyć się mi. Zawsze mówiłam im, żeby się nie martwili, ale prawda jest taka, że ​​noszę „wadliwy” gen BRCA1, który znacznie zwiększa ryzyko rozwoju raka piersi i raka jajnika.
(…)
Chciałam napisać to, aby powiedzieć innym kobietom, że decyzja o mastektomii nie była łatwa. Ale to jest jedna z tych decyzji, które sprawiają, że teraz jestem bardzo szczęśliwa, że ją podjęłam. Moje szanse na rozwój raka piersi spadły z 87 procent do poniżej 5 procent. Mogę powiedzieć moim dzieciom, że nie muszą się bać, że stracą mnie z powodu raka piersi.
(…)
Sam rak piersi zabija około 458 000 ludzi każdego roku, według Światowej Organizacji Zdrowia, głównie w krajach o niskich i średnich dochodach.
(…)
Postanowiłam nie trzymać mojej historii w tajemnicy, ponieważ wiele kobiet nie wie, że mogą żyć w cieniu raka. Mam nadzieję, że również one będą w stanie uzyskać test genetyczny i że jeśli będą miały wysokie ryzyko zachorowania, również będą wiedziały, że mają możliwości, które uchronią je przed chorobą niemal w 100 procentach.

 

 

Co to jest „efekt Jolie”?

Krytycy zarzucali aktorce, że promuje niezdrowe (!) podejście do tematu zdrowia, jednak badania przeczą temu twierdzeniu. W metodologii uknuto sformułowanie „efekt Jolie” –  chodzi o wpływ, jaki zabiegi przeprowadzone przez gwiazdę i informacje o nich, miały na liczbę mastektomii, liczbę badań mutacji genu BRCA czy wzrost mammografii. Okazuje się, że informacja o operacjach aktorki, jej apel do kobiet, by zapobiegały chorobie, zamiast potem – najczęściej bezskutecznie – z nią walczyć, przyniosły rezultat we wzroście liczby badań genów.

Nie zanotowano natomiast zmiany liczby zapobiegawczych mastektomii czy zmiany w liczbie mammografii. Magazyn „The BMJ” w grudniu 2016 roku opublikował wyniki badań przeprowadzonych przez Harvard Medical School, które dowodzą, że nastąpił wzrost w liczbie testów genetycznych przeprowadzanych przez kobiety. Jednoczesny brak zmian w liczbie operacji usunięcia piersi z powodu zagrożenia nowotworem może wskazywać, że wyniki badań okazywały się pozytywne dla badanych – nie stwierdzano u nich mutacji. Naukowcy z Harvard Medical School wnioskują, że choć manifest Angeliny Jolie zwiększył świadomość społeczeństwa odnośnie możliwości korzystania z pomocy medycznej, to jednak grupa, do której ten przekaz dotarł, była niewłaściwa.

 

Mogę powiedzieć moim dzieciom, że nie muszą się bać, że stracą mnie z powodu raka piersi

Angelina Jolie / aktorka

„Nasze odkrycia podkreślają uznanie gwiazd, jako silny wpływ na zachowania związane ze zdrowiem, ale pokazują również, że takie poparcie niekoniecznie jest skierowane do osób najbardziej zagrożonych rozwojem choroby „, powiedziała Sunita Desai, pracownik naukowy w Departamencie Polityki Ochrony Zdrowia w Harvard Medical School. Zagłębiając się w szczegóły wyników badania, można dostrzec, że wzrost liczby badań miał miejsce w okresie około dwóch tygodni od publikacji oświadczenia Jolie w „New York Times” i wyniósł 64%. Jak szacują naukowcy, oznacza to, że w okresie dwóch tygodni po ujawnieniu informacji o operacji Jolie, badanie wykonało 4500 kobiet w USA. Dodatkowo analiza rejestrów badań i operacji wskazała 3 proc. spadek zabiegów podwójnej profilaktycznej mastektomii. Może to oznaczać, że pacjentki zaczęły bardziej szczegółowo dopytywać o inne możliwości zapobiegania chorobie – może nie aż tak drastyczne, na jakie zdecydowała się aktorka. Zresztą sami lekarze komentujący oświadczenie gwiazdy mówili o innych możliwościach zapobiegania chorobie.

Angelina Jolie zwiększyła świadomość

Inne badania, których wyniki ogłoszono w lipcu 2017 roku, przeprowadzone we Włoszech przez badaczy z Uniwersytetu w Siennie i Univesytetu we Florencji i szpitala uniwersyteckiego we Florencji, wskazują na jeszcze wyższy procent badań. Tym razem badacze – Gianmarco Troiano, Nicola Nante i Mauro Cozzolino – zbadali liczbę testów mutacji genu BRCA w okresie miedzy 2013 a 2017 rokiem. Opierali się na danych z USA, Austrii, Australii, Kanady i Wielkiej Brytanii. Odkryli, że liczba badań genu wzrosła o 80%. Podobnie jak w przypadku badaczy z USA, nie stwierdzili natomiast wzrostu profilaktycznych mastektomii. W swoich wnioskach włoscy naukowcy posunęli się nieco dalej niż Amerykanie. Zakładają oni, że oświadczenie Jolie spowodowało zainteresowanie społeczeństwa tematem nowotworu piersi i jajnika, szukaniem informacji na temat zapobiegania zachorowaniom, a wśród gorzej wykształconych osób było przyczynkiem do rozmów o chorobach z lekarzami.

Tyle liczby. Co to jednak oznacza w praktyce? Stwierdzony przez Amerykanów wzrost badań w dwóch tygodniach po publikacji listu Jolie wprost dowodzi, że 4500 kobiet w samych Stanach dowiedziało się, czy mają mutację genu BRCA zwiększającą ryzyko zachorowania na raka. Ludzie na całym świecie dowiedzieli się o tym, że takie ryzyko w ogóle można stwierdzić, a organizacje prozdrowotne dostały impuls do zachęcania i współfinansowania tego rodzaju profilaktyki. Kwestia finansowania jest tu niezwykle istotna. W Stanach badanie genu BRCA to koszt 3000 dolarów. Dla większości obywateli USA jest to suma niebotyczna – zważywszy na to, jak wygląda system finansowania opieki zdrowotnej. Bez odpowiedniego (drogiego) ubezpieczenia ciężko jest o wizytę u lekarza i wykonanie zwykłego USG, a badanie genu BRCA staje się nieosiągalne.

 

Nagłośnienie tematu badań na pewno spowoduje ich upowszechnienie, spadek cen i większe zaangażowanie państw w dofinansowaniu tego typu profilaktyki. Chociaż będzie to proces, który będzie wymagał kolejnych szokujących dla świata informacji pochodzących od gwiazd o zabiegach, którym się poddawali, już teraz w Polsce zwiększyła się liczba miejsc, w których można wykonać testy, a ich ceny powoli spadają. Obecnie za podstawowy test ryzyka raka piersi i jajnika w Polsce zapłacimy ok. 200 złotych, za test rozszerzony około dwóch razy więcej. To niewygórowany koszt w kontekście spokoju ducha praktycznie do końca życia.

Angelina Jolie rzuciła zaledwie śnieżkę, która potrzebuje jeszcze dużo czasu, by zamienić się w lawinę zmian. Zmian, które –być może – doprowadzą do upowszechnienia się badań genetycznych pod kątem przewidywania poważnych chorób. Póki co, wzrosła świadomość kobiet na temat tego, jak mogą zadbać o swoje zdrowie poprzez zapobieganie chorobom już nie tylko poprzez ogólnikowe zasady dotyczące aktywności fizycznej i diety (które są bardzo ważne!) ale także poprzez zabiegi, które ochronią je przed chorobą niemal w 100 procentach.

 

Zobacz także

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Zainteresują cię również:

stół świąteczny

Racjonalne podejście do jedzenia podczas świąt. Dietetyk radzi, jak znaleźć złoty środek

Michał Grabiec: radość osoby transseksualnej, która słyszy wyrok pozytywny, pozwalający jej na zmianę płci, jest szczególna

14 skutecznych sposobów na stres

Męźczyzna przy porodzie

Co czuje ojciec w trakcie porodu? Zobacz galerię pełną emocji

Białe rzeźby przedstawiające troje młodych lduzi siedzących na ławce i patrzących w telefony. Telefony oświetlają ich twarze.

Jak bardzo jesteśmy uzależnieni od smartfonów? Zobacz wymowną rzeźbę

rodzina przy świątecznym stole robią sobie zdjęcie

„Czy my się znamy?” Świąteczna reklama Ikea pokazała smutną prawdę o relacjach

Kilka faktów o (nie)przytulaniu

„Chcę dobrze myśleć o seksie”

Kobieta siedzi na kanapie i trzyma kieliszek wina

Alkoholizm u kobiet. Psycholog: nagromadzenie potrzeb często prowadzi do zmęczenia, wówczas „pomocny” okazuje się alkohol

Kasia, ratowniczka medyczna: człowiek ma potrzebę, żeby znowu pod tę granicę życia i śmierci podjechać

Kłócisz się z partnerem? Postarajcie się o konstruktywną awanturę

Dziewczyna w żółtym swetrze przed komputerem

– Do pasji w pracy trzeba podchodzić ostrożnie. Psycholog Sylwia Michalczyk o pracoholiźmie