Przejdź do treści

Akcja: instalacja

Akcja: instalacja
Iza Rutkowska z sumem, którego zaprojektowała na Wędkowanie, zdjęcie: Jacek Kołodziejski
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
Meghan Markle jest w ciąży. Poinformował Pałac Kensington
Marta Frej dla Hello Zdrowie!
smutna kobieta
Czy kobiecy gniew może być zdrowy?
trójka niemowlaków na łóżku
Mama trojaczek zawiedziona swoim poporodowym brzuchem
Marihuana
Medyczna marihuana zalegalizowana w Wielkiej Brytanii

Od pierwszego pomysłu na „Grzybobranie” do jego realizacji minęły trzy lata. Wróciłam do domu, walnęłam się jak trup na łóżku, zamknęłam oczy i w końcu doszło do mnie, że, o rety, udało się, jest już po. To była totalna radocha, bo kiedy jakiś pomysł wejdzie mi do głowy, prześladuje mnie, dopóki go nie zrealizuję.

Z czego Iza tak bardzo się cieszyła? Z tekturowych muchomorów i smardzów, które w powsińskim lesie zbierali „grzybiarze”. Z wielkich kropel rosy wykonanych z pleksi, zwisających z drzew, z wełnianej chmury, sztucznej psiej kupy wielkości mrowiska, którą obsiadły gigantyczne muchy, z plastikowej pajęczyny i innych leśnych obiektów wykonanych na prośbę Izy przez młodych projektantów. Akcja „Grzybobranie” przypominała grę miejską albo podchody, w których uczestnicy z mapką w rękach tropili w lesie wszystkie te zabawne instalacje.

„Kupa z muchami” Kacpra Grochowskiego, zdjęcie: Natalia Jakubowska

Iza Rutkowska, prezeska Fundacji Form i Kształtów, zajmuje się wymyślaniem i realizacją surrealistycznych projektów dla przestrzeni publicznej. Jeśli napotkacie w parku rybią ikrę wielkości plażowej piłki, pomnik robaka przynęty na złotym cokole albo fotele z rybackich sieci, możecie być pewni, że to kolejny jej zwariowany pomysł. Taki jak „Wędkowanie” na warszawskim Moczydle.

Wędkowanie: „Ikra” Matyldy Sałajewskiej, foto Jacek Kołodziejski

Akcje Form i Kształtów są inspirowane naturą i ekologią. Wszystkie mają w sobie element zabawy. Nie infantylnej, raczej abstrakcyjnej, która wymaga od uczestników wyobraźni, poczucia humoru, a czasem i dystansu do siebie. Skąd te wszystkie pomysły i po co, opowiada Iza.

Może grzybka?

Akcja: instalacja

Plakat Grzybobrania, projekt: Robert Czajka

Kiedyś trafiłam do wioski grzybowej w Borach Tucholskich. Szło się całą grupą po lesie, a potem każdy wykładał swoje zbiory na stół i przewodnik omawiał po kolei, które grzyby są jadalne, a które trujące. Niektóre były naprawdę dziwne – np. niebieskie. Przyglądając się tym grzybom, pomyślałam, jak by wyglądały grzyby zaprojektowane przez mojego kolegę Roberta Czajkę. Chciałam oddać tamten klimat, tylko przetworzony przez projektantów. I tak powstało „Grzybobranie” (4 listopada odbędzie się Grzybobranie w Pradze czeskiej, w parku Stromovka).

Większość projektów naszej Fundacji Form i Kształtów nawiązuje do natury czy rekreacji. Robimy je w przestrzeni publicznej, zapraszając do współpracy młodych projektantów. Nigdy im nie narzucam, co mają zrobić, tylko wymieniamy się skojarzeniami. Mam dziką satysfakcję, kiedy ktoś zaproponuje dokładnie to, co sobie wyobrażałam, ale zdarza się, że artyści mają zupełnie inne wyobrażenia.

Grzybobranie: „Chmura” Niny Braun, zdjęcie: Natalia Jakubowska

Grzybobranie: kolejka po „Mały atlas grzybów”, zdjęcie: Pedro Strelkow

Zabawa w gary

Akcja: instalacja

Grzybobranie: „Zwierzęta dzikie” Tomasza Dubiela, zdjęcie: Natalia Jakubowska

Nie znam się ani na grzybach, ani na rybach. Zawsze wolałam chodzić po lesie z aparatem fotograficznym i robić zdjęcia nietypowym znaleziskom. Na przykład parze butów pięknie porośniętych mchem. A kiedy tata zabierał mnie na ryby, zamiast łowić, czytałam w łódce książki.

Miałam superszczęśliwe dzieciństwo. Wychowywałam się w małej wiosce, w której wszyscy się znali. Warszawa to był szok – te tramwaje, tempo, ruch. Myślałam, żeby wrócić, ale doszłam w końcu do wniosku, że lubię, kiedy się dzieje. I zostałam. Mam jednak organiczną potrzebę znajdowania sobie tu miejsc przypominających moje lokalne klimaty, taką namiastkę wsi. Na przykład park Moczydło, gdzie zrobiliśmy „Wędkowanie”. Tam czuję się trochę, jakbym była na Mazurach albo u mnie w Kałdusie, gdzie pół kilometra od domu jest Jezioro Starogrodzkie. Latem chodziło się tam na dziką plażę. Do lasu miałam ze 200 metrów.

Grzybobranie: „Mech i rosa” Marty Niemywskiej, Dawida Grynasza, zdjęcie: Natalia Jakubowska

Lalek w ogóle nie pamiętam. Na pewno miałam jakieś Barbie, ale wolałam rowerek na czterech kółkach. Z bratem bawiliśmy się w gary, czyli robienie zupy z piasku i budowanie różnych konstrukcji, na przykład zamku ze starej firany. Do podstawówki chodziłam cztery kilometry na piechotę i po drodze bawiłam się w wymyślanie imion dla drzew. To jest fajne w dzieciństwie na wsi – siadasz sobie na piasku i wymyślasz tysiące zabaw z niczego. Rozwija się wyobraźnia. Często bawiliśmy się po prostu w wymyślanie, jak coś można by zrobić. Nie chodziło o to, żeby to potem robić, tylko o to, żeby coś – jak nazwałabym to dzisiaj – zaprojektować. To mi zostało.

Grzybobranie: „Muchomory i huby” Ani Iwaniuk, zdjęcie: Natalia Jakubowska

Hej, wyluzuj

Akcja: instalacja

Festiwal Need for Street, zdjęcie: Fundacja Form i Kształtów

A najwięcej dało mi chyba to, że nauczyłam się skrajnego optymizmu. Kiedy wymyślaliśmy te wszystkie dziwne rzeczy, optymizm naszego działania przelewał się na innych. Dlatego dzisiaj, gdy ktoś mi mówi, że czegoś się nie da, bo to, bo siamto, myślę w duchu: „No i co z tego?”. Nie dociera do mnie negatywne nastawienie. Największa rzecz, jaka mi się udała, to przekonać do niemożliwego urzędników w Łowiczu. Robiliśmy tam nasz „Teren budowy”. Projekt polega na działaniach w przestrzeni publicznej wspólnie z mieszkańcami i zawsze kończy się zainstalowaniem jakiegoś obiektu, który zostaje na stałe. Umówiłam się z miastem, że podczas warsztatów przytniemy donicowe tuje w kształt liter, z których ułożymy napisy, a służby miejskie wkopią je w wytypowanych miejscach.

Projekt „Teren budowy” w Łowiczu, zdjęcie: Fundacja Form i Kształtów

Pracowaliśmy z młodzieżą, która wymyśliła, że przed szpitalem stanie „zdrówko”, jako pozytywny przekaz dla chorych, przed sądem – „wyluzuj”, bo z sądu każdy wychodzi zestresowany, a przy wjeździe do miasta, w pobliżu dworca – „hej”, jako sympatyczne powitanie. Przycięliśmy tuje, ustawiliśmy napisy, ale służby miejskie ich nie wkopały. Zadzwoniłam do burmistrza z pytaniem, co się stało, a on mi mówi: „No tak, bo takie dziwne te napisy państwo wymyślili. Radni mówią że »zdrówko« kojarzy się z pijaństwem i że pod szpitalem to będzie bardzo źle odebrane”.

Projekt „Teren budowy” w Łowiczu, zdjęcie: Fundacja Form i Kształtów

„Dobra – mówię – to wkopmy »wyluzuj«”. Burmistrz na to, że nie wypada, bo to skwer Solidarności. Pytam o „hej” i słyszę: „Tam niedaleko stoi pomnik kombatantów i już do mnie dzwonili, że co to za »hej« i dlaczego nikt z nimi tego nie uzgodnił”. Załamka. Zastanawiałam się, co robić. W końcu powiedziałam, że OK., pod warunkiem że on sam to wszystko wytłumaczy młodzieży. Burmistrz był nauczycielem i rozumiał, że najgorsze w tej sytuacji to tę młodzież olać. I wkopali. Wszystko oprócz „zdrówka”, które rośnie sobie ukryte gdzieś w parku.

Co ja z tego mam?

Akcja: instalacja

Plakat „Wędkowania”, projekt: Robert Czajka

Jak się udało z tymi napisami, uwierzyłam, że wszystko jest możliwe. „Teren budowy” to projekt najważniejszy pod względem społecznym, ale mi bliższe jest „Grzybobranie” i „Wędkowanie”. Bo jest dużo abstrakcyjnej zabawy. Mogę sobie zrobić tekturowy pień drzewa z piłą ręczną albo szkodliwego suma. Ma skajowe wąsy, płetwy i ogon, skórę z lycry, a w środku małe rybki, jak wyciągniesz złotą, spełni twoje marzenie.

Projekty w przestrzeni publicznej są ważne, dlatego że trafiają też do przypadkowych osób, a nie tylko do tych, którzy śledzą nasze działania lub przyszli, bo przeczytali zapowiedź w gazecie. Kiedy idę ulicą z moim sumem pod pachą, widzę reakcje ludzi. Jedni od razu się uśmiechają, inni udają, że niby nie widzą, ale gdy ja się do nich uśmiechnę, to już wiedzą, że oni też mogą. Uwielbiam to, kiedy ludzie się wkręcają. Na początku „Grzybobrania” przyszło czterech facetów, którzy wbiegli do lasu i zgarnęli wszystkie grzyby, które rozłożyliśmy. Przeraziłam się, że za pół godziny nic już nie zostanie, zniszczą i rozkradną nam wszystkie instalacje. Chciałam im zwrócić uwagę, ale zobaczyłam, że oni cieszą się z tych grzybów jak dzieci. Pomyślałam, że skoro przyszli pierwsi, mają prawo zbierać. Przecież tak samo jest na prawdziwym grzybobraniu: nikt nie daje gwarancji, że znajdzie się grzyby. Kto pierwszy, ten lepszy.

Wędkowanie ze „Szkodliwym sumem” Izy Rutkowskiej, zdjęcie: Michał Dąbrowski

Iza Rutkowska – miłośniczka i popularyzatorka craft designu, dziedziny będącej połączeniem rękodzieła z profesjonalnym wzornictwem. Obiekty craft designu są robione ręcznie z prostych materiałów, najczęściej naturalnych lub po recyklingu. Prowadzi Fundację Form i Kształtów, z którą zrealizowała m.in.: „Plac Zabawiciela”, „Grzybobranie”, „EUgeniusz”, „Wędkowanie” w Warszawie oraz w Chełmnie i Łowiczu „Teren budowy” – projekt przeznaczony dla miast do 20 tysięcy mieszkańców. Współpracuje z młodymi projektantami. Nominowana do Wdechy 2011 w kategorii Człowiek Roku za niezwykłą wyobraźnię i dodawanie Warszawie kolorów.

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy

Zainteresują cię również:

Dizajn dla zmysłów

Sól z Islandii

Sól z Islandii

Zielone smoothie

Zielone smoothie

Dizajn na jesień

Dizajn na jesień

Marmolada dla oczu

Marmolada dla oczu

Dizajnerska iluzja

Dizajnerska iluzja

Ostatni piknik lata

Ostatni piknik lata

Must Have eko dizajnu

Must Have eko dizajnu

Rzecz dla miejskiego ogrodnika

Rzecz dla miejskiego ogrodnika

Meblowy azyl

Meblowy azyl

Panda i papier

Panda i papier

Własna piekarnia

Własna piekarnia