Przejdź do treści

„Binge watching” – ćwicz w serialowym cugu!

„Binge watching” – ćwicz w serialowym cugu!
House of Cards - serial pułapka
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
Chora kobieta stoi z kubkiem w ręku i chusta na głowie i patrzy przez okno
Przełom w leczeniu chorób nowotworowych. „Ostatnia nadzieja dla pacjentów bez nadziei”
Kobieta w ciąży trzyma w ręku zdjęcie z badania USG
Rezygnacja z Banku Tkanek Germinalnych. Czy jest szansa dla kobiet chorych na raka?
kobieta używająca mikroskopu
Leki na cukrzycę i nadciśnienie sposobem na raka?
wegański stek wydrukowany w drukarce 3D
Wegański stek z drukarki 3D
Białe rzeźby przedstawiające troje młodych lduzi siedzących na ławce i patrzących w telefony. Telefony oświetlają ich twarze.
Jak bardzo jesteśmy uzależnieni od smartfonów? Zobacz wymowną rzeźbę

Do niedawna „binge” było przede wszystkim „drinking”. Ale od niedawna także „watching” jest „binge”. Zamiast pić na umór – na umór się ogląda… seriale. Jeśli wy też wpadacie w serialowe cugi, przynajmniej przy okazji w tym czasie także ćwiczcie!

Uzależnienie od telewizji to nic nowego. Kiedyś było to jednak uzależnienie cholernie nudne. Patrzeć trzeba było na to, co nam serwowali. Filmy wybierał ktoś. Wiadomości podawał ktoś. A na kolejny odcinek ulubionego serialu czekało się tydzień, gdy był to serial normalny, albo dzień, jeżeli taki, który z mózgu robił papkę. Ale już nie trzeba. Zmienili to fani „Z Archiwum X”, którzy jako pierwsi zaczęli z pomocą usenetu wymieniać się kasetami wideo i oglądać je ciągiem. Tak stworzyli „binge watching”, którego nazwa pochodzi od weekendowego picia, a różnica jest mniej więcej taka, że zamiast filmu, który urywa się w piątek, a wraca w niedzielę, w piątek zaczynamy patrzeć na serial, a w niedzielę kończymy to robić.

Endorfinowa pułapka

Rzecz stała się już tak modna, że w ubiegłym roku „binge watching” typowano do tytułu zwrotu roku oksfordzkich słowników. Wprawdzie przegrało z „selfie”, ale już sama nominacja przynosi chwałę. Sposób oglądania zmienił się za sprawą technologii: VOD, streamingi, DVD itd. powodują, że zamiast czekać tydzień, możemy oglądać seriale seriami. Zwykle chcemy, bo włączając telewizor, dostajemy zastrzyk endorfin, a kiedy odcinek się kończy, to endorfin ubywa. Żeby tego uniknąć, trzeba włączyć kolejny.

Wiedzą o tym doskonale telewizyjni producenci. Dlatego postępują tak jak ci, którzy eksperymentują ze spożywką, dokładając do niej różne ulepszacze i inne świństwa tylko po to, by nasz mózg chciał więcej i więcej ich produktu. Tam posługują się chemią i cukrem, a tu fabułą oraz metodą dostępu. Mistrzem w tym jest Netflix, który wypuszcza całe sezony w jeden dzień – w piątek oczywiście, co umożliwia obejrzenie wszystkich kolejnych jednym ciągiem. Do czego zresztą na ogół gorąco zachęca.

Drugi sezon „House of Cards” wyszedł na przykład w walentynki i muszę wam powiedzieć, że jest doskonały… 

Oglądaj i spalaj kalorie

„Binge watching” – ćwicz w serialowym cugu!

W czasie całej seriii „Breaking Bad” można spalić nawet 38 668 kalorii

No właśnie. Tutaj planowałem spowiedź i wyznanie win, bo „House of Cards” to trzeci serial, który obejrzałem w tym roku za jednym zamachem, a nerwica braku – kiedy kończy się jeden, a nie ma kolejnego ‒ doprowadziła już nawet do tego, że sięgnąłem po „Star Treka”. Ale spowiadać się nie będę, bo nie jestem jedyny. Badania pokazują, że „binge” uprawia ponad 60 proc. widzów w USA. A jakby tego było mało, to 76 proc. z nich uważa ślepienie w telewizor za rzecz miłą i pożyteczną. Jeżeli inni mogą, to ja też. Zwłaszcza że od czasu do czasu trzeba zawalczyć z chandrą. No, chyba że jednak mogę, ale nie powinienem, bo w końcu trzy dni zmarnowane przed telewizorem nie robią najlepiej. Brak ruchu, leżenie godzinami i społeczna alienacja… Zwyczajny dramat.

Tyle tylko, że tak być może, ale podobno nie musi. Z modą na „binge” idzie bowiem coś jeszcze. Przed telewizorem nie trzeba leżeć ‒ można ćwiczyć. Chodzi w tym dokładnie o to, że od teraz, kiedy odpalamy nowy serial – może „Masters of Sex”, z którego oprócz oglądania można się też tego i owego dowiedzieć ‒ to zamiast na kanapę, wskakujemy na wioślarza, bieżnię, rowerek lub bierzemy się za ćwiczenia na pośladki i – no dobra, tutaj to już nie każdy ‒ na biust.

Liczbę spalanych kalorii możemy mierzyć serialami. Marketerzy Netflixa, którzy wiedzą, że ryzykownie jest sprzedawać produkt niezdrowy, postanowili bowiem udowodnić, że „binge” jest zdrowy, i zaopatrzyli nas w odpowiednie narzędzie. Zatem tak: jeden sezon „House of Cards” spędzony na rowerku to 3500 kalorii, na bieżni już 4561, a na orbiterze już 10 047! Cały „Breaking Bad” obejrzany na rowerku pozwala spalić odpowiednio 13 438, 17 553 i 38 668 kalorii. To byłoby trudne, ale nie łamcie się. Pomoże nawet jeden odcinek. „The Walking Dead” to od 223 kalorii na rowerku do 669 na orbiterze. Pięknie? Pięknie. Tylko nie mogę przestać się zastanawiać, ile bym ich spalił, gdybym obejrzał na orbiterze cały „Klan”. Jak myślicie?

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy

Zainteresują cię również:

Alkohol wytrąca bakterie z równowagi

Aktywność mózgu wzrasta, gdy odpoczywasz

Depresja facebookowa

Depresja facebookowa

Poradniki dla rodziców unieszczęśliwiają

7 produktów, za które pokochają cię mięśnie

7 produktów, za które pokochają cię mięśnie

5 powodów, dla których warto być pesymistą

Dlaczego diety nie działają? – 5 psychologicznych powodów

Pięć pytań o sen

Siedem sygnałów demencji, których nie wolno zignorować

Nie da się wygrać z cyklem dobowym nastolatka

2 minuty do szczęścia

Małe księżniczki i mali naukowcy