Przejdź do treści

Czy krem może zastąpić botoks?

Ilustracja: shutterstock
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
Amy Schumer w czerwonej sukience pozuje na ściance
Amy Schumer w szpitalu. Aktorka cierpi na ciążowe dolegliwości
kobieta, mężczyzna, czwórka dzieci
„Matczyna emerytura” później niż zakładano
Kobieta w aptece rozmawia z farmaceutą
Szczepienia w aptekach? Co na to krajowy konsultant?
Kobieta trzyma w ręku e-papierosa
E-papierosy mają szkodliwy wpływ na układ oddechowy
Anja Rubik na spotkaniu z mediami
Anja Rubik popiera akcję #ThisIsNotConsent

Z jednej strony trudno się spodziewać, że krem zadziała równie szybko i spektakularnie jak zabieg medycyny estetycznej, z drugiej – powinniśmy oddać sprawiedliwość współczesnym kosmetykom. W laboratoriach powstają dziś składniki, które potrafią po części naśladować działanie zabiegów estetycznych.

Ceny najbardziej lubianych przez Polki zabiegów z zakresu medycyny estetycznej – botoksu, lasera, wypełniania zmarszczek kwasem hialuronowym – spadły na tyle, że raz na kilka miesięcy mogą się stać uzupełnieniem codziennej pielęgnacji dla coraz większej grupy kobiet. To powód, dla którego kosmetyki drogeryjne i apteczne musiały w swoich funkcjach (i obietnicach) pójść dwa kroki naprzód. Obiecywane nawilżenie, odżywienie, złagodzenie podrażnień czy nawet ujędrnienie nie mogą przecież bezpośrednio konkurować z efektem gwarantowanym przez botoks czy ostrzykiwanie kwasem hialuronowym. Dlatego w ramach istniejących marek kosmetyków do codziennej pielęgnacji powstały produkty o formułach wykorzystujących składniki czy technologie, które do tej pory były zastrzeżone dla produktów i zabiegów gabinetowych. Na rynku pojawiły się preparaty o działaniu przypominającym działanie botoksu, lasera czy gwarantujące efekt liftingu. I choć nikt nie mówi nam wprost, że krem może zastąpić zabieg (obowiązuje raczej określenie botox like), to informacje na etykietach celowo są tożsame z nazwami zabiegów o potwierdzonej wysokiej skuteczności. Co – oczywiście – działa na naszą wyobraźnię.

Botoks w słoiczku?

Mimo że kremy nigdy nie osiągną skuteczności zabiegów gabinetowych, absolutnie nie świadczy to o ich słabości. Żaden zabieg medycyny estetycznej nie zastąpi bowiem systematycznej, codziennej pielęgnacji, nie będzie też w stanie przeciwdziałać starzeniu się skóry, za które w większości odpowiada promieniowanie słoneczne i działanie czynników zewnętrznych (np. zanieczyszczenia środowiska).

Co więc znajduje się w kremach, które swoją nazwą nawiązują do działania botoksu czy lasera? Przypomnijmy: do gabinetowego zabiegu wygładzającego mimiczne zmarszczki używa się toksyny botulinowej (botoksu). Jest ona silną trucizną, ale wstrzyknięta w odpowiedniej dawce, w odpowiednie miejsca paraliżuje mięśnie (np. czoła czy wokół oczu), rozprostowując tym samym skórę. Dzieje się tak, bo botulina blokuje sygnały między mięśniami a neuronami odpowiedzialnymi za poruszanie się tych mięśni. W efekcie zmarszczki, nawet te głębokie, zostają wygładzone i znikają (na jakiś czas – zwykle jeden zabieg wystarcza na mniej więcej sześć miesięcy). Póki działa – nie będziemy w stanie mocno zmarszczyć na przykład brwi ani czoła. Oczywiście kremy, które można kupić w drogerii, nie mogą zawierać żadnych tak silnych i w swojej naturze groźnych substancji (a taką byłaby nieumiejętnie stosowana botulina). Ponieważ jednak podobne działanie mają niektóre peptydy, więc kosmetyki z ich zawartością nazwano kremami botoks like. Choć jest to określenie na wyrost, peptydy w istocie wygładzają skórę, przywracając jej blask. Pośród wielu z nich odkryto tzw. neuropeptydy, czyli peptydy rozkurczające, których działanie polega na blokadzie uwalniania neurotransmiterów odpowiedzialnych za przepływ informacji o skurczu mięśni. W ten sposób, minimalnie rozluźniając mięśnie, delikatnie „prasują” mimiczne zmarszczki. Oczywiście, działają powierzchniowo, więc o spektakularnym efekcie odmłodzenia nie może być mowy.

Ilustracja: shutterstock

Laser w kremie?

Światło laserowe emitowane przez urządzenie w gabinecie medycyny estetycznej tworzy na skórze mikroskopijne uszkodzenia, które później – w okresie rekonwalescencji – stymulują ją do odnowy. To dlatego lasery wykorzystywane są w medycynie estetycznej do odmładzania skóry, likwidowania niedoskonałości w postaci przebarwień, blizn i rozszerzonych naczynek. Czy takie działanie da się wtłoczyć w słoiczek kremu? W sensie dosłownym – na pewno nie, bo krem nie jest w stanie przenosić fali światła. W sensie uzyskanych efektów – częściowo, bowiem z rozszerzonymi naczynkami i utrwalonymi przebarwieniami preparaty kosmetyczne nie radzą sobie najlepiej (na pewno nie mają mocy szybkiego ich uniewidocznienia). Ale już jeśli chodzi o efekt fotoodmłodzenia, to kremy mogą go naśladować. Na przykład poprzez umieszczenie składników lub całych ich kompleksów, których zadaniem będzie nawilżenie naskórka oraz dotarcie w głąb skóry i reaktywowanie procesów regeneracyjnych stymulujących ją do odnowy. Dlatego też efekt „laserowy” deklarowany na etykietach produktów imitujących działanie lasera to najczęściej wynik dobrego nawilżenia cery, które skutkuje wypchnięciem zmarszczek i wygładzeniem powierzchni naskórka.

Serum jako hialuronowe wypełnienie?

Polki uwielbiają zabiegi z użyciem kwasu hialuronowego, bo są szybkie (z tego powodu nazywane są czasami zabiegami lunchowymi), skuteczne (efekt widoczny jest natychmiast), i w miarę trwałe (wypełnienia utrzymują się przez sześć-dziewięć miesięcy). Kwas hialuronowy pokochała jednak nie tylko medycyna estetyczna, ale również kosmetologia. Powodem są jego właściwości higroskopijne, bo substancja ta umie skupiać wilgoć jak gąbka, przez co poprawia nawilżenie i nawodnienie skóry. Kosmetyk z kwasem hialuronowym dobrze nawilża, chroni przed wysuszeniem, wygładza naskórek i wspiera właściwości ochronne skóry. Ponadto reguluje przepływ substancji między komórkami i ma zdolności antyoksydacyjne. Nic więc dziwnego, że od lat zajmuje czołową pozycję na liście najpopularniejszych składników w kremach, serum, balsamach, maskach. Kiedyś efektywne dostarczanie kwasu hialuronowego do naskórka utrudniała wielkość jego cząsteczki, z natury duża. Dziś tnie się ją na mniejsze fragmenty, zamyka w mikrokapsułkach i transportuje głębiej. Do tego w jednym kosmetyku możemy znaleźć oba typy cząsteczek – i małe, i duże. Każda pełni inne funkcje – kwas niskocząsteczkowy wnika w warstwę rogową naskórka, wielkocząsteczkowy – tworzy na skórze kompres, który utrudnia parowanie wody. Czy to działa? Na pewno, ale nie warto się oszukiwać, że kosmetyk z kwasem przyniesie nam taki efekt jak zabieg medyczny z jego zastosowaniem. Igła sięga jednak głębiej.

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy

Zainteresują cię również:

Jak się odchudzać, mając 30, 40, 50 i więcej lat?

„Przychodzi baba do lekarza”, czyli cztery specyficzne typy pacjentek

Jak nie dać się grypie?

Jak odchudzają się kobiety, a jak mężczyźni?

Czy to coś poważnego?

Dopalacze – dlaczego są groźne?

Czy to już choroba?

Kłopotliwe zaburzenia snu

A ty, ile masz problemów na karku?

Letni problem z gardłem

Zaskakujące choroby, które mogą ci się przytrafić na urlopie

Udar cieplny – nie daj się upałom!