Przejdź do treści

Poznaj dietetyczne pułapki

Dietetyczne pułapki
Zdjęcie: shutterstock
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
Meghan Markle i książe Harry
Meghan Markle podróżuje samolotem. Nasz ekspert odpowiada, czy latanie jest bezpieczne dla ciąży?
Główny Inspektor Sanitarny: teorie przeciwników szczepień to szarlataneria
Anja Rubik przekazuje 1000 książek „#SEXEDPL” do polskich szkół
Ewa Chodakowska
Ewa Chodakowska zachęca do badań piersi
Lizi Jackson-Barrett
Łysa Lizi Jackson-Barrett: Rok temu płakałam. Teraz czuję się świetnie

Katujesz się dietą i nic. Nie ubywa ci ani grama. Nie wiesz, dlaczego nie pomagają diety i to, że sałatka zastąpiła hamburgera. A może problemem jest właśnie to, że sałatka zastąpiła hamburgera? Istnieje przynajmniej kilka mechanizmów, które mogą powodować, że dieta zamiast odchudzić, doda nam centymetrów w pasie. I to nawet wtedy, kiedy jest to dieta całkiem sensowna.

Dietetyczne halo

Sałatka jest lepsza niż hamburger – to jasne. Ale jej jedzenie może spowodować efekt aureoli. Na czym to polega? Czasem gdy oceniamy ludzi, jedna widoczna cecha tworzy „aureolę” i determinuje odbiór osoby. Na przykład – jeżeli ktoś jest ładny, to automatycznie uznajemy, że jest także miły. A gdy nosi okulary, zakładamy, że jest inteligentny. Choć jedno z drugim nie musi mieć przecież nic wspólnego. Niedawno okazało się, że podobnie działa na nas jedzenie. Zjawisko zostało nazwane „dietetycznym halo” i polega na tym, że „aureola” pojawia się, kiedy mamy zjeść coś, co zalicza się do kategorii, którą uważamy za zdrową. Wtedy znacznie niżej oceniamy kaloryczność dań. Tak jest na przykład z sałatkami, których notorycznie nie doceniamy pod względem zawartości kalorii. Nawet kiedy wiemy, że pełno w nich majonezu.

Podobnie jest z fast foodami. Gdy uważamy któryś za „zdrowszy” niż inne, to… pozwalamy sobie na więcej. Ciekawie pokazał to Pierre Chandon – jeden z naukowców zajmujących się dietetycznym halo – który wykorzystał odmienny wizerunek restauracji Subway i McDonald’s. Badacz postanowił sprawdzić, jak klienci oceniają kaloryczność „zdrowych” kanapek z tej pierwszej sieci i „niezdrowych” z tej drugiej. Okazało się, że o ile jedząc u Ronalda McDonalda, potrafili mniej więcej określić, jak wiele pochłonęli kalorii, o tyle w tym drugim wypadku mylili się o… 50 proc.! Danie dostarczające 1000 kalorii oceniali na zaledwie 500. I w związku z tym dobierali dodatki: frytki, większe napoje, desery i bardzo kaloryczne sałatki. Na tym właśnie polega pułapka: kiedy jesteśmy przekonani, że jemy coś, co mieści się w kategorii „dietetyczne”, umiar przestaje istnieć.

Bez (dodatku) cukru

Dietetyczne pułapki

Zdjęcie: shutterstock

Działa zresztą nie tylko kategoria. Równie mocno wpływa na nas etykietka, co pokazała Jenny Wan-chen Lee z Cornell University. Młoda ekonomistka przygotowała sprytny eksperyment, w którym ludziom odwiedzającym centrum handlowe serwowała te same przekąski – na przykład chipsy lub jogurty – w dwóch różnych opakowaniach.

Różniło je to, że na jednym widniał napis „organic”, a na drugim nie. Efekt? Próbujący zgodnie uznawali, że smakołyki opatrzone informacją o tym, że są zdrowe, są… zdrowsze. Twierdzili też, że są smaczniejsze, mniej kaloryczne i posiadające więcej wartości odżywczych – a pytano na przykład o błonnik i tłuszcz. Chętniej zgadzali się też, by za „organic” zapłacić zdecydowanie więcej. Choć w rzeczywistości – przypomnijmy! – „zdrowe” i „zwyczajne” było dokładnie identyczne.

Okazuje się też, że kiedy sięgamy po „zdrowy organic bez (dodatku) cukru”, jesteśmy mniej syci i szybciej stajemy się głodni, niż kiedy zjemy to samo, ale opatrzone „standardową” etykietą.

Ostatni raz

Dietetyczne pułapki

Zdjęcie: shutterstock

Są jeszcze efekty „ostatniej kolacji” i „do diabła z tym”. Z pewnością znają je wszyscy, którzy dietę prowadzili lub planowali. Pierwszy polega na tym, że kiedy już zaplanujemy dietę „od jutra”, to uświadamiamy sobie, że „dziś” mamy wolne. I że właśnie dziś jest być może ostatnia szansa, by się najeść i zmagazynować małe co nieco na później. W związku z tym jemy, ile się da. A kiedy przesadzimy, to dochodzimy do wniosku, że teraz dieta już i tak nie ma sensu.

Podobny wniosek jest zresztą podstawą działania „efektu do diabła z tym”. Polega on na tym, że kiedy już zaczniemy dietę, postawimy sobie ograniczenia i im nie sprostamy, to uznajemy, że wszystko jest i tak stracone. Zatem nie warto się dalej katować, bo i po co, skoro i tak już nie schudniemy.

Czy to znaczy, że dieta tuczy? W żadnym wypadku. Tyle że trzeba ją planować świadomie i świadomie kontrolować. Inaczej nic z tego.

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy

Zainteresują cię również:

dzieci siegające poo cukier

Agresywne dziecko? Winowajcą może być cukier

Depresja facebookowa

Depresja facebookowa

Poradniki dla rodziców unieszczęśliwiają

5 powodów, dla których warto być pesymistą

Dlaczego diety nie działają? – 5 psychologicznych powodów

Pięć pytań o sen

Nie da się wygrać z cyklem dobowym nastolatka

2 minuty do szczęścia

Małe księżniczki i mali naukowcy

Wpływ różnicy wieku na związek

Nie rób dziś tego, co możesz zrobić jutro

Dlaczego warto iść na masaż?

Dlaczego warto iść na masaż?