Przejdź do treści

Działkowcy są wśród nas

Zdjęcie: shutterstock
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
Kampania Fundacji Arena i Świat
Wspaniałe bohaterki w kampanii „Badaj się i żyj pełną piersią. Nie daj się rakowi”
Agnieszka Hyży o macierzyństwie: wszystkie jedziemy na tym samym wózku!
Michał Lipa o dodatkowych kilogramach w ciąży. Ile może przytyć ciężarna?
Fryzjerka znalazła dziwną plamkę na jej głowie. Okazało się, że po 13 latach ma nawrót raka
szczepionka
Grypa – dlaczego się szczepimy?

Kawałek własnego ogródka w środku miasta to marzenie niejednego zapracowanego biznesmena. Co sprawia, że osoby, które nie mają wykształcenia ogrodniczego, z własnej woli i z dużą chęcią sięgają po grabki, łopatki oraz motyki i jadą pracować na działce? Posłuchajcie o „działkingu”.

– To, co bliskie naturze, jest modne i pociągające. W każdy weekend, nie tylko latem, w większych miastach odbywają się ekopikniki, osiedla mieszkaniowe organizują dni otwarte w swoich zielonych miniparkach, a na skrzyżowaniach ruchliwych ulic celebrowane jest sadzenie drzew i innych roślin – zauważa psycholog Sylwia Michalczyk. – Jednocześnie budzi się w nas poczucie, że ta zieleń dostępna dla wszystkich tak naprawdę nie należy do nikogo konkretnego. Oczywiście fajnie, że mogę dbać o roślinę, która w wielkiej donicy stoi przed Pałacem Kultury i którą mijam codziennie w drodze do pracy. Ale wiele osób myśli: to trochę za mało. Chcę czegoś więcej. Chcę się zaangażować w to na poważnie – dodaje. I tu zaczyna się przestrzeń dla aktywności działkowców. 

„Nie znam działkowca z zawodu” 

Hamak, agrest, truskawki, potem ocet zrobiony własnoręcznie z tych truskawek – takie są korzyści z tego, co popularnie nazywa się „działkowaniem”. – Widzę, że swoje działki mają głównie moi znajomi, którzy pochodzą z mniejszych miejscowości, a do Warszawy przyjechali kilka lub kilkanaście lat temu, najczęściej na studia – mówi Joanna, deklarująca się jako aktywny działkowiec z dwuletnim stażem. – W niektórych osobach budzi się tęsknota za ziemią. Człowiek chce się odstresować, coś pouprawiać – dodaje. – Jednocześnie działkowcy często nie wyobrażają sobie siebie poza miastem. Oni lubią życie w wielkim mieście, to nie jest tak, że przeszkadzają im biurowce, tramwaje, ruch samochodowy. Oni nie marzą o życiu w leśniczówce z dala od cywilizacji, chcą korzystać z miejskich imprez w klubach, szybkiego internetu i galerii handlowych, tylko potrzebują odskoczni. Czegoś tylko dla siebie – mówi psycholog Sylwia Michalczyk. – Wielu z nich jeszcze kilkanaście miesięcy temu kompletnie nie znało się na ogrodnictwie. I właśnie to ich pociąga w uprawianiu działki! – tłumaczy. Działkowcy są często amatorami. A amator to po łacinie „miłośnik”. – Coraz częściej na spotkaniach ze znajomymi rozmawiamy nie o siłowni, wakacjach czy pracy, a tak było do niedawna, tylko o modelu grabek lub odmianie agrestu. Chociaż nie mam wśród znajomych, nawet tych dalekich, ani jednego ogrodnika czy działkowca z zawodu. Wszyscy jesteśmy amatorami, a dokładnie maksymalnymi freakami – opowiada Joanna. 

Coś tylko dla siebie

Skąd w niektórych z nas potrzeba, żeby czasem ubrudzić sobie ręce ziemią i porwać się z motyką na działkę? – Po pierwsze, jesteśmy przyzwyczajeni do czystości dookoła. Robimy w domu „testy białej rękawiczki”, czyścimy wszystko – od służbowego laptopa po szafki w kuchni ‒ i niekiedy chyba tęsknimy za czasami dzieciństwa, gdy mogliśmy bezkarnie ubrudzić się choćby piaskiem z piaskownicy – mówi psycholog. – Drugi powód to nasz zdrowy egoizm. Chcemy mieć coś naszego, co nie jest bardzo zobowiązujące. Bo przecież gdy nie będziemy mieć ochoty, to bez żadnych konsekwencji możemy zostawić działkę na kilka tygodni. I nic złego się nie stanie poza tym, że jak już tam wrócimy, będziemy mieć trochę więcej pracy. Generalnie działka jest dla nas, a nie my dla niej. Dajemy jej tyle, ile chcemy, żeby mieć z tego przyjemność – dodaje Sylwia Michalczyk. – Pomysł na własną działkę w mieście przyszedł mi do głowy po wakacyjnym pobycie nad Bałtykiem, kiedy na zatłoczonej plaży był problem z własnymi intymnymi kilkoma metrami kwadratowymi piasku. Wtedy zamarzył mi się własny kawałek ziemi – wspomina Joanna. 

Działkowcy w trybie slow

Prace na wielkomiejskiej działce wpisują się w reguły życia w trybie slow. Życia w zwolnionym tempie, działania z rozmysłem, realizowania swoich zainteresowań i pasji. – Fani slow life mówią nam: „Poczuj życie i rozsmakuj się w nim”, „Delektuj się każdą chwilą”, „Bądź dokładna”, „Postaw na jakość tego, co robisz, i spełniaj się w tym”. Wszystkie te hasła można wprowadzić w życie na działce, gdzie praca wymaga staranności, ale jeśli do tego się zabieramy, to raczej z chęcią i pasją, gdzie możemy smakować każdą chwilę: od pracy fizycznej po smak zerwanych owoców lub konfitur z nich przygotowanych – mówi Sylwia Michalczyk. – Obserwujemy, co się dzieje dookoła, próbujemy owoców, słuchamy szumu drzew, dotykamy roślin, odczuwając promienie słoneczne. Na działce wyostrzają się nasze zmysły. Właśnie slow life opiera się na zmysłach. Klucz do działki mógłby być dołączany do podręczników na temat życia w trybie slow – śmieje się psycholog.

Na koniec praktyczna porada: wielkomiejscy działkowcy zwykle nie kupują, tylko dzierżawią działki, które odwiedzają. Na taką dzierżawę często decydują się starsze osoby, które ze względu na swój wiek nie są już w stanie zajmować się działką.

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy

Zainteresują cię również:

Jak zamykać sprawy?

Ile powinien trwać urlop?

Zerwij z „Czy zasłużyłem?”

Naucz się cieszyć sukcesem

Jak odpocząć w jeden wieczór?

Udawanie kogoś jest groźne

Dlaczego nie warto narzekać

Czy mówienie do siebie jest zdrowe?

Sztuka odpuszczania w 4 krokach

Jak rozpoznać narcyza?

5 rzeczy, za które polubią cię inni

Odkryj potęgę próbowania