Przejdź do treści

Narzekanie rutyną dnia codziennego

Festiwal narzekania
Ilustracja: shutterstock
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
Stringi na schodach przed sądem w Cork (Irlandia)
Irlandzkie kobiety publikują zdjęcia swojej bielizny. To protestu wobec obwiniania ofiar gwałtu
dachy domów z kominami, z których leci dym
Smog. W większości polskich gmin nadal bezkarnie spala się śmieci
Modelki Victoria's Secret
Jan Singer, dyrektor generalna, opuszcza Victoria’s Secret
Cytologia – zwróć uwagę na to, czym masz pobierany materiał
płaczące dziecko
Zimne powietrze na obrzęk krtani. 31-letnia matka uratowała swoje dziecko za pomocą zamrażarki

Dlaczego na pytanie: „Co słychać?”, z automatu wyliczamy wszystko, co nam właśnie nie wyszło albo na pewno nie wyjdzie? Bo uwielbiamy narzekać. Na wszystko – na szefa, na pryszcza na nosie, na pogodę. A narzekanie zupełnie się nie opłaca.

Znowu poniedziałek i znowu do pracy. Do tego wiatr, nie ma się w co ubrać, a bułki są wczorajsze. Koszmar? Tomek to dopiero przeżył koszmar! Pół godziny w korku, dziecko płacze, nie ma gdzie zaparkować, a już był spóźniony na biznesowe spotkanie. Majka powiedziała, że to jeszcze nic! Ona miała najgorszy poranek od kilku lat…

Scenariusz znany pewnie każdemu – licytacja: kto miał najgorzej. Marudzenie jest dla nas tak naturalne jak zrobienie herbaty. Tylko po co?

Marudzenie – element strategii

Jesteśmy istnymi pasjonatami narzekania, prawie na miarę takiego absurdu:

Skecz realnie pokazuje jednak, że kontakt między marudami zawiązuje się błyskawicznie. Bo narzeka się głównie po to, by zyskać akceptację rozmówcy. Ciągłe narzekanie szybko przyciąga innych… narzekających. Nie ma to jak wspólnie pobiadolić w autobusie, w sklepie czy u lekarza. Zyskuje się sympatię, wsparcie i poczucie solidarności z grupą. Wszystkich łączy ta sama strategia działania. Ale bywa, że narzekanie jest bardziej ukierunkowane i sprecyzowane. Może stanowić zasłonę dymną dla sukcesów – w naszej kulturze nie wypada się chwalić, a jeśli ponarzekamy np. na to, jak drogie były nasze nowe meble, to przy okazji poinformujemy, że je mamy. To także zasłona dla poniesionej porażki albo niezadowolenia z siebie – usprawiedliwienie dla ego. Zawiniło przecież coś, nie sam maruda. Ba! Coś, na co on kompletnie nie ma wpływu. Po prostu los tak chciał. Takie myślenie pozwala również uchylać się od wykonania zadania, bo – jak powie maruda – przecież zawsze coś przeszkadza, dlatego i tak się nie uda. Narzekanie daje też wrażenie wzmocnienia samooceny poprzez porównywanie się z kimś w trudniejszej sytuacji lub wręcz uwypuklanie jego sytuacji, by sobie powiedzieć: „Nie jestem taki zły, on wypada gorzej ode mnie”. Ale czy na pewno w tym porównaniu maruda nie wypada gorzej?

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia

Festiwal narzekania

Szklanka jest do połowy pełna czy pusta? – to odwieczny dylemat postrzegania. Maruda zawsze widzi to, czego brakuje, bo zwraca uwagę na wszelkie złe strony sytuacji. Zresztą to bardzo łatwe, bo dla naszego umysłu negatywy są najbardziej dostępne. Dostrzeganie ich jest uwarunkowane ewolucyjnie, gdyż ostrzegają przed niebezpieczeństwem. Natomiast pozytywy, choć jest ich wiele, są jakby ukryte przed naszą percepcją. W tym aspekcie maruda jest mistrzem w pielęgnowaniu negatywów, ale również dobrym magikiem, który pozytywy zamienia w negatywy. Stanie na rzęsach, by udowodnić sobie, że dobra strona sytuacji taką nie jest. Widzi wszystko w czarnych barwach i nie ma to związku z depresją, lecz z jego postawą wobec świata. W psychologii taki proces nazywa się samoutrudnianiem. W konsekwencji szklanka staje się w całości pusta, ale – co ciekawe – malkontent czerpie z tego wielką satysfakcję. Z języka francuskiego malcontent dosłownie oznacza „źle zadowolony”. Narzekanie staje się jego codzienną pożywką.

Poniekąd takie biadolenie niesie skutek oczyszczający. Pozwala wyrzucić z siebie emocje wynikające z rozstrzału między tym, jak jest, a docelową wizją własnego życia. Jako że marudzenie ma na celu obniżenie napięcia emocjonalnego, staje się też jedną z metod radzenia sobie ze stresem. Zatem „narzekanie jest zjawiskiem pozytywnym”- wyjaśnia dr Marek Drogosz, psycholog społeczny SWPS w Warszawie. Mechanizm prostej oceny i kategoryzacji pojęć w relacjach społecznych ma ułatwiać ich odbiór. Jednak pozytyw narzekania jest tylko teorią, bo w praktyce poprawa samopoczucia jest tymczasowa. Narzekanie na dłuższą metę zyskuje skutek odwrotny – wpycha nas w pudło negatywizmu, którego ściany ograniczają naszą możliwość dostrzegania pozytywów. Ciągłe marudzenie zaburza też funkcję naturalnego skarżenia, a takiego dorosłego marudę potrafią rozróżnić już… trzyletnie dzieci – dowiedli naukowcy z Instytutu Antropologii Ewolucyjnej Maxa Plancka w Lipsku. To ogólnikowe biadolenie nad światem i samym sobą jest niekonstruktywne.Ciągłe utyskiwanie kształtuje adekwatną, czyli negatywną rzeczywistość. Obwody nerwowe aktywne w tej formie aktywności umysłu nie odpoczywają. Jedna skarga generuje kolejną, w konsekwencji samoocena marudy spada po równi pochyłej. Złoto zdobyte w zawodach na największego marudę na świecie jest ułudą sukcesu. Zrzędzenie gwarantuje nieszczęśliwe związki, problemy w pracy i z finansami, kłopoty zdrowotne, koleżeńskie i wiele innych.

Poskromić marudę

„Nie cierpię nie cierpieć”. Pamiętacie Smerfa Marudę? Wieczny maruda jest nudny i irytujący. Wprost nie do zniesienia. „Jeśli poskarżysz się jeszcze raz, napotkasz mój zbrojny opór” – słowa Björk mogłyby jednoczyć pozostałych. Zrzęda jest też paskudnym energetycznym wampirem. „Tragizmem” swojej wizji świata wysysa z nas energię do szpiku kości, sam stając się obiektem godnym pożałowania. No, ale nie ma co się rozczulać, trzeba się zabierać do roboty. Bo inaczej „ludzie nie będą mieli dla ciebie czasu, jeśli wiecznie jesteś zły albo narzekasz” – wyjawia w kontekście swoich sukcesów naukowych i ciężkiego kalectwa Stephen Hawking, wybitny astrofizyk.Osoby, które walczą o swoje racje i zmianę sytuacji, by nie tkwić w niej latami, w przyszłości, już jako seniorzy, będą mieli sprawniejsze mózgi – podpowiada trener rozwoju osobistego Larry Winget, autor książki „Zamknij się, przestań narzekać i zacznij żyć”.

No, ale skoro ktoś narzeka, znaczy, że ma powód, a już na pewno jest niezadowolony. Dlatego przede wszystkim maruda powinien  przyjrzeć się swoim zachowaniom. Zwrócić uwagę na to, kiedy zaczyna narzekać – co wyzwala żal, co go napędza oraz jakiej dziedziny życia dotyczy jego narzekanie. Bo pod pierzynką skarg tak naprawdę kryją się nasze potrzeby, których nie dopuszczamy do świadomości. Potem to nowe odkrycie trzeba zrozumieć i – co najważniejsze – zaakceptować. Wtedy na pewno da się zdjąć czarne okulary i przestać narzekać. A gdy znów przypadkiem wpadniemy w sidła zrzęd, najlepiej siedzieć cicho. Po pewnym czasie sami zapytają. I co im odpowiemy? Że… nasze życie jest przecież super!

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy

Zainteresują cię również:

Stoicyzm dziś, czyli jak być szczęśliwym

Dizajn dla zmysłów

Neurony do lamusa. Czas na glej!

Lenistwo. Służy nam czy nie?

Po zdrowie do lasu!

Kilka faktów o (nie)przytulaniu

Egomaniak

Udręki szczęki – słów kilka o nerwowych nawykach

Związek to wybór – nie zawsze dobry.

Wszyscy kłamiemy

Pozbądź się lęku, żyj tu i teraz

Mózg nie lubi świąt?

Mózg nie lubi świąt?