Przejdź do treści

Kulinarne trendy 2015 – co pokochały nasze podniebienia?

Kulinarne trendy 2015 – co pokochały nasze podniebienia?
Zdjęcie: shutterstock
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
Dziewczynka bawiąca się zabawkami w pokoju
Pół miliona na dziecko. Wyniki raportu „Ile kosztuje dziecko w Polsce?”
para leży w łóżku z białą pościelą i rozmawia
Stres jest największym zabójcą libido
Kobieta smarująca twarz kremem w łazience
Niedobór witamin widać na skórze. Dietetyk radzi, jak zadbać o odpowiednie odżywienie
Przyprawa curry na łyżeczce
Curry to mieszanka najzdrowszych przypraw
Hanna Lis w czarnym golfie
Hanna Lis o endometriozie: miałam szczęście, że choroba nie odebrała mi szansy na macierzyństwo

W jedzeniu, jak we wszystkich przejawach życia codziennego powiązanych z masową konsumpcją, też są mody. Sprawdzamy, co nowego wylądowało w 2015 roku na naszych talerzach, a co z nich zniknęło.

Połowa dekady, niespokojne czasy, środek Europy. O dziwo na tym, jak jemy, duch epoki nie odciska zbyt silnego piętna. Gdyby tak było, przestalibyśmy zapewne zaopatrywać się w pośpiechu w kebabach i zajadać hummusem. A tymczasem lokali z mezze – przekąskami rodem z Bliskiego Wschodu – przybywa. Dostrzegł to nawet Midas polskiej sceny gastronomicznej Artur Jarczyński, twórca Szwejka, Kompanii Piwnej i szeregu innych kulinarnych konceptów, które zawsze zmieniają się w złoto. Zgodnie z przypuszczeniami Shipudei Berek z kuchnią znad Morza Martwego skazany jest na sukces. Na szczęście z tamtej części świata importujemy nie tylko konflikty.

Wschód Bliski, Daleki i duchowy

Skoro pasta tahini i ciecierzyca za sprawą coraz liczniejszych hummusiarni trafiły pod strzechy – a właściwie pod dachy apartamentowców i kamienic – można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że potrzeba będzie też domowych przepisów na ich wykorzystanie. Do tych wniosków doszli zapewne wydawcy dwóch poczytnych pozycji minionego roku: Buchmann, który wprowadził na rynek pięknie wydany „Hummus, za’atar i granaty” Samar Khanafer, młodziutkiej, znanej z „Master Chefa” Polki o libańskich korzeniach, a także Filo, które wypuściło polski przekład hitowej „Obfitości” Yotama Ottolenghiego. Książka Samar to najciekawszy bodaj, zaraz obok „Warzywa” Dominiki Wójciak, przejaw próby karmienia się sukcesami blogerów i telewizyjnych gwiazdek w minionym roku. Z kolei najnowsza pozycja Ottolenghiego, dyskontująca sukces wcześniejszej „Jerozolimy”, na półkach smakoszy i kulinarnych modnisiów zagościła już wcześniej, w swoim angielskim wydaniu – zaprzyjaźniony Amerykanin mieszkający w Londynie śmiał się wręcz, że ta pozycja wyparła z kuchni znajomych wszystkie Nigelle i Jamie’ech. Dobrze, że dociera teraz do szerszego grona polskich czytelników, bo rzeczywiście w arcyprosty i bardzo atrakcyjny wizualnie sposób tłumaczy aromaty Bliskiego Wschodu na język smaku zrozumiały dla współczesnych Europejczyków. W dodatku proponuje wyłącznie dania wegetariańskie, co też bardzo spodobało się nie tylko przejedzonemu Zachodowi, lecz także coraz śmielej eksperymentującej z jedzeniem Polsce.

Drzwi w drzwi z warszawskim Lokal Vegan Bistro (o którym więcej za chwilę) rozgościło się Uki Uki, restauracja z japońskim makaronami, która reprezentuje inny, coraz popularniejszy trend na kuchenną egzotykę – tym razem z Dalekiego Wschodu. Tak jak i reszta kulinarnie zorientowanej Europy, z coraz większą ciekawością oglądamy się na Japonię i Koreę w poszukiwaniu inspiracji. Jestem przekonana, że tamtejsze zupy z kluskami mają przed sobą dość krótką drogę do polskich serc, podbitych już osobniczo w studenckich czasach tanią imitacją, czyli tzw. zupką chińską. Teraz wystarczy po prostu wznieść się na następny, znacznie smaczniejszy level. To paradoksalne zbliżenie powinno też ułatwić zamiłowanie naszych trzech narodów do kiszonek – te tradycyjne i zarazem bardzo zdrowe metody konserwacji żywności wracają do łask niesione na skrzydłach dobrej dietetycznej nowiny. Czy i wy skosztowaliście już na świątecznym obiedzie u rodziny kimchi wraz z bigosem? A ja owszem, a ja tak! (Ukłon dla Dominiki!)

Triumf roślinożerców

Dieta wege wciąż wzrasta w siłę i między innymi dlatego ten rok bezwzględnie należał do Jadłonomii, czyli roślinnego bloga Marty Dymek. Co niesamowite, ładny kawałek naszego narodu już po raz drugi obdarowywał się księgą Marty na Boże Narodzenie (czego dowodzą np. tak wdzięczne wpisy jak ten Karola Grygoruka na facebookowym profilu Jadłonomii), a wydawnictwo Dwie Siostry uwijało przy trzecim bodaj dodruku „Kuchni roślinnej – 100 przepisów nie tylko dla wegan”. Jeśli byliście ostatnio na tzw. domówce, na pewno odnotowaliście wpływ Marty chociażby na sekcję sałatkową wielkomiejskich imprez! Natomiast wiadome zamieszanie z rowerzystami i odnawialną energią dało Marcie status dyżurnego eksperta do spraw „tego strasznego weganizmu”, a co za tym idzie – przysporzyło kolejnych punktów do bardzo zasłużonej popularności. Ta z kolei przekłada się na wzrost zainteresowania daniami bez mięsa w gastronomii. W Warszawie z radością odnotowaliśmy pojawienie się obleganego Lokal Vegan Bistro przy Kruczej czy nowego, większego lokalu minisieci KroWarzywa, która planuje teraz podbój Krakowa. We Wrocławiu podczas licznych festiwali raczyliśmy się świetnymi zestawami wegetariańskiego sushi z maleńkiego The Root.

Słodycz wyrafinowana

Na deser, jak to zwykle bywa, coś słodkiego. 2015 ujrzał rozwój autorskich cukierni, tak niepodobnych do tradycyjnych piekarni jak ramen z konfitowanym jajkiem do swojskiego rosołu. Stołeczne Odette i Deseo, gdański Umam czy lubelski Czekoladowy (od grudnia także z siedzibą w Warszawie) kroczą dumnie szlakiem wytyczonym przez wizjonerów z Lukullusa i Batidy. Trufle czekoladowe o smakach jak z wyżyn drinkowej miksologii (koktajlbarów z prawdziwego zdarzenia także nam, nota bene, przybyło), lekkie jak pianka musy i ciastka o geometrycznych kształtach to supermodelki w rozmiarze 34 przy przysadzistych rożkach, tortach i innych bajaderkach tradycyjnego polskiego cukiernictwa. Niech fani tych drugich nie drżą jednak o swoje – wobec coraz wyższych oczekiwań klientów przetrwają ci spośród solidnych rzemieślników od słodyczy, którzy stosują najlepszej jakości składniki i sprawdzone receptury. W końcu certyfikowanych rogali Marcińskich znowu nam w tym roku przybyło!

Agata Michalak – redaktorka naczelna magazynu „KUKBUK”, z wykształcenia kulturoznawczyni. Szefowała miesięcznikowi „Aktivist”, pisywała do berlińskiego dwutygodnika „Zitty”, „Wysokich Obcasów” czy „Exklusiva”. Współtworzyła dział kultury w portalu naTemat.pl, współprowadziła autorską audycję gastronomiczno-miejską w Radiu Roxy. 

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy

Zainteresują cię również:

Wyzwania domowych piekarzy

Książki najzdrowsze i najsmaczniejsze

Tech-food – technologia wkracza do kuchni

Micha zdrowia

Miejski Przewodnik Kulinarny: Warszawa

Miejski Przewodnik Kulinarny: Warszawa

matka trzyma na rękach dziecko chore na odrę

Odra we Wrocławiu. Do szpitala trafiło 14-miesięczne dziecko

Szarlotka wegańska – najszybsza i najprostsza

kubek herbaty trzymany w dłoniach

Herbata dobra na choroby serca

8 nawyków, których warto się pozbyć przed trzydziestką

8 sposobów, jak szybko i bez leków ukoić ból głowy

Sposoby na wzdęcia

6 zaskakujących rzeczy powodujących wzdęcia

Kubek kawy

Kawa a jakość plemników. Okazuje się, że jest zależność!