Przejdź do treści

Miejscy emigranci: Prolog

Miejscy emigranci: Prolog
Ilustracja: Alicja Gapińska | | www.gapinska.com
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
Kobieta w maseczce ochronnej
Francja i Austria zakazują noszenia maseczek materiałowych w miejscach publicznych!
Nastolatka siedzi na rampie
„Jedna placówka na ponad 27 tys. pacjentek”. Martyna Jałoszyńska o dostępie nastolatek do ginekologa
Ludzie na koncercie
Lek. Bartosz Fiałek wzburzony weekendowymi imprezami: ludzie, których ignorancja przekracza „dach świata”
Genogram – do czego służy, jak zrobić, symbole genogramu
Dagmara Seliga
Dagmara Seliga: w Polsce jest coraz więcej coachów, a brakuje przepisów regulujących ten zawód [WIDEO]

Z samego centrum Warszawy wynieśliśmy się na zadupie i od ponad roku mieszkamy w Beskidach, na niewielkiej górce w domu z wielkich marzeń. Jak to się stało, że nam się udało?

Wsparty o barierkę na tarasie naszego domu patrzę w niebo. Gapię się po prostu. Cisza. Czuję, że przyłapałem czas na gorącym uczynku. Już go nie gonię, już nie wprawia mnie w zadyszkę i nie dodaje mi lat w zdwojonym tempie. Zasiadamy razem na skrzypiącym fotelu i bez zbędnych ceregieli po prostu jesteśmy. Częstujemy się kawą i papierosami. Chłopcy i Mała P. śpią na górze.

Zbliżało się niedzielne popołudnie. Zbieraliśmy się do wyjścia, kiedy zadzwonił telefon. – Czy sprzedaż mieszkania jest nadal aktualna? – usłyszałem dziewczęcy głos. Rozmowa wydała mi się nierealna, a wszystko zadziało się jak w przyśpieszonym filmie. Dosłownie kilkanaście sekund i byliśmy umówieni na następny dzień. Dopóki nasza decyzja wisiała wirtualnie w powietrzu, była przez nas nonszalancko lekceważona, nie braliśmy jej tak naprawdę serio. A tu nagle zostało nam kilkanaście godzin i może nie być odwrotu. Mamy potencjalnych klientów na mieszkanie. Żadne z nas się nie przyznało, ale ciarki przeszły nam po plecach.

Moja wyprowadzka rozpoczęła się w 1988 roku na ulicy Marchlewskiego, która rok później była już aleją Jana Pawła II. Krótko mówiąc, korzenie sięgają komunizmu. Mieszkaliśmy wówczas z rodzicami pod numerem 63 i jesienią tego roku ojciec zabrał mnie na pierwszy męski wyjazd, nieopatrznie wybierając Tatry. Nieopatrzność ojca tak mnie urzekła, że od tamtej pory chodzę z głową w górach. Natomiast jego niefrasobliwość, wynikająca z tego, że trwał rok szkolny i było już dawno po wakacjach, poskutkowała całorocznym problemem z chemią, a głównie jej ciałem pedagogicznym w postaci pani dyrektor, która poczuła się wyjątkowo dotknięta moją nieobecnością na JEJ lekcjach. Odtąd słowo chemia wywołuje u mnie jednoznaczne skojarzenia z najeźdźcą znad granicy zachodniej ubranym w wysokie czarne oficerki, krótko przystrzyżoną fryzurą koloru blond i szarą spódnicą, na której brakowało tylko ciężkiego pasa z klamrą „Gott mit uns”.

Raz naruszone fasady edukacji sprawiły, że cały jej zbliżający się proces legł w gruzach. I nawet toczące się wówczas obrady przy Okrągłym Stole nie wpłynęły na moją postawę. Zacząłem ją równo olewać, co skutkowało ciągłym stanem wojennym – w domu – na przemian z zawieszeniem w prawach ucznia – w szkole. Furtka do lepszego świata miała zatrzasnąć przede mną swoje podwoje – jak mawiała nowa pani dyrektor – i to na moje własne życzenie. Życzeniem tym były GÓRY.

Miejscy emigranci: Prolog

Zdjęcie: shutterstock

Dzwonek do drzwi wyrwał mnie z chwilowego zamyślenia. – Przyszli – pomyślałem i nerwowo spojrzałem na Małą P. – No, otwórz – ponagliła mnie, lekko podenerwowana. W drzwiach stanęła dwójka młodych, elegancko ubranych ludzi. Obejrzeli mieszkanie, mało dokładnie, zadali parę szczegółowych pytań i poszli. Byli najkrócej oglądającymi z dotychczas zainteresowanych. – Tylko oglądacze, jestem tego pewien – stwierdziłem po zamknięciu drzwi i uspokojony powróciłem do swoich zajęć.

Małą P. dostałem w prezencie pod choinkę w klasie maturalnej. To najlepsze, co mogło mnie spotkać w życiu. Przez długi czas rozbijaliśmy się razem po całej Europie, niczym Bonnie i Clyde, kradnąc teraźniejszość pełnymi garściami, uciekając pod ostrzałem powszechnej siły ciążenia. Pędziliśmy do utraty tchu, na swojej drodze skacząc po górach. Aż w końcu czas nas zamknął i sprowadził na ziemię, osadzając w bezdusznej rzeczywistości. Małą P. skazano na pracę w firmie farmaceutycznej, a mnie wtrącili do wielkiego wydawnictwa.

Dostaliśmy obowiązujące uniformy i karty dostępu do nowego wspaniałego świata, który rozciągał się między ulicami Wołoską a Marynarską. Axis mundi stolicy. W zamian za podróże i przygody dostaliśmy bilet miesięczny, samochód firmowy (w przypadku Małej P.) i, na zachętę, prywatną opiekę medyczną. – Może tak właśnie trzeba, przecież wszyscy tak żyją – szeptaliśmy pod osłoną nocy. Postanowiliśmy spróbować. Pierwszym krokiem były narodziny syna. Minęły dwa lata. I nie było co opowiadać. Nie przeczę, nadal byliśmy w drodze. Tyle że do pracy lub z pracy. Synka widzieliśmy wcześnie rano w drodze do babci oraz późno wieczorem – w drodze od babci. Gdy jego wychowanie zaczęliśmy konsultować z babcią mejlowo, nie wytrzymałem i postanowiłem wywołać zamieszki. – Nie chcę tak żyć – powiedziałem trywialnie Małej P. – Spadajmy stąd – rzuciłem i, nie czekając na odpowiedź, zacząłem nas pakować.

Następnego dnia około południa zadzwoniła dziewczyna, która razem ze swoim chłopakiem oglądała nasze mieszkanie. – Zdecydowaliśmy się je kupić – tylko te słowa dotarły do mojej świadomości. A więc stało się – przemknęło mi przez myśl. To koniec. Zostaliśmy postawieni pod ścianą. Mieliśmy miesiąc, żeby opuścić dotychczasowe życie.

Decyzję o wyprowadzce z Warszawy podjęliśmy wyjątkowo zgodnie. Mało zgodna z nami była tylko rodzina. Niczym płaczki lamentowali, że przekreślamy dopiero co rozpoczynającą się karierę, że poza Warszawą nie ma nic, że krzywdzimy własne dziecko, że czeka nas marność, marność i tylko marność…

Na emigrację wybraliśmy Beskidy. Są położone blisko Tatr, nie są tak turystyczne, mamy stosunkowo dobry dojazd z Warszawy, poza tym ceny ziemi były przystępne. Zdecydowaliśmy, że nie wchodzimy w żaden kredyt, tylko sprzedajemy mieszkanie. Palimy za sobą wszystkie mosty i nie bierzemy jeńców.

CDN… Następny odcinek już za tydzień!

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy:

Zainteresują cię również:

Deficyt przyrody – choroba cywilizacyjna naszych dzieci

Marta Jermaczek-Sitak: Żyjemy w coraz większym stresie, chaosie, lęku i próbujemy sobie z nim poradzić, „porządkując” przyrodę

8 sposobów, by czuć się lepiej psychicznie każdego dnia

Sekrety szczęśliwych par – 10 filarów udanego związku

Kooperatywa spożywcza – jak to działa?

Kooperatywa spożywcza – co to jest, jak działa spółdzielnia?

Dwie minuty do szczęścia - czyli jak to na co patrzysz, może poprawić ci nastrój

Dwie minuty do szczęścia – czyli jak to na co patrzysz, może poprawić ci nastrój

Elastyczni są szczęśliwsi. Filozofia "kontroli" nie zawsze się opłaca

Elastyczni są szczęśliwsi. Filozofia „kontroli” nie zawsze się opłaca

Las w 3D łagodzi stres? Dobra alternatywa na trudny czas kwarantanny?

Las w 3D łagodzi stres? Dobra alternatywa na trudny czas kwarantanny?

kobieta na siedząca na pniu drzewa

Zespół deficytu natury. O tym, jak nasze ciało i dusza chorują z powodu odcięcia od przyrody

Biegówki na Młocinach.

Biegówki na Młocinach. Jak dobrze wykorzystać sezon na biegówki?

Czujesz, że dopada cię jesienna chandra? Poznaj proste triki na poprawienie nastroju

Zwalcz negatywne przekonania!

Dlaczego nie potrafisz być szczęśliwa? Tłumaczy psychoterapeutka

pomaganie

Pomaganie jest zdrowe!

dziewczyna zwiedza Włochy

Drobiazgi uszczęśliwiają. Mają większy wpływ na jakość życia, niż nam się wydaje

Stoicyzm dziś, czyli jak być szczęśliwą

Kiedy czekamy na miłość, awans i lepszą wersję nas samych, wiele tracimy. Kasia Bem radzi, jak żyć tu i teraz

Jak zmienić sposób, w jaki patrzymy na życie? Kasia Bem podaje klucz do szczęścia

Zachwyć się tym, co jest teraz. Potrafisz to zrobić? Kasia Bem uważa, że to proste

Szczęścia nie da się łatwo zdefiniować. Ale można znaleźć kilka cech, którymi wyróżniają się szczęśliwi ludzie

Strach jest wrogiem szczęśliwego życia. Dlaczego się boimy?

Naucz się „odpuszczać” – joga ci w tym pomoże

„Odpuść sobie”. Ale jak to zrobić? Kasia Bem zapewnia, że joga może w tym pomóc

Szczęśliwi czasu nie liczą – jak samopoczucie wpływa na długość życia?

6 nawyków szczęśliwych ludzi

6 nawyków szczęśliwych ludzi. Kasia Bem pisze, jak zachować optymizm

Najpopularniejsze

Choroby mają zapach – wiedziałaś o tym?

Ćwiczenia na biust. 6 sposobów na ujędrnienie i podniesienie piersi

Twój kręgosłup potrzebuje wsparcia? Oto kilka ćwiczeń, które go wzmocnią

Jak pozbyć się oponki z brzucha

4 sposoby na pozbycie się oponki z brzucha. I nie chodzi wcale o robienie brzuszków

10 niezdrowych wieczornych nawyków

Ubrania, które nas trują. Sprawdź, dlaczego mogą być niebezpieczne

Stanie na rękach – krok po kroku

Stanie na rękach – krok po kroku

Zimno jest zdrowe! Nie wierzysz? Oto 5 pożytków z niskich temperatur

kobieta na wydmach

„Odpuszczanie” jest dobre dla ambitnych i konsekwentnych kobiet – podpowiada nam psycholożka Anita Kruszewska

Gdy kobieta staje się przedmiotem, a gwałt wydaje się romantyczny

„365 dni”: gdy kobieta staje się przedmiotem, a gwałt wydaje się romantyczny

Smartfon a dolegliwości / istock

Smartfon a dolegliwości, które może wywołać. To nie tylko bezsenność

poranne wstawanie

7 rzeczy, które ułatwią poranne wstawanie

Fit Matka Wariatka / Facebook

Agresja i fałszywa troska na profilu „Fit Matki Wariatki”. Przyszedł czas na pato-fitness. Hello Zdrowie mówi temu nie!

Ćwiczenia na rozciąganie barków

Rozciąganie stawów barkowych – te ćwiczenia na pewno ci się przydadzą

Jak poprawić krążenie w nogach? Ćwiczenia, które warto wykonywać

Kasia Bigos trenerka

Ćwiczenia na ramiona z hantlami – wypracuj smukłe ramiona