Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowy styl życia

Miejscy emigranci: Scena szósta

Miejscy emigranci: Scena szósta
Ilustracja: Alicja Gapińska | www.gapinska.com

Jest bardzo ciepło i przyjemnie. Dla wychowanków warszawskich blokowisk, takich jak my, możliwość zjedzenia śniadania na własnym tarasie z widokiem na góry to euforia i rytuał, który w przeciągu zaledwie paru tygodni osiągnął status niepodważalnej, przekazywanej z pokolenia na pokolenie tradycji.

To właśnie dla takich chwil warto ryzykować, nie poddawać się i napierać na swoje marzenia. Nic nie jest w stanie zastąpić radości wylegiwania się na wygodnym leżaku z kubkiem kawy w ręku, z dobrą książką (rzadziej) lub własną pociechą na kolanach (notorycznie), gdy lekki wiaterek smyra nam przyjemnie stopy. Cudownie – żadnego pośpiechu, klaksonów, korków i ciągłego spoglądania na zegarek. A wieczory! To dopiero odjazd. Pod warunkiem, że uda nam się uśpić tych dwóch małych zbójów, którzy, nie wiedzieć czemu, właśnie na koniec dnia muszą rozgrywać swoje gonitwy, bitwy i awantury o kaczuszkę (kompletnie nieinteresującą w ciągu dnia), która przechodzi brutalną próbę mitozy, wspomaganą szarpaniem (każdy w swoją stronę) małych rączek naszych chłopców. Do tego dochodzą wzajemne nawoływania się na poziome decybeli koncertu deathmetalowego. Ale w końcu zasypiają, zamieniając się wraz z głębszym oddechem w dwa niewinne aniołki, strażników ciszy i spokoju. A zatem, gdy nam podczas tego nikczemnego procederu, jakim jest wyciszanie i usypianie gagatków, dane będzie zachować stan świadomości, możemy wyjść na taras i delektować się wieczorem.

Jeden z moich przyjaciół, którzy często nas odwiedzają, zostawił nam w prezencie prosty, zakupiony podczas podróży po Kambodży, hamak. W ten sposób kawałek materiału wprowadził okresowy stan podwyższonej gotowości bojowej u każdego z domowników rywalizujących o pierwszeństwo i wyłączność bujania. Waśnie zostały złagodzone zawieszonym na kuchennej ścianie rozjemczym ‚‚grafikiem bujania’’, który w klarowny i niepodważalny sposób ustalił, kto i kiedy może prawomocnie okupować bujadło oraz domagać się bezwarunkowych aktów dolewania herbaty, donoszenia słodyczy lub zmian płyty, właśnie przesłuchanej.

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij

Powiązane artykuły

Miejscy emigranci: Scena trzecia

W każdy piątek wsiadałem w samochód i jechałem na południe Polski, chyba że coś wymagało natychmiastowej...
W każdy piątek wsiadałem w samochód i jechałem na południe Polski, chyba że coś wymagało natychmiastowej konsultacji w tygodniu. Od Małej P. dostałem truckerkę i niczym Gumowy Kaczor przemierzałem bezdroża naszego kraju szykującego się do mistrzostw Euro.

Miejscy emigranci: Scena czwarta

Cisza. Tutaj budzi nas CISZA. Przyzwyczajeni do łoskotu piętnastki, która z placu Narutowicza skręcała...
Cisza. Tutaj budzi nas CISZA. Przyzwyczajeni do łoskotu piętnastki, która z placu Narutowicza skręcała w Filtrową, byliśmy nią wstrząśnięci – że w ogóle się uchowała i jest w dzisiejszych czasach możliwa.

Miejscy emigranci: Scena piąta

Drzewa powoli przeciągały swoje wymęczone śniegiem konary, a jazgot niezliczonych ptaków obwieszczał...
Drzewa powoli przeciągały swoje wymęczone śniegiem konary, a jazgot niezliczonych ptaków obwieszczał wszem wobec nadejście wiosny. Noc ponownie zaczęła pachnąć świeżą łąką. A więc pierwsza zima w górach za nami.

Miejscy emigranci: Epilog

Minął rok od naszego wprowadzenia się do domu w Beskidach. Nigdy do tej pory w naszym życiu w tak krótkim...
Minął rok od naszego wprowadzenia się do domu w Beskidach. Nigdy do tej pory w naszym życiu w tak krótkim czasie nie wydarzyło się tyle ważnych rzeczy. Czasami naprawdę wystarczy jeden mały krok, by wszystko zmieniło swoją perspektywę i dokonała się rewolucja.