Niniejszy serwis korzysta z plików cookies celem realizacji usług zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Informujemy, iż istnieje możliwość określenia warunków przechowywania lub dostępu do plików cookies za pomocą przeglądarki. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w plikach cookies wybierz opcję Zamknij. W przypadku, gdy nie wyrażasz zgody, zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Zamknij Polityka plików cookies
HelloZdrowie HelloZdrowie HelloZdrowie

Zdrowy styl życia

Miejscy emigranci: Scena trzecia

Miejscy emigranci: Scena trzecia
Ilustracja: Alicja Gapińska | www.gapinska.com

Budowa bez większych opóźnień zbliżała się ku końcowi. W każdy piątek wsiadałem w samochód i jechałem na południe Polski, chyba że coś wymagało natychmiastowej konsultacji w tygodniu. Od Małej P. dostałem truckerkę i niczym Gumowy Kaczor przemierzałem bezdroża naszego kraju szykującego się do mistrzostw Euro. Był to czas powszechnej mobilizacji, wielkich inwestycji i narodowej dumy. Trasa ze stolicy na naszą górkę licząca 370 km ,,siecią nowoczesnych autostrad’’ zabierała mi zaledwie siedem godzin.

Minął niespełna rok od naszej wyprowadzki z Filtrowej. Kończyliśmy roboty wewnątrz domu i wszystko wskazywało na to, że do końca lipca dom będzie gotowy. Dodatkowego zamieszania narobiły nam bociany, które wraz z nadejściem wiosny zawitały do nas na Częstochowską, przynosząc Kajowi brata Julka. Docelowo miały przylecieć w Beskidy, ale ściemniały mocno, że jakoby miały bardzo nie po drodze.

Na ostatnie dwa miesiące naszego pobytu w Warszawie wynieśliśmy się do letniego domku teściów położonego w okolicach Tarczyna. Z sentymentem pożegnaliśmy nasze 15 metrów kwadratowych, zabraliśmy tobołki, wycałowaliśmy Fajfera z Bodkiem i po raz kolejny zmieniliśmy adres pobytu. Lato rozgorzało w pełni. Mała P. zajęta była realizacją wyposażenia i umeblowania domu, w czym doszła do takiej wprawy, że spokojnie mogłaby zostać przewodnikiem grup zakładowych po zaklętych rewirach Ikei.

Na początku lipca budowa SIĘ ZAKOŃCZYŁA!!! Potykając się o puste butelki, Biały Poranek wyciągnął mnie z łóżka i wymusił powolne zwożenie naszego drobnomieszczańskiego dobytku do ukończonego domu. Pozostało tylko postawić kropkę nad i.

Mimo przepięknej sierpniowej pogody Warszawa wstała lewą nogą. Czepliwa i nadąsana, zbywała nasz ostatni dzień w mieście ostentacyjnym milczeniem. Rodzina od rana chodziła zaszlochana, a babcie pociągały nosem jak rasowe kokainistki. W końcu nie mieliśmy już nic do pakowania, poza sobą. Gdy odpaliłem silnik samochodu i wyruszyliśmy na trasę, poczułem spokój i wielką ulgę. Cały rok niepewności, wydatków i koczowniczego życia dobiegł końca.

Zapytaj i podziel się wiedzą

Aby zadać pytanie musisz się zalogować
Wyślij
Pytania zadane przez innych użytkowników
klaudia.fabian.7 zapytał(a) 31 stycznia 2013
Pytanie dotyczy artykułu Miejscy emigranci: Scena trzecia
"babcie pociągały nosem jak rasowe kokainistki" - padłam i wstać nie mogę! :D

Powiązane artykuły

Miejscy emigranci: Scena druga

Życie trzyosobowej rodziny w 15-metrowym pokoju wymaga rozprawienia się z własną duszą, by ta zainteresowała...
Życie trzyosobowej rodziny w 15-metrowym pokoju wymaga rozprawienia się z własną duszą, by ta zainteresowała się przynajmniej na rok sztuką zen.

Miejscy emigranci: Prolog

Z samego centrum Warszawy wynieśliśmy się na zadupie i od ponad roku mieszkamy w Beskidach, na niewielkiej...
Z samego centrum Warszawy wynieśliśmy się na zadupie i od ponad roku mieszkamy w Beskidach, na niewielkiej górce w domu z wielkich marzeń. Jak to się stało, że nam się udało?

Miejscy emigranci: Scena pierwsza

Sprzedaliśmy mieszkanie. Po miesiącu od wystawienia ogłoszenia pozostał nam miesiąc na spakowanie naszego...
Sprzedaliśmy mieszkanie. Po miesiącu od wystawienia ogłoszenia pozostał nam miesiąc na spakowanie naszego dotychczasowego życia. Daliśmy sobie rok na wybudowanie domu. Jest kwiecień. W następne lato wyprowadzamy się.

Miejscy emigranci: Scena czwarta

Cisza. Tutaj budzi nas CISZA. Przyzwyczajeni do łoskotu piętnastki, która z placu Narutowicza skręcała...
Cisza. Tutaj budzi nas CISZA. Przyzwyczajeni do łoskotu piętnastki, która z placu Narutowicza skręcała w Filtrową, byliśmy nią wstrząśnięci – że w ogóle się uchowała i jest w dzisiejszych czasach możliwa.