Przejdź do treści

Miejscy emigranci: Scena trzecia

Miejscy emigranci: Scena trzecia
Ilustracja: Alicja Gapińska | www.gapinska.com
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
Chora kobieta stoi z kubkiem w ręku i chusta na głowie i patrzy przez okno
Przełom w leczeniu chorób nowotworowych. „Ostatnia nadzieja dla pacjentów bez nadziei”
Kobieta w ciąży trzyma w ręku zdjęcie z badania USG
Rezygnacja z Banku Tkanek Germinalnych. Czy jest szansa dla kobiet chorych na raka?
kobieta używająca mikroskopu
Leki na cukrzycę i nadciśnienie sposobem na raka?
wegański stek wydrukowany w drukarce 3D
Wegański stek z drukarki 3D
Białe rzeźby przedstawiające troje młodych lduzi siedzących na ławce i patrzących w telefony. Telefony oświetlają ich twarze.
Jak bardzo jesteśmy uzależnieni od smartfonów? Zobacz wymowną rzeźbę

Budowa bez większych opóźnień zbliżała się ku końcowi. W każdy piątek wsiadałem w samochód i jechałem na południe Polski, chyba że coś wymagało natychmiastowej konsultacji w tygodniu. Od Małej P. dostałem truckerkę i niczym Gumowy Kaczor przemierzałem bezdroża naszego kraju szykującego się do mistrzostw Euro. Był to czas powszechnej mobilizacji, wielkich inwestycji i narodowej dumy. Trasa ze stolicy na naszą górkę licząca 370 km ,,siecią nowoczesnych autostrad’’ zabierała mi zaledwie siedem godzin.

Minął niespełna rok od naszej wyprowadzki z Filtrowej. Kończyliśmy roboty wewnątrz domu i wszystko wskazywało na to, że do końca lipca dom będzie gotowy. Dodatkowego zamieszania narobiły nam bociany, które wraz z nadejściem wiosny zawitały do nas na Częstochowską, przynosząc Kajowi brata Julka. Docelowo miały przylecieć w Beskidy, ale ściemniały mocno, że jakoby miały bardzo nie po drodze.

Na ostatnie dwa miesiące naszego pobytu w Warszawie wynieśliśmy się do letniego domku teściów położonego w okolicach Tarczyna. Z sentymentem pożegnaliśmy nasze 15 metrów kwadratowych, zabraliśmy tobołki, wycałowaliśmy Fajfera z Bodkiem i po raz kolejny zmieniliśmy adres pobytu. Lato rozgorzało w pełni. Mała P. zajęta była realizacją wyposażenia i umeblowania domu, w czym doszła do takiej wprawy, że spokojnie mogłaby zostać przewodnikiem grup zakładowych po zaklętych rewirach Ikei.

Na początku lipca budowa SIĘ ZAKOŃCZYŁA!!! Potykając się o puste butelki, Biały Poranek wyciągnął mnie z łóżka i wymusił powolne zwożenie naszego drobnomieszczańskiego dobytku do ukończonego domu. Pozostało tylko postawić kropkę nad i.

Mimo przepięknej sierpniowej pogody Warszawa wstała lewą nogą. Czepliwa i nadąsana, zbywała nasz ostatni dzień w mieście ostentacyjnym milczeniem. Rodzina od rana chodziła zaszlochana, a babcie pociągały nosem jak rasowe kokainistki. W końcu nie mieliśmy już nic do pakowania, poza sobą. Gdy odpaliłem silnik samochodu i wyruszyliśmy na trasę, poczułem spokój i wielką ulgę. Cały rok niepewności, wydatków i koczowniczego życia dobiegł końca.

Miejscy emigranci: Scena trzecia

Zdjęcie: shutterstock

Wiedziałem już, że udało mi się zrealizować marzenie o domu w górach. Teraz musieliśmy stawić mu czoła i własny romantyzm skonfrontować z górską codziennością. Mała P. nastawiła Dylana. Zachrypnięte słowa ‚‚Like a rolling stone’’ prowadziły całą naszą rodzinę w nowe miejsce, na nasze wzgórze Walden.

Jesień zaskoczyła nas swoim przyjściem. Las za domem zaczerwienił się we wszystkich możliwych odcieniach, jakby przyłapał nas in flagranti. Kaj poszedł do państwowego przedszkola. Uchodząc ze świata ultranowoczesnego, mieniącego się wszelkimi dostępnymi błyskotkami cywilizacyjnymi, znaleźliśmy się na uboczu. Dojechaliśmy do Babadag, pod podszewkę współczesności. Teraz czas wystawał leniwie pod spożywczakiem na zajezdni autobusowej, u podnóża naszej górki, sącząc leniwie mocne piwo.

Przedszkole na pierwszy rzut oka było totalnie rozdupczone i swoją świetność porzuciło na długo przed stanem wojennym. Stalowe zabawki na podwórku pokryte wszechobecną rdzą były jakby żywcem wyjęte z mojego dzieciństwa na Marchlewskiego. Do tego brama z nieudolną kopią Myszki Miki. Byłem urzeczony. Na szczęście Kaj nie zwrócił na entourage najmniejszej uwagi i od pierwszego dnia poczuł się jak u siebie. Od tej pory, w dni powszednie, wędrowaliśmy w dół i w górę, odprowadzając Kaja do przedszkola, wzbudzając tym nieśmiałe zainteresowanie sąsiadów. Jako jedyni chodziliśmy na piechotę. Nie dość, że z Warszawy.

Jesień na prowincji to okres przygotowań i ostatnich prac porządkowych przed zimą. Trzeba zaopatrzyć się w opał, przygotować obejście – bo jak zima fuknie, a często zachodzi już w listopadzie, to wtedy nic się już nie da zrobić.

Wszystko to było dla nas nowe. Kupiłem sobie porządną siekierę i, jak przystało na gospodarza, zabrałem się za rąbanie. Dla mieszczucha wychowanego w bloku było to doznanie niemal mistyczne. Niby zwykła fizyczna praca, ale na moment uderzenie siekiery, trzask pękającej buczyny i jej zapach stały się moją iluminacją. Po niebie przewalały się ostatnie frontowe chmury, dzięki którym promienie zachodzącego słońca otuliły naszą górkę miękkim i ciepłym światłem. Z każdym uderzeniem siekiery wypełniał mnie coraz większy spokój. Kiedy skończyłem pracę i znosiłem porąbane kawałki na ganek, wiedziałem już, że tu jest moje miejsce.

CDN… Następny odcinek już za tydzień!

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Zainteresują cię również:

Co papierosy robią z układem krążenia

Kobieta trzymająca się za plecy na dole z powodu bólu pleców

Co oznacza ból pleców na dole i jakie podjąć leczenie, by go uśmierzyć?

Kobieta trzymająca się za plecy między łopatkami z powodu bólu łopatek

Co oznacza ból pleców między łopatkami i jak go leczyć?

Kasztanowe moelleux z pieczonymi gruszkami

Kasztanowe moelleux z pieczonymi gruszkami

8 nawyków, których warto się pozbyć przed trzydziestką

Razowe galette z gruszkami

Razowe galette z gruszkami

Sposoby na wzdęcia

6 zaskakujących rzeczy powodujących wzdęcia

11 rzeczy, które niszczą twoje zęby

Zimowa owsianka z dynią

10 faktów o napięciowym bólu głowy

10 faktów o napięciowym bólu głowy

Złota owsianka z kurkumą

Złota owsianka z kurkumą

11 przyczyn bólu głowy