Przejdź do treści

Mózg nie lubi świąt?

Mózg nie lubi świąt?
Ilustracja: shutterstock
Podoba Ci
się ten artykuł?
Udostępnij bliskim
Najnowsze
para leżąca w łóku, on ją całuje w czoło
Innowacyjne prezerwatywy zabezpieczą przed infekcjami
Agnieszka Hyży
Agnieszka Hyży: nie oszukujmy siebie i całego świata słodkimi historyjkami jak z reklamy o pięknym bobasku
Joanna Kurowska o żałobie i wsparciu terapeutycznym. „To żaden wstyd, gdy człowiek szuka pomocy”
Meghan Markle i książe Harry
Meghan Markle podróżuje samolotem. Nasz ekspert odpowiada, czy latanie jest bezpieczne dla ciąży?
Główny Inspektor Sanitarny: teorie przeciwników szczepień to szarlataneria

Błyskotki, choinki, śnieżynki, Mikołaje i inne świąteczne atrybuty. Mnóstwo muzyki, światła, koloru, ruchu i gwaru. Centrum handlowe – bolesne porażenie zmysłów, a przecież prezent kupić trzeba… Miało być pięknie, a chcemy uciekać. (Dla)czego mamy dość? 

Wielka, świecąca bryła już z oddali zdaje się tętnić i żyć swoim życiem, niczym żywy organizm. Centrum handlowe, czyli nasz przedświąteczny cel. Trzeba kupić prezent. Z taką wytyczną zmierzamy do galerii handlowych. Jeszcze zanim pochłonie nas ich otchłań, możemy zostać zaatakowani przez niezwykle życzliwego Mikołaja. No dobrze, przez dwóch takich Mikołajów. OK. Niech będzie – trzech. Są jeszcze śnieżynki, renifery i elfy. Każdy z nich ma do nas niecierpiącą zwłoki sprawę. Uśmiechamy się szeroko i przez zaciśnięte zęby cedzimy: „nie, dziękuję”. Albo nie uśmiechamy się, tylko cedzimy. Zbieramy się w sobie i dziarsko zmierzamy dalej. Jeden sklep, drugi, kolejny i następny… i w każdym to samo, tylko wszędobylska świąteczna oprawa w każdym sklepie inna. Czy to wyjątkowo nachalny, czy ten bardziej wysublimowany marketing – nie ma znaczenia. Czujemy, że dobry wybór i racjonalna kalkulacja zysków i strat wkroczyła do sfery marzeń. Podobnie jak spokój i wytchnienie. Jesteśmy głodni, zmęczeni i jest nam gorąco. Zaczyna nas boleć głowa, oczy i plecy. Natłok produktów, promocji i ludzi w zestawieniu z otoczeniem nie pozwala myśleć. Ilość bodźców, jaka atakuje nasze zmysły, zdaje się mordercza, choć w rzeczywistości ze światem zewnętrznym łączy nas mniej niż jedno na 10 mln połączeń komórek nerwowych mózgu. To niewiele. Cały doznaniowy teatr rozgrywa się w jego wnętrzu. I właśnie teraz na scenie robi się gorąco. Temperatura rośnie błyskawicznie. Czujemy się jak w potrzasku. Mamy ochotę uciekać. I to byle dalej. Jesteśmy po prostu wściekli.

W ogniu walki

Zaciśnięte szczęki, rumieńce, zwiększona potliwość, kłucie w klatce piersiowej, bóle mięśni, przyspieszone bicie serca i podniesiony głos – tak właśnie zachowuje się nasze ciało w momencie zdenerwowania. Złość jest jedną z podstawowych wrodzonych emocji. Uwarunkowana jest ewolucyjnie – ma ostrzegać przed niebezpieczeństwem. Jest bowiem wyrazem naszej niezgody na coś, co dzieje się wbrew naszej woli i narusza granice. A to może oznaczać zagrożenie. Złość staje się odpowiedzią na to, jak bardzo źle czujemy się w danej sytuacji. Stanowi wewnętrzny protest, który nazywamy różnie – od poirytowania i rozdrażnienia, przez gniew i frustrację, aż po agresję. I niestety wpływ na to mamy niewielki, bo przede wszystkim protestuje nasz mózg. 

W warunkach niezgody mózg błyskawicznie wskakuje w tryb wściekłości, a jego ciało migdałowate szaleje. Uściślając, mamy dwa takie obszary – po jednym na każdą półkulę. Ciało migdałowate jest częścią układu limbicznego mózgu, dość pierwotnego w swym działaniu, bowiem nie podlega naszej kontroli i wywołuje odruchowe reakcje emocjonalne. Wiąże się z odczuwaniem strachu i złości. Jego zadaniem jest ocena napływających bodźców pod kątem zagrożenia. Obszar ciała migdałowatego warunkuje nasz naturalny instynkt przetrwania. Jeśli ładunek emocjonalny jest duży, czyli np. drażniący, to ciało migdałowate wykazuje wysoką aktywność. Neurobiologia nazywa to porwaniem ciała migdałowatego. Wówczas wysyła ono informacje do jeszcze bardziej pierwotnych części mózgu, jak pień mózgu, gdzie zapadają już totalnie nieświadome rozkazy. W takim stanie zostaje uruchomiona cała kaskada hormonalna i szereg reakcji fizjologicznych ciała. Dla organizmu to alarm ‒ ostrzeżenie, przygotowanie do działania: walcz albo uciekaj. 

O tym, jakie kroki podejmiemy – będziemy walczyć czy odpuścimy i uciekniemy… także z centrum handlowego ‒ decyduje obszar oczodołowej kory płata czołowego lewej półkuli mózgu. To część, która sprawuje wysoką kontrolę nad rozumowaniem i jest wysoce aktywna podczas zdenerwowania. W praktyce jednak te dwa obszary ‒ pierwotny ciała migdałowatego, które chce działać, i wyższy kory oczodołowej, który chce się zastanowić ‒ dość szybko się równoważą. Skutkiem tego decyzja ‒ walczę lub uciekam ‒ zapada już po 2 sekundach! Dodatkowo w trakcie wyraźnych stanów emocjonalnych aktywowana jest skroniowa kora wyspy, która interpretując emocjonalne zdarzenia, poddaje je ocenie. To umożliwia ich zapamiętanie. Skutkować to może tym, że po nieprzyjemnych zakupach kolejnym razem może trafić nas szlag już na samą myśl o wizycie w sklepie.

Ugasić ogień

Mózg nie lubi świąt?

Ilustracja: shutterstock

Złość zakupową można jednak nieco złagodzić. Zanim wyruszymy na podbój centrum handlowego, warto przyjrzeć się temu, co nam może pomóc. 

1. Dobra organizacja. Podstawa to określić cel ‒ i to jeszcze na długo przed zakupami. Zastanowić się, co chcę kupić, jakimi kryteriami będę się kierować albo chociaż w jakim sklepie mam szansę na realizację swojego planu. Dobrze jest przemyśleć, jakimi środkami dysponujemy, i trzymać się wytycznych. A przynajmniej spróbować. Myślimy bowiem racjonalnie przez pierwsze 23 minuty robienia zakupów, potem wkracza już myślenie emocjonalne. Po 40 minutach przebywania w sklepie zakupy robią się niebezpiecznie nieprzemyślane. Ustalmy też, ile mamy czasu, czy naprawdę wszystko musimy kupić dzisiaj. Presja czasu szalenie dezorganizuje nasze funkcjonowanie. Jeśli uda nam się to zrobić jednego dnia – super! Jeśli nie, może świat się od tego nie zawali.

2. Komfort fizjologiczny. Przede wszystkim na samym początku warto postarać się o to, by nie być głodnym. Mózg codziennie pochłania 20‒30 proc. kalorii, które pobieramy z pożywieniem, mimo że sam stanowi jedynie 2 proc. naszej wagi. Potrzebuje naprawdę dużo! Niedobór energetyczny mózgu mocno koreluje z podwyższeniem poziomu złości. I to mocno zmienia nasze decyzje, niestety, na gorsze. Kolejna sprawa ‒ jeśli zamierzamy w centrum handlowym spędzić sporo czasu, warto kurtki, płaszcze i wszelkie pakunki pozostawić w szatni, bo błyskawicznie zrobi nam się gorąco, a to będzie potęgowało gniew w tempie ekspresowym. Może brzmieć banalnie, ale szczerze polecam przetestować. 

3. Razem czy osobno? Zakupy w pojedynkę czy z partnerem, znajomymi lub z dziećmi? No, dzieci odradzam zupełnie – one naprawdę mają ciekawsze zajęcia i na ogół nie są zainteresowane przeciągającymi się zakupami dorosłych. Co więcej, dla dzieciaków jest to zwyczajnie męczące. Jeśli potrzebujemy wsparcia w wyborach, oczywiście możemy zabrać ze sobą towarzystwo. Należy jednak liczyć się z odmiennością zdania drugiej osoby, bo w tym przypadku powiedzenie „co dwie głowy, to nie jedna” może się okazać dodatkową kulą u nogi. 

4. Porzucenie przekonań. Przekonania ma każdy, ale jest kilka grup osób społecznych, którym przekonania wyjątkowo silnie przeszkadzają w tej kwestii. Pracoholicy uważają zakupy za stratę ich konstruktywnego czasu pracy. Samotnicy za stratę czasu osobistego. Dla nonkonformistów to podporządkowywanie się. Przesyceni atmosferą świąteczną mają dość świąt, jeszcze zanim one się rozpoczną. A może by tak na chwilę przymknąć oko i skupić się na plusach całego przedsięwzięcia – nagnę swoje ego, ale sprawię komuś radość. 

5. Pamiętać o sobie. W czeluściach handlowego chaosu koniecznie należy być egoistą i pomyśleć też o sobie. To jedna z rzeczy, o których zapominamy, szukając prezentów dla najbliższych. Potrzeba dawania dotyczy także nas samych. Wprost trzeba zrobić sobie przyjemność. Może to przerwa i 10 minut świeżego powietrza, kawa, koktajl albo książka – bo prezent należy się także nam. Satysfakcja w mózgu gwarantowana.

A jeśli już porwały nas gniewne emocje, dajmy sobie 20 minut. Tyle czasu potrzeba na obniżenie poziomu hormonów i ustanie poczucia fizjologicznej złości. Wówczas nasze myślenie przejdzie ponownie do stanu racjonalnego. Życzę jednak, by te 20 minut nie było nam w ogóle potrzebne. 

Podoba Ci się ten artykuł?

Tak
Nie

Powiązane tematy

Zainteresują cię również:

Szczęśliwi czasu nie liczą – jak samopoczucie wpływa na długość życia?

Przepis na koktajle usprawniające pracę mózgu

Nasze mózgi są połączone

Samotność fizycznie zmienia mózg

Stoicyzm dziś, czyli jak być szczęśliwym

Patrzmy sobie w oczy w święta i od święta

Dizajn dla zmysłów

Twój mózg też chce dobrze zjeść

Co cukier robi z twoim mózgiem?

Aktywność mózgu wzrasta, gdy odpoczywasz

Neurony do lamusa. Czas na glej!

Emocje kobiet a mózg